sobota, 21 września 2013

Do kogo powędruje Severina czyli wyniki giveaway :)

Przyszła pora na ogłoszenie wyników i wylosowanie szczęśliwca, który będzie mógł poznać losy Severiny :)

Losujemy spośród:

1. Elsa
2. Kica
3. Ul Ka (fb)
4. Kiosc
5. Magdalena

















Kica - gratuluje, życzę ciekawej lektury  i czekam na Twoje dane do wysyłki :)

Cudownego weekendu Wam życzę i dołączam 2 propozycje muzyczne.
Bardzo rożne ale równie inspirujące :)

Nostalgicznie :) Dla tych co spędzają kolację przy lampce wina.


Folkowo :) Dla tych co spędzają kolację przy lampce wódki.


xoxo
A.

piątek, 13 września 2013

NIE TAKA AFRYKA DZIKA czyli Aga medialna :)

Śpieszę do Was z informacją, że oto dzisiaj w Tygodniku Podlaskim znajdziecie wywiad ze mła! Jakiś czas temu odezwała się do mnie Osoba z redakcji tego tytułu i zaproponowała pogawędkę, wywiad, rozmowę. Owe spotkanie minęło bardzo miło a dzisiaj można poznać efekt. Tytuł lokalny, poświęcony szeroko pojętym sprawom regionu ale jak widać i na afrykański akcent znalazło się miejsce :) Artykuł znajdziecie TU jak również na można pobrać PDF na stronie TP.

Ponadto jeśli ktoś z Was miałby chęć przypomnieć sobie sałatkę z figą, którą polecałam kiedyś na blogu, przepis znajdziecie również na stronie www - o TU.

Zapraszam serdecznie do lektury :)


czwartek, 12 września 2013

Niedzielny spacer, veld i my!

Korzystając z ciepłej, słonecznej, iście wiosennej niedzieli postanowiliśmy wybrać się na spacer. Veld za miastem, kilka chwil od domu. On też potrzebuje deszczu. Złociste, intensywne barwy piękne, ale brak opadów nawet na półpustynnych stepach jest odczuwalny. Wrześniowo wietrzny, piękny dzień :)  Mimo, że już do kolejnego weekendu bliżej, zapraszam ...































p.s. O tym co to veld pisałam TU i TAM!

środa, 11 września 2013

The Broken Circle Breakdown/ W kręgu miłości

Dawno już żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
Lubię dobre dramaty. Takie, które wzruszają, zachwycają, zmuszają do myślenia.
Jeśli jeszcze dołożymy do tego piękne zdjęcia, artystyczny klimat w tle.
Charakterność bohaterów. Ich wyrazistość ...

10/10

Źródło: KLIK

Filmweb

Czekam na Wasze opinie !!!

p.s. Rzadko dodaję ujęcia z filmu, ale tu zdecydowanie warto zrobić wyjątek :

Źródło: KLIK

Źródło: KLIK

Źródło: KLIK




VERY VERY SPECIAL BIRTHDAY GIFT

Od moich urodzin minęła już chwila. Tym niemniej okazja okazała się szczególnie obfita w cudowne życzenia, wzruszające telefony i piękne muzyczne akcenty - za które serdecznie Wam kochani dziękuję :) Nie zabrakło tez niespodzianek i prezentów. O takim zegarku na przykład marzyłam od dawna i teraz cała happy go mam :) Ale już po powrocie Mąż zaskoczył mnie prezentem totalnie niespodziewanym. Dostałam obraz, który odkąd go zobaczyłam wkradł się do mojego serca i żadnym sposobem nie mogłam się go pozbyć. Namaqualand - namalowany przez Anitę, kobietę niezwykłą, którą miałam okazję poznać jakiś czas temu i która odkrywa przede mną tajniki malowania ... Pokazuje coraz to nowe triki i inspiruje mnie nieustannie. Teraz ta moja mała część Jej twórczości cieszy oko każdego dnia ...














































Dzień urodzin jak i cały pobyt w Polsce nie oszczędził mi też chwil trudnych, sytuacji niespodziewanych. Nostalgia, o której wspominałam TU nie opuszczała mnie przez cały dzień. Ale wierzę, że wszystko, co nas spotyka dzieje się w jakimś dobrym celu. Chociaż może jeszcze teraz go nie znamy.

wtorek, 10 września 2013

SA fashion - july & august 2013

Z lekkim opóźnieniem zapraszam Was na kolejną odsłonę południowoafrykańskiej mody.  Ostatnie w tym roku zimowe trendy. Kolejny post z serii SA fashion będzie już na 100% wiosenno-letni :) Tymczasem zapraszam, może coś Was zainspiruje na nadchodzącą europejską jesień?







poniedziałek, 9 września 2013

Lemon marmalade by Husband :)

Żeby nie było, że Mąż próżnował w zimowe dni, absolutnie, przedstawiam Wam jedno z dzieł stworzonych przez Męża właśnie :) Przepis na domowy dżem cytrynowy, hmmm ... pyszota! Cała procedura odbyła się chwilę temu, w dzień chłodny, sierpniowy, ale ponieważ w Europie chłody za pasem, pomysł jak znalazł! 

Zapraszam!

... okiem mężczyzny ...

w zupełnie innym wydaniu :)


Jak jest zima to musi być zimno…

Złammy wiec to odwieczne prawo natury. Tutaj, owszem, zima na całego, nawet temperatura w ciągu dnia spada do 20 °C! A nasze drzewo cytrynowe wypina swoje wdzięki zapraszając do kosztowania owoców dojrzałych i zadbanych przez zimowe słońce. Dlatego plan zrodził się prędko a jego wykonanie zabrało mniej niż jedno popołudnie. Efekt: słońce schwytane podstępem, zamknięte w słoiczku i wreszcie cieszące oko…

Pokrótce przyjrzyjmy się przygotowaniom do tego niewątpliwego zwycięstwa nad najstarszym ze słowiańskich bóstw.

Na początku przyda się 10 cytryn. Nie trzeba żadnego szorowania, kąpania we wrzątku czy innych zabiegów, wystarczy że opłuczemy je pod bieżącą wodą. Ach, no chyba że nie zrywacie ich ze swojego własnego drzewka? Hmmm… To wtedy najwłaściwszym jest przedsięwziąć odpowiednie kroki, to to tak.

Ostrożnie obieramy cytryny tak żeby zdjąć jedynie żółtą warstwę zawierającą chiralny limonen. Starannie odejmujemy białą warstwę, zwaną również ‘albedo’. Tę część kompostujemy. Do zdjęcia cienkiej żółtej skórki najlepiej użyć obieraczki do warzyw. Następnie należy pokroić owoc w cienkie plastry – to nam dostarczy miąższu do powideł, a żółtą skórkę posiekać – ona będzie odpowiadać za aromat. Pestki nie przeszkadzają, podczas gotowania staną się miękkie i nawet smaczne a dodatkowo polepszą konsystencję dżemu za pomocą zawartej pektyny. Takiego tam, wiecie, polisacharydu. No, chyba że zechcecie te pestki podsuszyć aby potem komuś wysłać pięć. Zalewamy wszystko razem czterema szklankami wody i odstawiamy do lodówki na 3 godziny a następnie zagotowujemy w garnku (byle nie aluminiowym, nie lubimy zjadać trójdodatniego kationu glinu, prawda?). Gotujemy na małym ogniu przez jedną godzinę tak, by jeno mrugało i wsypujemy trzy szklanki cukru. Bacznie obserwujemy moment rozpuszczenia cukru i od tego momentu gotujemy jeszcze trzy kwadranse. Wydłużenie czasu gotowania spowoduje zestalenie się powideł; ja wolę je nieco rzadsze. Zapakować do słoi tak gorące jak tylko się da! 
 

Ot, i cała procedura…
 

A dżemik smaczny, oj palce lizać!


Jest to niewątpliwie jedno z fajniejszych zajęć na zimowe długie wieczory.  
No, może oprócz obierania jabłek na bimber.

piątek, 6 września 2013

Wspomnienia z Polski: czas dla rodziny ...

Wizyta w Polsce z założenia obfitować miała w spotkania rodzinne i towarzyskie.Chęć spędzania czasu z krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi była duża. Dlatego też cieszę się, że w dużej mierze plan udało się zrealizować. Bardzo cenię sobie czas spędzony z Siostrą, o której wspominałam Wam między innymi TU. Myślę, że nam obu było to potrzebne. Wycieczki rowerowe, samochodowe i piesze. Razem w różnych, też tych trudnych sytuacjach, dzięki którym mogłam Ją poznać  na nowo. Mimo skypa, telefonów, maili, listów - to właśnie brak kontaktu na żywo z Nią doskwierał mi przez ten afrykański czas najbardziej.  Bardzo wierzę w to, że te kilka tygodni przyniosą dużo dobrego. 

Poniżej przekrój zajęć różnych :)

Bo trochę aktywności jeszcze nikomu nie zaszkodziło ...
























"Urodzajne"  lato u babci (4 nowe koty i 3 psiaki).

























Uchachanie nasze :)

Niestety nie ze wszystkimi miałam możliwość spędzić owocnie czas. A to brak czasu właśnie, brak motywacji, chęci ... Szkoda. Może jeszcze będzie ku temu okazja. Tyle, że do tanga trzeba dwojga i chęci muszą być obustronne. Stwierdziłam też, że w końcu muszę zwalczyć albo przynajmniej zminimalizować instynkt (naj)starszej siostry. Za bardzo i za zawsze chciałabym, aby mojemu rodzeństwu było dobrze. Aby zwrócili uwagę na otoczenie i zechcieli zmienić kilka rzeczy. Aby nie popełniali tych samych błędów co ja. No i co najważniejsze - musi do mnie dotrzeć, że to Ich decyzje, Ich sprawy. 

Nie wiedzieć czemu - w Polsce ten instynkt działał ze zdwojoną siłą. 
Czy to odległość go usypia? hmm?

Piątek, piątek weekendu początek!

Witajcie, 

Walizki rozpakowane, zmęczenie podróżą odespane. Zajęło mi to chwilkę ale już jest ok. Nacieszamy się naszym codziennym życiem we dwoje, życiem, które baaardzo lubię i za którym baaaardzo tęskniłam. Powoli pojawiają się plany i propozycje towarzyskie. Wszystko tak, jak powinno być ;) 

Cały tydzień zasłuchujemy się w nowej Kapeli - jest taka, jak lubię, bardzo odpowiadają mi takie folkowe klimaty, uczta dla ucha, polecam!!! Na ich stronie znajdziecie małą próbkę/ prezentację płyty. Warto posłuchać.  Poza tym nie tracąc czasu rozpoczęliśmy trzeci sezon Garniturów. Zapowiada się ciekawie. Już kiedyś polecałam Wam ten serial.  Pamiętacie? Oglądaliście? W Polsce zaopatrzyłam się też w kilka lektur, różnorodnych, mam nadzieję - ciekawych. Kolejna tura ma do mnie dolecieć niedługo. Oby tylko wena na czytanie mnie nie opuściła. 

A Wam jak minął ten tydzień?


czwartek, 5 września 2013

Severina - lektura samolotowa & GIVEAWAY


Źródło: klik
Każda pora roku/dnia/ życia jest dobra na lekturę. Tak więc podczas samotnego oczekiwania na kolejny samolot (a było ich 3) zabrałam się za intrygującą pozycję o niezwykłej okładce. Szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu więc postanowiłam zaryzykować. A zaryzykować bo nigdy nie czytałam nic tego autora, niewiele wiem też o Gwatemali, zaciekawił mnie też fakt, że to pierwsza książka Rodrigo Reya Rosy przetłumaczona na język polski. No a jak do tego wszystkiego doszedł fakt, że mowa będzie o książkach ... nie trzeba mnie było długo namawiać.

Książeczka przyjemna, lektura idealna na kilka godzin. Potem, gdy zerknęłam na recenzje, spotkałam się z różnymi odczuciami, ale co by ktoś inny nie myślał - warto :)




Jeśli chcielibyście poznać losy tytułowej Severiny - zapraszam do ustawiania się w kolejce po ową książeczkę. Chętnie się nią podzielę! Wystarczy umieścić komentarz z informacją o chęci posiadania tej lektury pod tym postem wraz z adresem bloga (jeśli takowego macie) oraz adresem mailowym. Na komentarze czekam do 20 września, potem wylosuję zwycięzcę :) Zapraszam!!!
p.s. Ciekawa jestem, w który zakątek świata powędruje Severina!

środa, 4 września 2013

Back in Bloem :)

No to jestem. Z powrotem w Bloem. Podróż minęła spokojnie, planowo i w poniedziałek o 16 wylądowałam na tutejszym lotnisku. Mąż już czekał :) W domku natomiast szampan, truskawki, słodki upominek na powitanie i inne atrakcje. Miło tak wracać. Chyba etap witania się to najlepszy element rozłąki...

Przywitała mnie też wiosenna aura. Z dnia na dzień robi się coraz cieplej. rozkwita nam nasza śliwa. Czuję się trochę jak rok temu, kiedy to mniej więcej o tej porze roku wróciłam ze szpitala i również zastałam wiosnę.

Poniżej obecna sceneria :) 


























:)