poniedziałek, 31 grudnia 2012

New Year's Eve



Kochani,

Witam Was ostatni raz w tym roku i niezależnie od tego gdzie jak i z kim kto spędzi ten wieczór – życzę, żeby był to ciekawy czas :)
Osobiście nie jestem zwolenniczką stwierdzeń/ przesądów typu – „jaki sylwester taki cały rok” ale szkoda życia, żeby minęło nieciekawie :) Nigdy też nie miałam przekonania, że sylwester to musi być huczna impreza, spokojny wieczór, z filmem lub butelką wina – jak najbardziej.

My Nowy Rok będziemy witać w międzynarodowym, częściowo polskim a co najważniejsze doborowym towarzystwie, co mnie bardzo cieszy! Tak, świat jest mały :)

Tak więc cheers!!!



niedziela, 30 grudnia 2012

Lektura


Źródło: Internet




Jednymi z nielicznych, ale za to jakimi (kto czytał ten wie ile to stronic!), książkami, jakie przyjechały z nami z Polandii, była trylogia Millenium.

Zawsze byłam miłośniczką papieru, ale na obczyźnie, z racji ograniczeń bagażowych, przekonałam się do czytnika ebuków :) Czytanie książek po angielsku dopiero raczkuje a lista długa…

No, ale wracając do Larssona. Odczekał swoje, najpierw lekturze oddał się Mąż.
Potem, w Jeffrey’s ja! Pochłonięcie trzech tomów zajęło mi trochę ponad tydzień i teraz nie mogę się doczekać aż obejrzę ekranizację w wersji szwedzkiej (wersję USA już widziałam).

Teraz już rozumiem skąd te miliony sprzedanych egzemplarzy, trzeba przyznać, że lektura wciąga i trzyma w napięciu.

Nie zastosuję tu typowej recenzji, ale podzielę się z Wami kilkoma refleksjami, uprzedzam, że chwilami mogą być „spojlerowe”, więc, jeśli ktoś nie czytał, to proszę uważać :)

Tom I

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”

Pierwsza myśl to okropnie potoczne tłumaczenie. Stwierdzenie, że ktoś „leży na waleta” albo rozmawia „o dupie Maryni” – to już ponad moje siły. W języku potocznym – proszę bardzo, ale nie w literaturze …
Chwilami miałam wrażenie, że wydawcy tak bardzo zależało na  tym, aby serię wydać jak najszybciej, że zlekceważył kwestię tłumaczenia.  Inna myśl dotyczyła Stiega, że on po prostu tak pisał. Ale kolejne tomy, tłumaczone przez inne osoby – pozytywnie zaskakują zupełnie innym poziomem językowym.

Sama historia ciekawa, wciągająca. Chociaż ciągle miałam Daniela jako Mikaela i Rooney jako Lisbeth przed oczami :) Ale to akurat nie zarzut :)

Tom II

„Dziewczyna, która igrała z ogniem”

Wciągał chyba najbardziej. Przeczytałam go w ekspresowym tempie i przypłaciłam nieco przypalonymi plecami ( ech, poczucie czasu na plaży :P) Podobało mi się rozwinięcie wątku Lisbeth, pokazanie jej osobowości, zainteresowań. Fascynacja matematyką – super!

Zwroty akcji i wyścig z czasem sprawiał, że strony mijały nie wiadomo kiedy.
Jak na mój gust to można było oszczędzić kulki w głowie a palce wydostające się z grobu – scena niczym z „Powrotu żywych trupów”.


Tom III

„Zamek z piasku, który runął”

Bardzo polityczny. Za bardzo. Pierwsze 300 stron to nakreślenie szeroko pojętego kontekstu. Za dużo tego jak na mój gust. Ale potem, kiedy w końcu pojawił się i rozwinął wątek Lisbeth – wszystko wróciło na właściwe tory.  Drugą połowę czytało mi się bardzo dobrze i w napięciu czekałam końca! 
Czy naprawdę istnieje taka „hakerska rodzina” w sieci?

Podsumowując - polecam!!!



A Wam jak się podobało „Millenium”?

piątek, 28 grudnia 2012

28.12


Witam,

Jak Wasze samopoczucie po świętach?
Bożonarodzeniowe obżarstwo zaliczone?
Hmm , no a Mikołaj? Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniał.

Moje święta minęły upalnie a co za tym idzie nieco męcząco, ale za to w Najlepszym Na Świecie Gronie Rodzinnym – w składzie Mąż i ja! Polecam wszystkim taką kameralną opcję! Żeby nie było – chwilami z tęsknotą wspominaliśmy śnieg, mróz no i przede wszystkim Całą Familię przy stole, tę rodzicowo, rodzeństwowo, babciowo, kuzynową :)

A i muszę się pochwalić, że i Mikołaj spisał się rewelacyjnie!
Przyniósł prezent Najlepszy, a oto i on poniżej:
















Zaległości na blogu coraz większe, oj będę miała co robić w styczniu!
Wiele miejsc ciekawych zwiedzamy i opijamy winem wszelakiej maści. 
Jedyne, co ogranicza nasze możliwości to upał, który potrafi konkretnie wymęczyć, ale walczymy :)

Mam nadzieję, że poczekacie na mnie jeszcze chwilkę!
Tymczasem pozdrawiam gorąco!


niedziela, 23 grudnia 2012

Merry Merry

Kochani,

Święta zbliżają się WIELKIMI krokami, tak więc, Wszystkim Wam i Każdemu z osobna - życzymy Wesołych Świąt! Radosnych, relaksujących ale też śnieżnych i mroźnych ;P chętnie potem pooglądamy zdjęcia, hehe :)


































My spędzimy te święta w niecodziennej atmosferze.
Jutro wyruszamy na Przylądek Dobrej Nadziei.
Miejsce symboliczne w niezwykły dzień.
Tak więc czeka nas Wigilia przylądkowa:)

Pozdrowienia :)

wtorek, 18 grudnia 2012

Złote myśli Polki na Obczyźnie :)

Jak wiecie jakiś czas temu wstąpiłam do Klubu Polek na Obczyźnie.
W ramach tego projektu każda klubowiczka przygotowuje swoje złote myśli,
które mają dotyczyć kraju, w którym obecnie mieszka.

A oto i moja Afryka :)

1. imię/nick, kraj, miasto

Agnieszka/ Agnesss, Republika Południowej Afryki, Bloemfontein

2. najfajniejsze

Egzotyka na wyciągnięcie ręki; zwierzęta, rośliny, mnóstwo ptaków.
Fajne też jest to, że przez 9 miesięcy w ciągu roku jest ciepło, wręcz upalnie!

3. najpiękniejsze

Plaże, oceany, całe wybrzeże, a trochę go tu jest :)

Góry.
Półpustynne Karru, więcej TU.
Ale też typowo afrykańskie przestrzenie, charakterystyczne dla prowincji, w której mieszkamy – niesamowite wrażenie.


4. ciekawe

Z racji, że RPA to kraj wielokulturowy, wieloplemienny – bardzo ciekawe jest poznawanie zwyczajów, tradycji, rytuałów plemiennych, zachowań ludzi, ale też ich strojów, biżuterii 
i wszelakich akcesoriów.

i zawieranie znajomości :)

Ciekawie jest też przeżywać prawie 40stopniowe upały podczas gdy w Polsce zima na całego ale też walczyć z tutejszą zimą, kiedy w Polsce lato w pełni!

5. coś pysznego

Papaja, milk tart, potjiekos.
O potjiekos wspominałam TU – o pozostałych smakołykach wkrótce napiszę więcej :)
I jeszcze Three Ships 10 y.o. Single Malt 

6. uwielbiam

Tutejsze wina … hmm… rewelacja! Duży wybór, bardzo dobra jakość i korzystne ceny.
W Polsce za stosunkowo gorsze wino z RPA musimy zapłacić dużo więcej niż tutaj za naprawdę ciekawą butelkę.

7. nie cierpię

Niekompetencji ludzi. Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, że ktoś jest niekompetentny, począwszy od ekspedienta, który nie potrafi wydać reszty – na  pracownikach w urzędzie kończąc.  Na początku bardzo dziwił mnie fakt, że czarni ludzie pracują głównie jako kasjerzy w marketach, ogrodnicy, sprzątają itp., teraz widzę, że często nie posiadają odpowiednich kwalifikacji, żeby zajmować inne, bardziej decyzyjne stanowiska … Smutne to trochę.

8. do pozazdroszczenia

Możliwość poznania tego kraju od kuchni. Myślę, że możliwość mieszkania tutaj to niepowtarzalna okazja do eksplorowania RPA. Poznania zależności między białymi i czarnymi, zasad ogólnie tu panujących, problemów. Zweryfikowanie stereotypów na temat Afryki Południowej, a tych w Polsce nie brakuje.

9. dziwaczne

Skilpaadjies - kawałki mielonej wątróbki zawinięte w warstwę tłuszczu ściągniętą z żołądka krowy. Grillowane. Powszechny rarytas …
Kurczaka nikt tutaj nie uważa za mięso :) Wegetarianie jedzą go bez problemu.
Wieprzowina natomiast zaliczana jest do mięs białych …

10. brakuje mi tutaj…

Rodziny, zwłaszcza mojej Siostry, 11letniej Zosi,
boję się, że za bardzo „dorośnie” podczas mojego pobytu tutaj i że dużo mnie ominie.

Znajomych, przyjaciół, wypadów na kawę z dziewczynami, do kina (z chęcią wybrałabym się do Muranowa czy Luny, zwłaszcza w poniedziałek … :)) - tutaj rządzą multipleksy.

Degustacji whisky i innych trunków, które dosyć regularnie urządzaliśmy razem ze znajomymi – tak Barthezzz :)

Komunikacji miejskiej – generalnie RPA nie posiada takowej, z małymi wyjątkami na Johannesburg i Kapsztad. Auto to tutaj jedyny środek lokomocji. Już się do tego przyzwyczaiłam ale czasem wskoczyłabym w tramwaj i już!

Starego Miasta i Nowego Światu.

Kawiarni i pubów otwartych do późna!!! – Przynajmniej w Bloem królują coffee shopy, które otwarte są jedynie w ciągu dnia.  Zupełnie tego nie rozumiem. Co dziwniejsze, zawsze są tłumy… Jakby nikt nie pracował :)

Poza tym: kiełbasy krakowskiej, ogórków kiszonych, śledzi w oleju i dobrego chleba na każdym kroku a i prawdziwej mozarelli!!!

I Yerba Mate!

I centralnego ogrzewania w zimie, o tak!!!

:)


sobota, 15 grudnia 2012

Ostrygi i inne



Eksperymentów kulinarnych ciąg dalszy.

Nigdy wcześniej nie próbowaliśmy ostryg – postanowiliśmy to zmienić.
Pięknie podane, orientalne – niestety jak dla mnie – zbyt żywe…


 Zwątpiłam, może innym razem się skuszę. Ale za to delektowałam się kalmarami, pychota!!!




 :)



This and that



Na pewno znacie takie uczucie, kiedy po upływie kilku wakacyjnych dni dopada nas rozleniwienie. Kiedy decyzje, które podejmujemy, dotyczą tego, czy pójdziemy na plażę rano czy po południu? Do której knajpy wybierzemy się na kawę? Co zjemy na obiad? Jaką rybę tym razem?
Ten stan ma swój urok i na takim etapie właśnie jesteśmy!

Jak już wspominałam, pierwszą część naszej wakacyjnej wyprawy spędzamy w Jeffrey’s i okolicy. Mamy już swoje ulubione miejsca. Jednym z nich jest kameralna i klimatyczna knajpka – kawiarnia – restauracja – piekarnia w jednym - InFood. A właściwie 2 lokale tego samego właściciela. Jeden, bardziej popularny, tłoczniejszy, z bezpłatnym dostępem do Internetu; drugi, zdecydowanie mniej oblegany, na uboczu ale równie klimatyczny.

Kawa serwowana w InFood zdobyła wiele medali i nagród na skalę całego kraju!


Ale to, co najbardziej mnie urzekło w tym miejscu, to jego europejskość.
Trzeba wyjechać na drugi koniec świata, żeby uświadomić sobie, jak bardzo europejskim się jest! Otóż tu nikt się nie narzuca ( a niestety zazwyczaj tutejsi kelnerzy podchodzą co dziesięć minut z zapytaniem „Are you guys still OK??” co po pewnym czasie zaczyna irytować), niezobowiązująca muzyka w tle umila pobyt no i menu – pierwsza klasa!

Poza tym pieczywo: jasne, ciemne, pyszne ciabatty, bagietki, pychota! Takie rarytasy to nie jest wcale coś oczywistego w RPA. Na samym początku wspominałam Wam (KLIK), że dominuje tu chleb biały, tostowy, który często z chlebem w naszym polskim wyobrażeniu nie ma zbyt wiele wspólnego.


A o miejscu tym dowiedzieliśmy się dzięki Piotrowi, naszemu nowopoznanemu, polskiemu znajomemu. Spotkaliśmy Go tu, w Jeffrey’s, zupełnie przypadkiem. Pewnego razu, gdy byliśmy w kawiarni, Jaśka, mojego Męża zaczepił pewien Pan, który zapytał Go, czy my przypadkiem nie jesteśmy z Polski? Z oddali słyszał jak rozmawialiśmy w ojczystym języku, do tego obrączki na prawej dłoni … I tak się zaczęło. Otóż okazało się, że Piotr mieszka w RPA od 30 lat. Tu założył rodzinę i prowadzi swój interes – galerię. Miło nam się rozmawiało. Jak na tak długą przerwę radził sobie po polsku bardzo dobrze :) Polecił nam kilka miejsc wartych odwiedzenia, opowiedział trochę swojej historii i zaprosił do swojej galerii. Mnie najbardziej zdumiał fakt, że w ciągu tego czasu ani razu nie odwiedził kraju, rodziny…
Okazuje się, że Piotr w Polsce był muzykiem, grał na perkusji między innymi z Niemenem, ale głównie w klimacie jazzowym. Jeśli ktoś jest zainteresowany może Wujek Google pomoże, mowa o  Piotrze Milewskim.

Źródło: http://www.petersgallery.co.za/gallery.php

Świat jest mały :)

Drugi, polski akcent podczas pobytu w Jeffrey’s to spotkanie z Anią.
Podczas buszowania po antykwariacie, kiedy to rozmawiałam z mężem, odezwała się do nas turystka „Jak to miło usłyszeć język polski z Afryce Południowej”… Dowiedzieliśmy się, że Ania razem z koleżankami wyruszyła do RPA na wakacje, wynajęły samochód i począwszy od Kapsztadu, zwiedzały! 

Można? Można!

Ania była zachwycona krajem i stwierdziła, że trudno będzie znaleźć miejsce, które dorówna RPA. Mimo, że plaże i woda super – największe wrażenie wywarł na niej interior, tak więc dziewczyny postanowiły wrócić w głąb kraju :)

Cóż więcej dodać, jeśli ktoś jeszcze się waha, mówię Wam, warto się tu wybrać!!!
Takiej różnorodności – oceany, plaże, góry, pustynie – tylko pozazdrościć!

wtorek, 11 grudnia 2012

Wygrana!!!

Niniejszym chwalę się, że wczoraj dowiedziałam się, że wygrałam pierwsze blogowo-internetowe candy*. Konkurs zorganizowała Joanna z bloga Ustronie Joanii
a  nagrodą są 2 urocze skrzyneczki:)
















Dziękuję za super zabawę i Wam również polecam nieco hazardu ;P

* rozdawajka, konkurs, cukierasy itp :)

niedziela, 9 grudnia 2012

Sunset

Dla zmiany klimatu - zachód słońca w Aston Bay :)































Czy na WAS też robi TAKIE wrażenie?

:)

Wydmy



Bo każdy kraj ma swoją Łebę …





Dundee



Podczas tegorocznych wakacji królują ryby bez dwóch zdań,
ale propozycja pewnej restauracji skusiła nas i zaciekawiła!
Szaszłyki.
Z krokodyla.

NIE można było NIE skorzystać!
Zwłaszcza, że miejsce osobliwe, nad brzegiem oceanu, podłoga z piasku i obowiązuje chodzenie na boso:)


 Mięso podobne do kurczaka, równie „białe”, delikatne, 

tyle tylko, że bardziej soczyste i wymagające nieco żucia :)
Ciekawe doświadczenie!

Dzwonię do ciebie ze snu…



 ... okiem mężczyzny ...

 Jedna muszla tu, inna muszla tam, a jeszcze kawałek dalej to już zupełnie wyjątkowa leży. Ciężka to praca, takie zbieranie fantów morskich, zwłaszcza, że ocean raz po raz zalewa nogi chłodzącą wodą. A od tego schylania to aż mnie zaczęła pobolewać szyja! Dlatego postanowiłem rozprostować kości, i, odgiąwszy plecy, spojrzałem w turkusowe niebo.
‘Halo, ludzie! Widzę HALO!’


Zjawisko optyczne, widoczne na powyższym zdjęciu, nazywane jest ‘halo 22°’. Jawi się jako okalający słońce świetlisty pierścień, którego rozmiary ściśle zależą od wielkości chmury znajdującej się między obserwatorem [w tym przypadku mną] a słońcem [w tym przypadku gwiazdą naszego układu]. Może ono wystąpić jedynie, gdy promienie słońca padną na działające jak pryzma kryształki lodu; dlatego chmury biorące udział w rozpraszaniu muszą się znajdować bardzo wysoko – daje to gwarancję że będą zamarznięte na kość. Najczęściej wyglądają wtedy jak wata cukrowa, przez którą ochoczo prześwituje niebo. Są to chmury z rodzaju cirrostratus, i to one są widoczne zdjęciach.

 Oprócz powyżej zobrazowanego, jest jeszcze kilka innych rodzajów halo. Niestety, w Polsce obserwowane jest niezmiernie rzadko. Za to tu, oj tak, to po prostu kolejna odsłona rzeczywistości z którą jakoś trzeba będzie żyć. 
 
Kto wie, być może w niedalekiej przyszłości czyste powietrze oceaniczne nadciągające z bieguna południowego umożliwi kolejną konfrontację ‘Agnesss In Africa vs Fizyka’.

Jeffrey's Bay



Jeffrey’s Bay to miejscowość uważana za jedną z trzech najlepszych na świecie zatok dla surferów. Fale są niesamowite o czym zdążyliśmy się już przekonać. Ale oprócz sportów wodnych miasteczko oferuje wiele atrakcji. Poza leżeniem na plaży można też pospacerować po uliczkach czy też pozwiedzać okoliczne kafejki (w tym internetową, hihi :) ). Znaleźliśmy też ciekawy antykwariat i knajpy, gdzie podają pyszne ryby i owoce morza. Atmosfera inna niż np. we Włoszech, bardzo unikalna, zapewniam!

Sceneria typowo kurortowa :)
Tu pomnik, tam statek ...

Panowie ratownicy na posterunku.

 Jakby ktoś potrzebował - wesołe miasteczko czeka na chętnych:)

 A może colę?

 Jest też pora na lekturę :)

 I na zabawy pod naszym parasolem :)

Ale też zwiedzanie sklepików z bibelotami :)

Słodkie hipcie :)
Taki suwenir zasilił już nasze zasoby!

 W jednym z takich miejsc można było zobaczyć między innymi dolary z Zimbabwe


I tak upłynął pierwszy tydzień naszych wakacji!



piątek, 7 grudnia 2012

poniedziałek, 3 grudnia 2012

First view !!!

Witajcie,

Tak na szybko, dotarlismy cali i zdrowi!
Podroz uplynela milo - chociaz deszczowo, ale przynajmniej dobrze sie jechalo
(ponad 750 km) :) Po raz pierwszy Aga jako driver na tak dlugim dystansie!

Tak wiec od wczoraj plazujemy, leniuchujemy i korzystamy z oceanu!!!!









I te gory w tle :)














Pozdrawiamy!!!!