niedziela, 29 czerwca 2014

Cudowny półmetek !!!

Aż trudno mi uwierzyć, że już połowa tej wyjątkowej drogi za nami. Po pierwszych tygodniach, które płynęły wolno i spokojnie ( no, może nie tak do końca spokojnie) - nagle czas przyspiesza. Bardzo ekscytująco przyspiesza ...Każdy dzień przynosi nowe refleksje, odczucia, momenty! 

I love it!


sobota, 28 czerwca 2014

WATERCOLOR ART

W sobotnim nastroju, weekendowym, słonecznym, a'la wiosennym zapraszam Was do zerknięcia na kolejną, jedną z ostatnich, porcję moich malowanek. Przerwę miałam w malowaniu jakiś czas temu. Pierwszy trymestr zdecydowanie nie sprzyjał natchnieniu artystycznemu, a jak weny brak - nie ma akwarelowania! Na szczęście teraz wszystko wróciło do normy ;)

Zapraszam więc!


Pierwsze, turkusowe drzewo, namalowane na specjalnie zamówienie - powędruje do Mojej Drogiej Koleżanki :)

Jakiś cza temu prezentowałam Wam podobny projekt tylko w innym kolorze (klik)




































































I ten, najbardziej afrykański, najulubieńszy :)
























Cudownego weekendu Kochani!!!!
xoxo

p.s. inne akwarele znajdziecie TU

czwartek, 26 czerwca 2014

Everydaylife on Eddie de Beer :)

I tak to sobie minął tydzień mojego solo rządzenia. Póki co jestem zadowolona z organizacji czasu. Sporo zajęć, nie za dużo ale wystarczająco aby być zajęta i nie skupiać się na zimnym i pustym domu. Eksploatuję klimatyzację, co by uprzytulnić wnętrze sypialniane jak się da, opijam się rooibosem z miodem albo sokiem i cytrynką (dla odporności), a poza tym kawkuję (bezkofeinowo przeważnie) z koleżankami i ... nie czytam ile planowałam, nie wyszywam aby dokończyć projekt, nie zawsze nie mam lenia :)

Dokończyłam też zajęcia, o pottery wspominałam TU, miło było też dokończyć zaczęte malowanki i podsumować artystycznie pierwsze półrocze 2014 roku. Powyżej mój motyl, jeden z ostatnich projektów. Czekam też z niecierpliwością na dwa wesela, letnie, sierpniowe, u bliskich i wyjątkowych osób. Szukam obecnie kiecek odpowiednich na owe okoliczności :) Cieszę się również pierwszym fiołkiem, który niedawno nieśmiało zakwitł. Dostałam go w styczniu, w zupełnie innych okolicznościach przyrody a kiedy już zaczęłam rozważać czy go przypadkiem nie wyrzucić, proszę bardzo! Jeden piękny kwiatek się pojawił ... Zupełnie jak w naszym życiu ...



Uwielbiam oglądać wszelkie piękne prezenciki, które dostajemy, a właściwie dostaje On :) Urocze, miękkie w dotyku, niektóre ręcznie robione przez cudowne osoby, inne kupione ale równie słodkie. Jedne będą jak znalazł na listopad, inne poczekają na zimę (afrykańską lub polską - jeszcze nie wiadomo :) Czyż nie są słodkie? No i pierwszy miś w dorobku Syna!


A co najważniejsze nie wszystkie niebieskie. Nie jestem zwolenniczką utożsamiania płci z kolorem, jednym i tylko albo niebieskim albo tylko różowym. Zwłaszcza, że tyle teraz pięknych dziecięcych akcesoriów spotykamy we wszystkich kolorach tęczy! Niektóre wyjątkowo męskie :)


 My heart belongs to mummy - mój ulubiony element garderoby Potomka (póki co) :)

Stwierdzam zatem, że czerwiec był dobrym miesiącem. teraz czekam na lipiec, który, myślę, będzie równie udany! A zacznie się moim wyjazdem nad ocean, na kilka dni. Z przyjaciółką. Aby zmienić otoczenie na chwilę (na cieplejsze), wyciszyć się i nastroić na letnią Polskę. 

A Waszej jakie lipcowe plany?


wtorek, 24 czerwca 2014

MY POTTERY ADVENTURE: WORKSHOP WITH ANDILE DYALVANE

O mojej przygodzie z gliną, która trwa od stycznia już tu wspominałam. Dzisiaj odbyły się ostatnie przed wyjazdem do Polski zajęcia. Ostatnie produkty będą się dzisiaj piekły i w piątek będą gotowe do odbioru. Tymczasem kilka dni temu miałam okazję uczestniczyć w warsztacie prowadzonym przez znanego lokalnego artystę. Mogłam poznać lepiej jego styl, sposób w jaki pracuje z gliną i zainspirować się. Zajęcia odbywały się na tutejszym uniwersytecie a "produkty" które lepiliśmy podczas warsztatu będą służyły jako element instalacji artystycznej prezentowanej podczas zbliżającego się wielkimi krokami festiwalu VryFees, który w tym roku mnie ominie, gdyż wtedy będę już urzędować w Polandii :)























Andile już od wielu lat zabawia się z gliną, tworzy rzeczy bardzo spontanicznie, korzystając z różnych niecodziennych akcesoriów, na zdjęciu powyżej widać,że nawet zwykłe kamienie mogą służyć na źródło inspiracji i mogą być wykorzystane w trakcie pracy. 



Bardzo często (przynajmniej ja tak miałam na początku) garncarstwo kojarzy nam się ( jak sama nazwa wskazuje) z lepieniem  garnków :) Że koło, że trudno, że trzeba być profesjonalistą. Otóż nie! Praca na kole to tylko jeden ze sposobów tworzenia rzeczy z gliny, porcelany. Można stosować przeróżne metody rozwałkowywania gliny, formowania za pomocą własnej wyobraźni albo przeróżnych form. Taki właśnie alternatywny sposób został pokazany podczas warsztatu. Otóż bierzemy kawałek gliny, który najpierw dowolnie ozdabiamy jak nam się podoba a potem "stawiamy" i formujemy obręcz. Kształtem owa obręcz przypominała mi tort :) Ale ten tort - był - bynajmniej - niejadalny :) (zdjęcia - Andile podczas pracy nad dwoma obręczami).



Wspomniane obręcze po wypieczeniu będą malowane i utworzą wieżę. Ogromną jak sądzę, gdyż potrzeba było zrobić ich ponad 150 :) Tak więc i ja mam swój wkład w owy projekt! Poniżej dowód rzeczowy :) Aga w akcji - wraz z moją obręczą świeżo po postawieniu :)


 Mówię Wam, może to najczystszych owe hobby nie należy, ale za to ma niezwykłą moc!Uspokaja, relaksuje, wycisza! A i zmęczyć przy wałkowaniu się można :)

p.s. prace Andile znajdziecie np. TU :)

piątek, 20 czerwca 2014

3 kontynenty w 3 dni

Poleciał na podbój Turcji. Afryka, Europa i Azja - w zasięgu ręki podczas jednej wyprawy. Podczas tego wyjazdu bardzo ważna konferencja, cały chemiczny świat w jednym miejscu ale też możliwość spotkania dawno niewidzianych znajomych no i zażycie nieco lata... Cieszę się razem z Nim, chciałabym aby ten pobyt był jak najbardziej udany, ale też  najzwyczajniej tęsknię, already, tęsknimy we dwoje, ja i ten Mały On :) Dzięki takim okolicznościom, rozłąkom - uświadamiam sobie jak bardzo jest mi dobrze jak jesteśmy razem. Jak wszystko idealnie gra i jak nie ma rzeczy niemożliwych. Po tysiąckroć upewniam się, że weekendowe, osobne małżeństwo nie jest dla mnie. Zdecydowanie! Kiedyś ktoś powiedział mi, że się od siebie uzależniliśmy. Na początku mnie to dotknęło, gdyż w ustach tej osoby brzmiało jak zarzut, ale jeśli głęboka więź i potrzeba swojej obecności jest uzależnieniem to ja nie mam nic przeciwko temu. Dopóki w relacji jest miejsce na przestrzeń osobną, osobistą, jestem zdecydowanie za ... nieważne kto jak nas postrzega :) A u nas jest miejsce na wszystko co potrzebne.

Źródło: KLIK

































Takim nieco nostalgicznym akcentem życzę Wam cudownego weekendu Kochani :)




czwartek, 19 czerwca 2014

Farewell to the Pretorius family ...

 W Polsce właśnie rozpoczął się "długi weekend" u nas niedawno się skończył. Wolny był poniedziałek. Dzień młodzieży, wolny od pracy ale za to obfity w spotkania towarzyskie. Spędziliśmy super czas z wyjątkowymi przyjaciółmi, którzy niedługo wyruszają na podbój ameryki. Mowa o Huibrie, Jano i ich rocznym synku, Ludwigu, moim ulubieńcu :) Oby więcej takich znajomych i okoliczności do spotkań!













































 Love you Guys!!

XOXO


piątek, 13 czerwca 2014

It's a ...


BOY!!!
























Podczas badania usg mogliśmy podziwiać niezbite dowody męskości potomka :) Niesamowite uczucie!

***

Tą wiadomością kończmy tydzień życząc Wam dobrego weekendu !!!

:)

środa, 11 czerwca 2014

Special winter gift!

Kto mnie odrobinę zna albo od czasu do czasu zagląda do mnie tu, na Agnesss in Africa wie, że nie jestem fanką zimy w Bloemfontein. Wiele osób tutaj dziwi się, no bo jak to można marznąć kiedy przyjechało się z syberyjskiej Polski? Otóż można, Brak centralnego ogrzewania, często brak jakiegokolwiek ogrzewania - potrafi dać się we znaki. "Lokalsi" zarzekają się, że to tylko 3 miesiące(czerwiec, lipiec, sierpień), ale jaki sens ma wegetowanie w zimnym domu w kilku warstwach ubrań choćby przez tydzień? No, ale nie zamierzam tutaj nikogo przekonywać, że fajnie jest czuć się komfortowo we własnych czterech kątach :) Siedzieć, owszem pod kocykiem, z kubkiem herbatki w ręku, ale już pod 3 kocami, w czapce i rękawiczkach - niekoniecznie ... Aby umilić mi nieco zimowe miesiące, jakiś czas temu dostałam cudowny, ręcznie robiony prezent! Pierwszy w życiu - ekstra ciepły - polarowo-szydełkowy koc! 

Dziękuję Babci Ellis, która własnoręcznie owy kocyk wydziergała!  :) Baie dankie Ouma Ellis!!!!!











































Przyznaję, że wpasował się w naszą sypialnię wybornie :) Podczas zimy, wspomniana sypialnia jest również pokojem dziennym, jadalnią i pracownią. A to dlatego, że (nawiązując do zimowych wywodów) posiadamy klimatyzator, którym ogrzewamy tylko ten jeden pokój. Tak więc każda wyprawa do łazienki czy też kuchni stanowi nie lada wyzwanie (średnia temp. tam to 10-13 stopni w ciągu dnia - nawet kiedy na dworze słonecznie, mury pozostają ziiiimne).




wtorek, 10 czerwca 2014

WILD KOS FEES 2014!

Dzisiejszy post zdecydowanie nie jest w klimacie wegetariańskim tak więc wybaczcie Drodzy Niejedzący mięsiwa :) Otóż w weekend wybraliśmy się na festiwal afrykańskiej dziczyzny i wina, "dzikiego jedzenia" w dosłownym tłumaczeniu. No i przyznaję, dań mięsnych różnego rodzaju nie brakowało. Steki, kiełbaski, "kotlety" wszelkiej maści. Ale również pizza z dziczyzną, chińszczyzna z antylopą w roli głównej, ciastka i inne przeróżne mięsne przysmaki. Można było spróbować min. krokodyla, węża i ponad 20 gatunków antylop. Dla miłośników nieco bardziej ekstremalnych wrażeń - również dania zawierające mózg i oczy (brr!!) - podobno przysmak, wierzę na słowo :) 

Impreza masowa, nie będę upierać się aby ruszyć za rok, ale fajne przeżycie i mile spędzone popołudnie. Obok każdego mięsnego stanowiska - znajdowało się stanowisko winne, tak więc Mąż mógł próbować i degustować podwójnie :)

Pieczone pierogi ze springbokiem i wiele innych, dziwnych dań. Nie wszystkie zachwycały. Czasami smak był, jak dla mnie, zbyt mocny, żelazny. Zdecydowanym faworytem okazały się kiełbaski curry z antylopy, której rodzaju nie pamiętam. Jasiek trzyma i smakuje "coś" z węża ...














































Afval - tak właśnie nazywa się wspomniana potrawa, gdzie gotuje się mózgi, oczy i inne okropne elementy. Ogólnie nie raz już wspominałam, że Afrykanerzy jedzą ogromne ilości mięsa i to przeważnie czerwonego (kurczak zaliczany jest do kuchni wegetariańskiej). 3 razy dziennie - 7 dni w tygodniu i jest ok! Mięcha nigdy za dużo! Ja wymiękłabym przy takim trybie odżywiania bardzo szybko, na szczęście istnieją warzywka :)

Biesiada a'la festynowa, ale przynajmniej jest okazja aby pobalować :)

Afrykanerskim dzieciom NIGDY nie jest zimno! Lato, zima, biegają na boso!

























Wraz z zachodem słońca robi się barrrrdzo zimno i temperatura spada do kilku stopni, wtedy ogniska są jak znalazł!

Nigdzie nie spotkałam takiej ilości białych aut!































Uwielbiam GO!

 Pozdrowienia od rodziny Lewtaków!!!!

Dobrego tygodnia!!!

xoxo

czwartek, 5 czerwca 2014

Namibia once again :)

Dzisiaj zapraszam Was na post iście fotograficzno-podróżniczy. Mimo, że w Bloem zima na całego, mróz zaatakował nas dzisiaj w nocy :) a w Namibii byliśmy już chwiiilę temu - zabieram Was na spacer po piaszczystych, bezkresnych pustynnych wydmach.

Enjoy!











Zdjęcia robione były w okolicach Sossusvlei i Deadvlei. Nieco więcej o tych miejscach w kolejnej odsłonie naszej namibijskiej przygody!Wkrótce :)

Poprzednie namibijskie wpisy znajdziecie TU.