czwartek, 27 marca 2014

Everydaylife na Eddie de Beer

Dzisiaj fotograficznie, letnio, ale już z powiewem jesieni. Trochę naszego otoczenia, ogrodu, nas (a właściwie mnie). Po prostu everydaylife na Eddie deBeer :) Zapraszam!





 Wypieków Męża mego nie muszę Wam przedstawiać, ale czy znacie czarną sól? Rewelacja. Wygrywa zdecydowanie w naszym rankingu na efektowne dekorowanie potraw!


Dobrego dnia!

poniedziałek, 24 marca 2014

Bliskie, weekendowe spotkania z żyrafkami :)

Z poniedziałkiem opowiem Wam o naszej weekendowej przygodzie. Otóż wybraliśmy się na lokalne wzgórze w centrum miasta co by pooglądać panoramę no i drogę zagrodziły nam 2 ogromne ale jakże urocze żyrafy. Niespiesznie otoczyły samochód, pozując przy tym do zdjęć jakby nigdy nic, nie oglądając się za siebie, spacerowały w najlepsze. A my tym samym mieliśmy możliwość towarzyszyć w tym spacerku, pierwszy raz w tak bliskiej (około 3 metrowej odległości) :)

Zdjęcia robione w biegu, ja jako modelka chwilami obawiałam się tej bliskiej odległości, co widać np. na zdjęciu po lewej, hehe :)



 W ubiegły piątek w RPA było święto narodowe, co za tym idzie, dzień wolny od pracy. Działaliśmy trochę w terenie więc wkrótce zobaczycie kolejną porcję weekendowych wojaży a tymczasem dobrego poniedziałku!!!

środa, 19 marca 2014

MY POTTERY ADVENTURE 3

Energia mnie dzisiaj rozpiera. Energia z rodzaju tych, kiedy zaczynam kilka rzeczy, potem nie mogę się skoncentrować aby wszystkie podokańczać :) Tak więc dzisiaj na tapecie malowanie, oprawianie wyszywanek, robienie zdjęć biżuterii, prasowanie, odbrabianie pracy domowej :) i ogólnie ogarnianie środy! Część ze wspomnianych rzeczy pokażę Wam (mam nadzieję) wkrótce, tymczasem kolejne gliniane wytwory :)



 Bardzo lubię niedoskonałość tego talerzyka :)



Miłego popołudnia!!!

poniedziałek, 17 marca 2014

Hello Monday!!! Aktualności poweekendowe, pyszne ciasteczka, zabawa z "we grochy" i miła pocztowa niespodzianka :)

Kolejny weekend za nami, tym samym marzec już "za półmetkiem". Nie wiem jak Wam, ale nam czas bardzo ostatnio przyspieszył! Ostatnie weekendy spędzaliśmy bardzo intensywnie tak więc tym razem postanowiliśmy nieco zwolnić, naładować akumulatory, odespać pędzące tygodnie i porozpieszczać się nieco. Pomogło! Przyznaję - jestem gotowa na starcie z jesienią :)

Kwiatki dzielnie się trzymają. Towarzyszą nam każdego dnia :) Towarzyszyły również naszym weekendowym, kulinarnym szaleństwom. A mianowicie lazania ( produkcji mej) pyszna zupa grochowa (produkcji Mężowej) no i ciacha (również mój wyczyn). 

Szybkie, smaczne, maślane ciasteczka!!! Polecam wypróbować!

Potrzebujemy (wg przepisu na 50 ciasteczek, ale ja nigdy ich nie liczyłam :)) : 
  • 120 g masła, 100g cukru, 250 g mąki, jajko, 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
Czas przygotowania: 
  • 30 minut (dodatkowo godzina chłodzenia i 15 minut pieczenia.
Sposób przygotowania:
  • Masło zmiksować z cukrem i mąką z proszkiem do pieczenia. Pod koniec wbić jajko, dobrze wymieszać i zagnieść ciasto. Schładzać w lodówce przez mniej więcej godzinę. Wałkować na  posypanym mąką blacie, wykrawać ciasteczka, układać na wyłożonych papierem do pieczenia blaszkach i piec około 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni Celsjusza.
I gotowe! Ciacha można dekorować wg uznania, moje rozeszły się jak "świeże bułeczki" więc oprószyłam je tylko cukrem pudrem :)

 Smacznego!

Kolejna sprawa to wyzwanie fotograficzne We Grochy!!! trwa właśnie czwarta odsłona zabawy i w końcu się wyrobiłam z odpowiednią fotką. temat nr 4 to na biurku. Postanowiłam potraktować go nieco przewrotnie i pokazać Wam moje biurko podczas weny, w wirze tworzenia :) Zapraszam!























Na koniec chciałabym serdecznie podziękować Marysi za cudowną niespodziankę, która przyleciała do mnie tuż przed weekendem! Prosto z Europy, Holandii, Rotterdamu. Sprawiłaś mi dużo radości!! Dziękuję!!
























Cudownego poniedziałku i całego tygodnia!!!

piątek, 14 marca 2014

AGNESSS GIVEAWAY!!!


Witam Was Kochani piątkowo. Deszczowa aura trwa. Dzisiejszy szary dzień przyniósł senność i lenistwo, ale wraz z momentem kiedy zajrzało słońce - wróciła chęć do działania! A na brak owych chęci w ostatnim czasie nie mogę narzekać! Malowanie, naszyjników produkowanie i inne działania kreatywne owocują wytworami, z których często jestem bardzo zadowolona! Postanowiłam się obdarować Was moimi pracami. Organizuję więc AGNESSS GIVEAWAY !!!!



Do rozdania mam jeden z moich ręcznie robionych naszyjników, dostępnych na From AGNESSS with love.shop (albo inny dowolnie wybrany element biżuterii, który pojawi się na stronie już wkrótce). 


 Druga wylosowana osoba będzie mogła wybrać sobie dowolną z moich akwarelowych prac, umieszczonych w moim sklepiku na Ezebee!! (zbiory będę sukcesywnie powiększać)


Do każdej z paczek dorzucę również coś afrykańskiego!!!

Przejdźmy teraz do warunków jakie trzeba spełnić aby wziąć udział w losowaniu. Po pierwsze ponieważ od wczoraj działa strona bloga na FB. Konkurs będzie trwał tutaj i TAM. A teraz słów kilka o wersji konkursu blogowego. TUTAJ znajdziecie szczegóły konkursu fejsbukowego.

1. Polubić profil Agnesss in Africa na FB 
i jeśli macie ochotę dodać siebie do obserwatorów tego bloga
    (ale obserwowanie nie jest warunkiem koniecznym) 

2. Zostawić komentarz pod tym postem, 
wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie 
i odpowiedzieć na pytanie  

"co chciałbyś/ chciałabyś abym namalowała, 
co Twoim zdaniem, powinno się znaleźć wśród
   moich akwarelowych prac?"

3. Osoby posiadające bloga proszę o umieszczenie podlinkowanego banerka 
na swoim blogu a osoby bloga nieposiadające 
o podpisanie się w komentarzu imieniem lub pseudonimem 
oraz o pozostawienie adresu mailowego.


Konkurs trwa do 14.04.2014 roku 
(bardzo spodobała mi się ta data) :) :) :)

Powodzenia!!!

Zgłaszać się można na blogu lub FB. 2 zgłoszenia, 2 szanse na wygraną!


p.s. konkurs zostanie sfinalizowany jeśli zgłosi się co najmniej 10 osób.

czwartek, 13 marca 2014

MY POTTERY ADVENTURE part 2

Dzisiaj kolejna odsłona moich ceramiczno-glinianych wyczynów. Talerz fikuśny, ale co najważniejsze własnoręcznie ulepiony ;)


Nie należę do najbardziej cierpliwych osób na świecie i lubię widzieć efekty swojej pracy szybko, najlepiej "na już" :) Garncarstwo zdecydowanie do tych ekspresowych zajęć nie należy i nie wiedzieć czemu - w ogóle mi to nie przeszkadza!!! Tutaj proces tworzenia jest długi ale za to niezwykle relaksujący. Sposobów jest wiele. Na pewno słyszeliście o "kole" jako narzędziu do produkcji garnków, wazonów czy misek, owszem, chociaż ja jeszcze tej metody nie próbowałam. Istnieje też inny sposób. Otóż wybierasz kawałek gliny, wyrabiasz go jak ciasto, potem jest on rozwałkowywany do odpowiedniej grubości i wtedy zaczyna się to, co najciekawsze! Wycinasz, przycinasz, formujesz - zależnie od projektu. Kolejny etap to schnięcie gliny i pieczenie - wypalanie (w specjalnym piecu w bardzo wysokiej temperaturze - ok 1000 °C). Potem przychodzi czas na malowanie, wydrapywanie wzorów i co tam jeszcze dusza zapragnie! Potem produkt po raz kolejny wędruje do pieca i voila! Czasami albo często, to zależy od tego, czy chcemy np. talerza używać w domu - musi być on jeszcze pokryty glazurą (wtedy efekt jest bardziej błyszczący). I potem możemy się cieszyć naszym dziełem w domu!

Jak do tej pory każdy mój produkt jest w ciągłym użyciu!
























Wcześniejsza odsłona mojej pottery adventure i wazony TU

p.s. Część naszyjników ze zdjęcia znajdziecie TU,  idealne dla małych i dużych elegantek :)
      Wkrótce będzie ich więcej !!

środa, 12 marca 2014

Mglisty deszczowy poranek marcowy.

2014 rok rozpieszcza nas gigantyczną ilością opadów deszczu. Burze z piorunami, ogromne błyski, mżawki i przelotne kapuśniaczki. Chwilami czuję się bardziej polsko niż afrykańsko. Dzisiaj natomiast po raz pierwszy w tym kraju ( a jesteśmy tu już prawie 2 lata) mogliśmy podziwiać najprawdziwszą mgłę! Wierzcie mi, nie jest to tutaj widok częsty!!!

Za parę godzin pewnie znowu będzie ciepło, gorąco wręcz, tymczasem dzisiaj kilka migawek ogrodowych, porannych, deszczowych ... No i cytrynki w roli głównej!





 Cudownej środy Wam życzę :)

poniedziałek, 10 marca 2014

RZECZ O JĘZYKU czyli HOWZIT MY BRU?

Dzisiejszy post powstał w ramach projektu językowego Klubu Polek na Obczyźnie! Jeśli jesteście ciekawi jakie języki królują w różnych zakątkach świata - zapraszam do lektury klubowej, tymczasem dzisiaj moja prywatna opowieść o językach południowoafrykańskich :)

Źródło: KLIK

Kraj w którym mamy możliwość obecnie mieszkać może pochwalić się bogactwem językowym. W RPA mamy 11 języków urzędowych ( afrikaans, angielski, xhosa, ndebele, pedi, soto, suazi, tsonga, tswana, venda, zulu) ale znajdzie się też kilka nieoficjalnych. 

Źródło: KLIK

Dwoma językami, które obowiązują w sferze publicznej są angielski (ogólnokrajowo) oraz afrikaans ( lokalnie, np. we Free State). Ciekawym jest fakt, że tutejsza publiczna telewizja proponuje wiadomości w różnych językach. Tak więc np. o 19 możemy posłuchać "sesotho news" a o 18.30 "zulu news", do wyboru do koloru :)

Angielskiego (ogólnie) nie trzeba nikomu przedstawiać, chociaż ta południowoafrykańska wersja różni się nieco od brytyjskiej czy amerykańskiej, ale o tym za chwilę... Obecność angielskiego w tym kraju ściśle związana jest z historią RPA, obecnością wpływów brytyjskich dawno temu (więcej znajdziecie TU).

Ściśle związany z historią jest też afrikaans. Jest to język, który (jeszcze jako "dutch") w roku 1652 przypłynął tu wraz z Holendrami po to, by potem ewoluować w afrikaans, najmłodszy język świata. Afrikaans ciągle jeszcze bardzo dużo ma wspólnego z holenderskim, flamandzkim. Niektórzy określają go jako dialekt, odmianę "dutch". 

Bloemfontein jest bardzo burskim miastem i afrikaans towarzyszy nam niemalże codziennie. Będąc tu zdecydowaliśmy się nauczyć nieco tego języka. Mąż ukończył 2 etapy kursu i teraz przerzucił się na sesotho, ja natomiast jestem w trakcie kursu zaawansowanego (chociaż może "zaawansowanego" to za dużo powiedziane :)). Tak więc zmagam się z tymi charczącymi, gardłowymi dźwiękami mając nadzieję, że pewnego dnia każdy Afrykaner bez problemu mnie zrozumie!

W kwestii gramatyki jest to język prosty. Istnieją tu zaledwie 3 czasy gramatyczne; teraźniejszy, przeszły i przyszły.  Sposoby budowania zdań są dosyć klarowne, chociaż jak wiadomo zawsze znajdą się wyjątki :)

Tak więc zobaczmy:

Ek sing 'n liedjie.             Śpiewam piosenkę
Ek het 'n liedjie gesing.    Śpiewałam piosenkę.
Ek sal 'n liedjie sing.         Będę śpiewała piosenkę.

Wskazówki co do wymowy znajdziecie TU.
Prosta jest również odmiana słówka "być" - "to be or not to be"  jak to niegdyś mawiano :)

ek  is - ja jestem
jy  is  - ty jesteś 
hy  is  - on jest
sy  is  - ona jest
dit  is  - ono jest

ons  is  - my jesteśmy  
julle  is  - wy jesteście
hulle  is  - oni są

Gdzie więc trudność?? 
  
- dziwność, twardość, gigantyczna często długość słów  (gedenkwaardigheid - niezapomniany) no i przede wszystkim inność :) Tak jak spotkamy tu dużo podobieństw do niemieckiego często angielskiego, niewiele tu wspólnego z polskim!

Jeśli chcielibyście posłuchać co nieco w afrikaans, oto kilka propozycji:
TU i TU Charlize Theron rozmawia w tym języku, opowiada jak wymawia się jej nazwisko, choć moim zdaniem jej akcent jest bardzo delikatny. TU, TU kilka bardzo znanych lokalnych piosenek. Afrykanerzy lubią rzewne, nostalgiczne utwory, chociaż bardzo popularna jest też mieszanka country i disco polo, zwane boere musiek  (KLIK) .

Mówiąc o afrikaans nie mogę pominąć kilku sztandarowych słów, stały się one tak popularne, że zostały wpisane do angielskiego słownika, a mowa o:

LEKKER -  słowo wyjątkowe, znaczy (wydawałoby się) tyle co dobre, smaczne, pyszne .. ale jest przede wszystkim wizytówką burskości, lekker może być prawie wszystko - Afrykanerzy twierdzą, że słowa tego nie można tłumaczyć na inne jezyki :)

KUIER - (kejer) dosłownie oznacza wizytę, odwiedziny u kogoś, ale lokalne, kulturowe znaczenie to coś więcej, mowa jest wtedy o wspólnym spędzaniu czasu, przy ogniu, grillu, w dobrym towarzystwie,  biesiadowanie przez długi czas.

BAKKIE - to tutejsze określenie samochodu typu pick-up, 4x4, ale nikt nie używa tutaj tego określenia, zawsze będzie to bakkie :)

Mam nadzieję, że nieco przybliżyłam Wam ukochany język Afrykanerów, wróćmy więc do angielskiego!

Jak już wspominałam angielski to jeden z języków oficjalnych w RPA. Językiem tym może (chociaż nie zawsze chce) porozumiewać się tu niemalże każdy. Mi osobiście czasami bardzo trudno jest zrozumieć angielski czarnych obywateli, akcent potrafi być problemem. Wydaje się, że to dlatego, że lokalne języki są zupełnie inne od angielskiego posiadają wiele "klików" i różnych innych świszczących dźwięków. Poniższy filmik doskonale obrazuje wspomniane klikanie:

 Inną charakterystyczną kwestią jest obecność typowo południowoafrykańskich - angielskich słów! 

ROBOTS - tak tu określa się drogową sygnalizację świetlną, nikt ale to nikt lokalny nie użyje słowa traffic lihgts!  

GARAGE - można by pomyśleć, że chodzi o garaż ale nie! Tak nazywa się tu każdą stację paliw..  

ROUNDABOUT - mnie uczono w szkole, że tak się mówi na rondo :) otóż nie, funkcjonuje circle, traffic circle, ale nie roundabout. Za to jeśli ktoś chce powiedzieć, że przyjdzie za około 10 minut - powie "I'll come at round about 10 minutes" tadaaam!!

Z innych smaczków językowych: funkcjonują co najmniej określenia na "zaraz" lub "za chwilę". Mowa o "just now" - wkrótce oraz "now now" za chwilę :) Na początku byłam trochę tym zdziwiona, ale teraz przeszłam nad tym do porządku dziennego!

Często też łączy się afrikaans z angielskim i możemy usłyszeć np. "This is baie nice" albo " the food is lekker"  :)  

Ponieważ mieszkamy we Free State, czyli prowincji gdzie powszechny jest również język sesotho (z racji bliskiego sąsiedztwa Lesotho - ten język właśnie stamtąd się wywodzi). postanowiłam dodać też kilka słów o sesotho właśnie :)

źródło: KLIK


Dla około 65% obywateli Free State to ten język jest językiem ojczystym. To w nim spotkamy "kliknięcia" ( filmik zamieszczony powyżej), zjawisko lingwistyczne zupełnie niespotykane w rodzinie języków indoeuropoejskich. Choć w całej Południowej Afryce znajdziemy trzynaście rożnych kliknięć, w sesotho używa się głownie trzech ( więcej o tym we wspomnianym filmiku)

Smutnym faktem jest, że choć jest to jeden z 11 oficjalnych języków w kraju, bardzo niewielu białych potrafi w nim mówić. Jest to ‘passe’ i wymaga się od czarnoskórych Południowoafrykańczyków  żeby mówili w afrikaans lub w angielskim, ale nigdy żeby biali zaczęli porozumiewać się w sesotho. Bo przecież nie wypada, trochę głupio i jakoś tak niezręcznie. Szkoda.

Kilka słów z sesotho:

Dumela n’tate/mme – dzień dobry panu/pani
Ke a leboha – dziękuję
Le kae? – jak leci?
Hamonate – W porządku

Na koniec jeszcze ciekawostka na temat sesotho - otóż leksykalny zapis tego języka ustalony został według zasad gramatyki francuskiej; stało się to w połowie XIX w. za przyczyną francuskich misjonarzy, którzy podjęli wyzwanie określenia brzmienia sesotho. Był to jeden z pierwszych zapisanych rdzennych języków afrykańskich; dzięki temu możemy odkrywać obszerny zbiór literatury sesotho.

p.s. Howzit my bru? - Jak się masz brachu? :)

Hope you enjoyed it!  Ek hoop julle geniet dit!  Sethemba uyijabulele!

niedziela, 9 marca 2014

Dzień Kobiet na Eddie de Beer


Mój tegoroczny Dzień Kobiet minął bardzo sympatycznie. Po przebudzeniu, obok łóżka czekał na mnie ten uroczy kwiatek ...

 ... a potem dostałam równie uroczy, iście afrykański bukiet (Protea to kwiat narodowy RPA). Nie wiem dlaczego, ale moim zdaniem kwiaty mają niesamowitą moc i niezwykły urok. Nadają wnętrzu nowy wymiar. No i w końcu mogłam wypróbować wazonik  :)
























Outfit "jogowy" :) bo tak właśnie zaczynam sobotnie poranki!!!

piątek, 7 marca 2014

Bread - homemade by Jasiu

Dawno nie publikowałam żadnych refleksji okiem Męża mego, Jana :) Na pewno zgodzicie się ze mną, że czas już najwyższy aby to zmienić! Tak też dzisiaj czynię. 

Rzecz o chlebie.  
(bo to On w naszej rodzinie jest specjalistą w tej dziedzinie!)

Chleb się chlebie, bo nad chleb być może co? – Tak w pewnej pieśni górskiej dla tych którzy lubią posiedzieć na ławce z księżycem śpiewała Wolna Grupa Bukowina. I miała rację, bo cóż być może nad bochenek świeżo upieczonego chleba?

Pamiętam, kiedy będąc dzieckiem, rodzice zwykli wysyłać mnie po chleb do SAMu, bochenek nigdy nie został dostarczony bez wgryzienia, nadgryzienia czy pożądliwego rozerwania skórki. A ta znikała w zachłannych ustach niczym najlepszy wypiek świata, w trwaniu chwili nie mający sobie równych w sztuce piekarskiej. Takie to były chleby kiedyś! Ale, na szczęście, i teraz chleby są pyszne i dziś również nadgryzam piętkę. Z tą różnicą, że pomijam odbywanie drogi ze sklepu do domu. A mogę ją pominąć, bowiem chleby i bułki pieczemy sami w domu. Ja najbardziej lubię piec z użyciem żywych drożdży; wiecie, ręczne wyrabianie ciasta, czekanie aż urośnie, ponowne wyrabianie…. Zawsze wydawał mi się ten proces najtrudniejszy ( i taka jest zresztą prawda), ale właśnie dlatego jest dla mnie najbardziej interesujący.

Dziś jednak chciałbym zaprezentować chleb co to nic a nic sie go nie gniecie, tak tak tak! 
Chleb ten jest tradycyjnym wyrobem irlandzkim. 
Użyć należy:

500g (2.5 szkl.) mąki do ciast (nie chlebowej)

plus

1 łyżeczka sody 1 łyżeczka soli

400 ml maślanki

Składniki mieszamy, ale nie ugniatamy; formujemy jedynie kule. Na umączonym papierze do pieczenia rozpłaszczamy delikatnie ciasto, nacinamy je ‘w krzyż’ i wkładamy do nagrzanego (200 °C) pieca. Pieczemy w 40 minut i gotowe!

Rada:

Irish Soda Bread najlepiej smakuje tego samego dnia. A zamiast mąki warto wysypać papier semoliną – chleb będzie wtedy bardzo chrupiący.
























Nic dodać, nic ująć!

Cudownego weekendu Kochani!!!

czwartek, 6 marca 2014

ACRYLIC PAINTING - AFRICAN TREES !!!

Chcę dzisiaj Wam pokazać jedną z moich pierwszych akrylowych prac. Pierwszą, z której jestem zadowolona. Wspominałam tu, że nie od początku akryle przypadły mi do gustu i nadal nie mam takiej swobody posługiwania się nimi jak to jest w przypadku akwareli, ale czuję, że w przypadku akryli też jeszcze wiele przede mną:) Wiele do odkrycia!



Obraz jest do kupienia. Jeśli moje afrykańsko - folkowe drzewka przypadły komuś do gustu i ten ktoś chciałby mieć je u siebie - zapraszam do kontaktu mailowego :) (szczegóły kontaktowe w zakładce na górze).