piątek, 30 listopada 2012

Afrykańsko-świątecznie :)

Żeby nie było, że w ogóle nie czuję świąt,
pokażę Wam tutejsze ozdoby świąteczne, które bardzo przypadły mi do gustu:)

Dosyć zabawnie prezentuje się cała śnieżno-choinkowo-biało-czerwona sceneria
kiedy upał ponad 35 stopni! Poniższe "bombki" - to co innego ;)

Podobają się Wam?




Indian cuisine - debut

Jakiś czas temu wybraliśmy się do indyjskiej knajpy, był to nasz debiut w "tej branży".
Ciekawe doświadczenie.
Mąż zamówił pikantną potrawę, której nazwy nie przytoczę, ja natomiast wybrałam opcję słodką, orzechowo - miodową:) również "no-name".
Mąż - bezmięsnie, ja - wręcz przeciwnie :)

Hmm..

pychota!


 A jakie są Wasze doświadczenia
z taką kuchnią?
Forma podania
również osobliwa :)
 Wino - południowoafrykańskie oczywiście :)

 A po jedzeniu - suszony kminek - na dobre trawienie :)





czwartek, 29 listopada 2012

Debiut medialny

Nie mój, Męża!
Debiut w południowoafrykańskiej prasie!
A to dlatego, że JP niedawno ukończył kurs języka Afrikaans.
Kurs organizowany przez Uniwersytet (UFS).

Jakoś druku nie najlepsza, ale co tam :)
















Dyplom w domu, dobra nota, wakacje należą się :)

Ogrodowo

Witam :)

Zapraszam na przegląd naszego ogrodu letniego* :)
Przegląd przedwakacyjny.

A dzieje się dużo!

Figi dojrzewają ...























Cytryny ...



 i śliwki też :)
Pierwszy kompot już przyrządzony!


Poniżej własnoręcznie wykonany karmnik/domek dla ptaków:)
Tylko jeszcze żaden się w nim nie zadomowił, czekamy na lokatora.

 Bazylia, która dopiero teraz zdecydowała się wyrosnąć, pojedzie z nami na wakacje, a co!


Ponieważ ostatnio zdarzył się nawet deszcz (padało całą sobotę) - niecodzienna, "mokra" fotka :)

Bardzo zielono wyszło dzisiaj, więc nieco więcej koloru na zakończenie posta  :)

*skojarzenia z Paulliną Simmons mile widziane :)

środa, 28 listopada 2012

Pech Peszek

Nie podzielam Jej poglądów:


Mam inne plany na życie:


Ale jednak przyciąga ...
Pomysłowością, różnorodnością, nowością.

(...) 
 A im bardziej była smutna, tym wyższy był jej kok
(...)


A na Was jakie zrobiła wrażenie?

Top 5

Spotykam się z różnymi reakcjami na hasło "Polska".
Czasami wiedza lub niewiedza mnie zdumiewa :)

Oto top 5 - 5 NAJlepszych pytań o nasz kraj ojczysty:

1. Czy w Polsce też są RANDY (waluta RPA)
2. Czy Polska to część Bułgarii?
3. Czy w Polsce mówimy po niemiecku?
4. Czy to prawda, że w Polsce jest tak zimno, że trzeba pić wódkę 3 razy dziennie
    bo inaczej nie da rady, zamarzniemy ?
5. Warszawa, hmmm, a to w Rosji?

 Jak przypomnę sobie inne rewelacje to się nimi w Wami podzielę:)

Tymczasem miłego popołudnia!




It Begins With You

 ... socjologicznym okiem :)

Nie to, że nie mieliśmy żadnych obaw; o nie, tego zdecydowanie nie mogę powiedzieć.
Żeby tak od razu, bez wahania, ani chwili zastanowienia rzec: jedziemy! Aż tak nie byliśmy odważni. Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że naprawdę nieliczni doradzali na tak. Zdecydowana większość mawiała: wiadomo – trzeci, a może nawet czwarty świat, nóż w plecy zamiast w wodę, gwałt, przestępczość i w ogóle przecież bardzo złe miejsce. Czarna Afryka.

Źródło: Internet

Nieco inną perspektywę poznaliśmy dzięki rozmowom z europejczykami mieszkającymi w RPA. Zgodnie twierdzili, że jeśli tylko przestrzega się kilku ważnych zasad, jest bezpiecznie i żyje się dobrze. Zasad takich jak: zamykać dom na noc, nie spacerować samemu po ulicach po zmroku oraz unikać pewnych miejsc w ogóle.
Czas jaki tu spędziliśmy pokazał jednak, że nawet przestrzeganie powyższych zasad nie daje pełnej gwarancji, że nic niepożądanego się nie wydarzy. Na przykład, nie dalej jak miesiąc temu jednemu koledze ktoś włamał się do samochodu; zginął laptop oraz dysk przenośny. My mieliśmy więcej szczęścia – jedynie zamki w drzwiach zostały uszkodzone, złodziej nie zdołał odjechać naszą mazdą (wspominałam o tym TU i TAM).
Niewątpliwie nadrzędną przyczyną kradzieży jest ubóstwo dotykające znaczną część społeczeństwa Południowej Afryki. Niski cały czas poziom edukacji,* podział na lepszych i gorszych oraz fatalnie przeprowadzona reforma systemu politycznego w latach 90 zbierają swoje posępne żniwo.
Właściwie w każdym mieście znajdują się osiedla bardzo, bardzo ubogich, czarnych ludzi. Mieszkają oni w tzw. ‘shanties’, prowizorycznych domkach z blachy lub z czegokolwiek innego co można przymocować do stelażu tak, żeby uformowało kształt domu. Tymczasowość takiej konstrukcji jest nazbyt zauważalnaBrak jakiejkolwiek izolacji sprawia, iż zimą temperatura wewnątrz spada poniżej zera, podczas gdy latem zabudowa funkcjonuje na zasadzie niebezpiecznie przypominającej działanie piekarnika.


Dla pełniejszego obrazu warunków, w jakich mieszkają ci ludzie, trzeba wspomnieć, że rodzina siedmioosobowa (dziadkowie, rodzice i, powiedzmy, trójka dzieci) mieszka w jednym pomieszczeniu o powierzchni 12 m2. A spać trzeba iść jak tylko zapadnie zmrok. No bo po co przesiadywać po ciemku? Prąd przecież nie jest doprowadzony. Któż by za niego płacił?
Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że nie tylko ubóstwo jest przyczyna wysokiego wskaźnika przestępczości. Jest w tym również coś z plemiennego znamienia mentalności ludzi czarnych, o którym wspomina również Ryszard K. w swoje książce pt. Heban. Opisuje on tam, jak to pewien członek plemienia, któremu za pomocą ciężkiej pracy udało się dorobić czegoś więcej w życiu, ukrywa się przed rodziną. Nie bez poważnego powodu, jak się okazuje. Wie on bowiem, że kiedy tylko jego pobratymcy dowiedzieliby się, że posiada on więcej niż oni, natychmiast przybyliby do niego, rozgaszczając się w jego domu jak we własnym, jedząc i pijąc na konto właściciela, do czasu aż ten nie będzie w stanie więcej ich gościć. Nie jest ważne dla nich, że ten ich krewny zapracował własnymi rękami na to co ma; liczy się jedynie plemienne prawo uświęcone przez bogów (starych i nowych, rzecz jasna), które zezwala brać ile dusza zapragnie od tych, którzy mają więcej. Afrykańscy bogowie są w tej kwestii bardzo jasno określeni: nikomu nie należy się więcej niż tobie.
Wydaje się więc, że tutejsi mają to po prostu we krwi. Tak jak przeciętny europejczyk raczej by się krępował ukraść cokolwiek, tak tutaj wielu raczej by się krępowało krępować :) Pewien złodziej, po włamaniu się do mieszkania znajomej, podczas gdy ona zorientowała się, że ktoś niepożądany jest w mieszkaniu, dopiero gdy zobaczył ją, uśmiechnął się do niej i zawadiacko pomachawszy ręką wziął nogi za pas.
Kiedy myślę o tym, dochodzę do wniosku, że rozwarstwienie społeczne (ogromne, nie brakuje osób żebrzących na ulicach, ale też tych dobrze sytuowanych, z pięknymi domami i innymi dobrami) nie cechuje się tymi samymi pobudkami i nie ma tych samych następstw co w Europie. Nie ma wątpliwości, że długa droga przed tym krajem i potrzeba wiele pracy, żeby poradzić sobie z problemami, jakie Polska dawno już rozwiązała.
Budujący jest natomiast fakt, że duży nacisk kładzie się na zwrócenie uwagi mieszkańców, że razem można dużo zrobić, sprawić, aby wszystkim żyło się lepiej, osiągnąć wielkie rzeczy. 


Źródło: Internet

Źródło: Internet


Coraz większą rolę odgrywa  reklama społeczna. Kampanie, które mają na celu uświadamianie ludzi ale też promowanie dobrych zachowań czy namawianie do okresowych badań.
Moją uwagę ostatnio zwróciły działania na rzecz HIV. Statystyki podają, że ponad 10% społeczeństwa jest zarażona tym wirusem. Co więcej, zarażona jest również prawie co trzecia ciężarna.


Bardzo popularna akcja pt. "It Begins With You" zwraca uwagę na to, jak ryzykowne jest posiadanie kilku partnerów seksualnych. Mówi o sposobach zarażenia, następstwach, leczeniu. Niestety wiedza dotycząca dróg przenoszenia zakażenia HIV jest zatrważająco niska. " ( ...) Badania wskazują, iż ponad 94% ankietowanych uważa, iż HIV zakazić się można mieszkając pod jednym dachem z osobą żyjącą z HIV, a ponad 40%, że komary przenoszą HIV. Ponad 98% badanych wie, że HIV jest wirusem, ale 95,2% badanych sądziło, iż HIV bierze się z czarów
( ...)"
.

Źródło: Internet



A tutaj znajdziecie filmiki promujące kampanię, warto zobaczyć kilka:
  
“Imagine the Possibility of an HIV-free Generation: It Begins with YOU"

To takie moje pierwsze kompleksowe spisane wrażenie o Afryce :)
Poruszyłam wiele wątków, ale też wiele się na tym kontynencie dzieje. 
Jestem świadoma, że niektóre moje myśli mogą być obrazoburcze, 
dlatego zapraszam do konstruktywnej dyskusji.
Więcej moich obserwacji (mniej lub bardziej szczegółowych) wkrótce.

* Szacuje się, że analfabetyzm dotyka okolo 9% społeczeństwa RPA

p.s. 
Przykład z "Hebana" został użyty dzięki kreatywności Mojego Męża,
który jest pierwszym recenzentem moich postów :)

wtorek, 27 listopada 2012

Aktualności :)

Witam Was po weekendzie:)

Tak, tak - u nas trwał do wczoraj, a to dlatego, że mieliśmy okazję być na imprezie z okazji zakończenia roku akademickiego i kalendarzowego również :) Tutaj dużą wagę przywiązuje się do właśnie takich imprezowych podsumowań. Spotkanie odbyło się poza miastem, w ośrodku z basenem ( pierwszy raz w tym kraju i sezonie kąpiel !), kortem tenisowym ( mój debiut w tej dyscyplinie nastąpił) oraz innymi atrakcjami :) Potem przeprawa łódką i kolacja:) Fajnie!

Migawki poniżej:)

Zdjęcie z serii - mistrzowie drugiego planu ...
No ale przede wszystkim Mąż w akcji!

 Moi ulubieńcy :)

 Szukanie cienia, na opalanie jeszcze będzie czas!
Tymczasem tutejsze słońce - zabójcze!
Trzeba uważać!

Przeprawa łódką bardzo przypominała mi Bug..
Hmm... PODLASIE :)




Pozdrawiamy !!!

p.s.
Update samochodowy:)
Nasze auto już sprawne, życzliwi ludzie pomogli nam uporać się z awarią stacyjki, wszystko wymienione i gotowe do drogi :)






piątek, 23 listopada 2012

POLKA NA OBCZYŹNIE

Chwalę się, że dołączyłam do Klubu Polek na Obczyźnie.
Klubu założonego przez Magdę mieszkającą obecnie w Rzymie :)
Więcej informacji wkrótce, tymczasem możecie mnie już TU zobaczyć :)
Jako pierwsza, dobrze mieć imię na A!


czwartek, 22 listopada 2012

Ocean 4

Jak już wiecie, odliczamy dni do naszej wyprawy.
Lada moment zaczniemy pakowanie, na razie jest lista rzeczy do zabrania,
coraz dłuższa i dłuższa ...

Zanim jednak będę mogła pokazać Wam ocean w letnim wydaniu,
zapraszam do ostatniej odsłony zimowej, lipcowej :)



Jedno z moich ulubionych zdjęć :)
Dlatego też znalazło się w logo bloga!




























Tak naprawdę to nigdy nie byłam wielką miłośniczką wody, chyba dlatego też nie umiem pływać :) Aktywny wypoczynek to jest to :)
Ale tutaj, po dwóch zimach ( najpierw w Polsce, potem tu), potrzebuję wody, plaży
i błogiego lenistwa przez chwilę:)





























Prawie jak destylarnia ...




























Coś mi się wydaje, że teraz nie będzie już pustej plaży :) Tylko dla nas ...






























Wcześniejsze oceaniczne odsłony znajdziecie tu: 1, 2, 3


środa, 21 listopada 2012

Art 2

Zapraszam do drugiej odsłony mojej radosnej, afrykańskiej twórczości :)
Debiut w innej dziedzinie, tym razem cross stitching czyli haft krzyżykowy.
Zawsze wydawało mi się to nieciekawe i nudne,
tymczasem można znaleźć naprawdę ciekawe, kolorowe wzory!

Uwielbiam wyraźne kolory i ich połączenia.

 Dzieło jeszcze nieoprawione, ale gotowe do prezentacji:)


Orania




Niewątpliwie wiele jest miejsc na naszej Ziemi, które jawią się rajem dla wielu. Miejsc, w których chciałoby się nie tylko spędzić emeryturę, ale również przeżyć całe życie. Jednym z takich miejsc jest niewielka miejscowość położona w centralnej części Karru, krainy geograficznej w Południowej Afryce. Oranja.

Kilka ‘rajskich’ cech Orania ochoczo dzieli z innymi miejscami na świecie. Położona nad rzeką, pośród zielonych łanów uprawianej tu wszędzie pszenicy; niezmierzone przestrzenie suchego oceanu, dające poczucie nieskrępowanej wolności; 90% dni w roku jest słonecznych - zapewnia to trzymanie się z dala od jesiennej deprechy, kiedy to wracają stare lęki. 


Tutaj lęk niemal nie ma prawa wstępu. Poziom bezpieczeństwa należy do najwyższych w kraju. Wszyscy zdolni do pracy są zatrudnieni, więc nie ma problemu z bezrobociem. Młodzież opuszczająca mury rodzinnego miasta plasuje się w czołówce najlepszych studentów, a sama Orania generuje dochód pomimo całkowitego braku rządowych dotacji. Jakiż to cudowny przepis na utworzenie takiego miejsca? Spróbujmy się temu przyjrzeć nieco wnikliwiej.

Własność prywatna. Miasto nie bez powodu nie otrzymuje żadnych subwencji od rządu. Jest to bowiem prywatna własność jego dziewięciuset mieszkańców. Nie każdy może być tym mieszkańcem. Mogą nimi zostać jedynie ci, którzy opowiadają się za podtrzymaniem tradycji bycia Afrykanerem, tylko oni mają prawo do osiedlenia. Językiem używanym jest Afrikaans; co prawda wszyscy potrafią mówić po angielsku, ale nie chcą tego robić i nie robią. Ech, pokłosie brytyjskich zaszłości/ambicji najeźdźczych... 

Pojęcie ‘miasto prywatne’ zapewne wzbudza ciekawość, a przynajmniej pewien niepokój. Co to właściwie znaczy i jak wyglądają relacje z rządem? Otóż jakieś 20 lat temu, ziemia pod zabudowę została zakupiona przez firmę powołaną specjalnie w tym celu. Firma ta, założona przez kilkadziesiąt zdeterminowanych rodzin afrykanerskich, istnieje do dziś, ma się dobrze i jest nawet notowana na giełdzie. Kupuje ona ziemie od państwa, a następnie oferuje ją nowo przybyłym mieszkańcom. Decydując się na kupno kawałka ziemi z obszaru miasta, faktycznie kupuje się akcje ww firmy, co zezwala na osiedlenie. Jeśli ktoś nie posiada pieniędzy na zakup ziemi, może dostać pożyczkę, ale jedynie z prywatnego banku znajdującego się w strukturze firmy. Banki w Południowej Afryce bowiem nie pożyczają pieniędzy z przeznaczeniem na kupno akcji! Prywatny Bank Oranii pobiera niewielką prowizję i odsetki, a zarobione pieniądze (będące faktycznie własnością udziałowców, czyli mieszkańców) są przeznaczane na zakup kolejnej cząstki ziemi dla miasta [na ten przykład pewien mieszkaniec Oranii opowiadał nam: ta góra tutaj to jest dopiero w planach, ale tamtą już kupiliśmy - w zeszłym tygodniu]. W skrócie: prywatna firma posiada to miasto, a jego mieszkańcy posiadają firmę. Im więcej ktoś posiada ziemi, tym ważniejszym jest udziałowcem.

Podatki. Każdy mieszkaniec obowiązany jest płacić podatki rządowi SA, państwo natomiast nie wypłaca miastu żadnych subsydiów. Wiąże się to z historią miasta; kiedy ustrój polityczny w latach 90 ulegał przemianie, dzisiejsi mieszkańcy Oranii nie zgadzali się wówczas z niektórymi wytycznymi owych zmian. Soczysta będzie wzmianka, że opowiedzieli się przeciwko zniesieniu segregacji rasowej... Ale to nie temat na tego posta. W wyniku debaty z rządem utrwaliła się więc umowa, że mogą oni do pewnego stopnia żyć kreując swoje własne zasady, ale na ich tworzenie nie dostaną oni ani jednego rządowego centa. Oczywiście rząd zaznaczył, że z podatków nikogo zwolnić nie może i będzie je po wieki skwapliwie akceptować.

Finanse. Może pojawić się więc pytanie, jak oni sobie w ogóle radzą?! Otóż nie radziliby, gdyby w większości nie byli porządnie wykształconymi i świadomymi obywatelami. Energia czerpana ze źródeł odnawialnych (głównie ze słońca), segregacja śmieci, recykling - to hasła im nieobce. Biznesy takie jak SPA, hotelowe domki z dębowych bali czy świetnie zagospodarowany brzeg największej rzeki w kraju (‘Orange river’) przyciągają turystów jak nektar pszczoły. Przedsiębiorczość to cecha z którą się tu dorasta. Ze względu na swoje niewiekie (dotychczas) rozmiary, nie może być mowy o szukaniu pracy w wielkich firmach, ponieważ nie ma tu takich. Dlatego każdy zakasuje rękawy i staje sie przedsiębiorcą zarabiającym na siebie i swoją rodzinę, co zresztą świetnie wpisuje się w charakter miasta [vide: flaga Oranii, czyli chłopiec zakasujący rękawy czym daje znać, że jest gotowy do najcieższej nawet pracy – zdjęcie poniżej]

 
Zakasywanie rękawów i branie spraw w swoje ręce i determinacja do bycia odrębną od reszty kraju społecznością znajduje też wymiar w rodzaju używanej waluty. Jest nią ustanowiona kilka lat temu wyłącznie na potrzeby miasta ORA.

Źródło: Internet
Chociaż nie jest akceptowana nigdzie poza granicami Oranii, to w samym mieście spełnia swą funkcję aż nadto dobrze. Mieszkańcy są dumni, że mogą podkreślić jeszcze bardziej swą wyjątkowość, a do tego turyści, zainteresowani zabraniem pamiątki, często zabierają jeden lub dwa banknoty. Dzięki temu zmniejszają ilość pieniądza na rynku, a tym samym podnoszą jego wartość.*

Ciekawym zagadnieniem jest też rodzaj edukacji. Jedna z dwóch szkół obecnych w mieście, jest szkołą absolutnie niekonwencjonalną. Tu jedynym obowiązkiem uczniów jest pokazanie na koniec tygodnia opracowanych przez siebie wyników. Jeśli zadania nie są wykonane, uczeń jest karany i przez kolejny tydzień ma zostawać o godzinę dłużej w szkole. Jeśli natomiast spisał się wzorowo, zostaje nagrodzony i w przyszłym tygodniu codziennie ma dodatkową godzinę wolnego. Nie ma lekcji!!! Każdy natomiast ma swój obowiązek: ktoś odpowiada za naprawę zepsutego kranu, inny za zamówienie kredy do tablicy, jeszcze inny za naprawę komputerów a jeszcze inny dba o ogród. Wszystko przecież w duchu zakasywania rękawów! I nie pytajcie, czy ten system działa w środowisku tak młodych przecież ludzi. Po prostu działa. Uczy odpowiedzialności, odwagi i wiary w siebie. Wątpiącym dobrze radzę: poczytajcie Korczaka.

Prezentacja Oranii to kolejna część cyklu pt.  "Okiem mężczyzny",
bardzo dziękuję Mężowi za współpracę  :)

* Bownik, B.; „Makro i mikroekonomia”, 2004.