piątek, 18 lipca 2014

MANDELA DAY & MANDELA CAPTURE SITE


18 lipca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Nelsona Mandeli. Święto ustanowione zostało w 2009 roku i ma upamiętniać pokojową działalność Madiby. Więcej informacji znajdziecie TU, na oficjalnej stronie tego święta :)























Skoro dzisiaj dzień poświęcony Mandeli, zabieram Was do miejsca, gdzie w 1962 roku Nelson został zatrzymany, schwytany i potem postawiony przed sądem. Wydarzenia z 5 sierpnia 1962 roku zapoczątkowały proces i jego wieloletni pobyt w wiezieniu. Mowa o miejscu w pobliżu miasteczka Howick, w prowincji Kwazulu-Natal w RPA. Pośród pól i łąk spotkamy tam pomnik upamiętniający wspomniane wydarzenia. Pomnik ciekawy, który na pierwszy rzut oka wydaje się zestawem "słupów" a dopiero gdy zerkniemy na niego pod odpowiednim katem uwidacznia postać NM. Aby dotrzeć na miejsce, każdy odwiedzający przebywa drogę nazwaną "długą drogą do wolności", nazwa symboliczna a spacer przyjemny. Więcej info min TU i TU .

Zapraszam!











czwartek, 17 lipca 2014

W Cieniu Pałacu Zimowego/ The House Of Special Purpose - JOHN BOYNE

Zauważyłam, że w ostatnim czasie mam tendencję do zaczynania kilku książek i czytania ich jednocześnie :) Wcześniej nigdy tego nie praktykowałam. Z jednej strony to działa - w zależności od humory mogę podczytywać reportaż, powieść, poradnik itp; ale też w takiej formie niemożliwe okazuje się (nie wiem jeszcze dlaczego?) zaczytywanie się i pochłanianie książki niemalże jednorazowo. Dlatego też postanowiłam, dla odmiany, wrócić do poprzedniego stylu. Idealnie pasowała do tego książka polecona przez przyjaciółkę - "W cieniu Pałacu Zimowego" / "The House of Special Purspose" - Johna Boyne. Przyznaję, że moja ignorancja związana z twórczością tego pana była ogromna, gdyż nie wiedziałam, że oprócz "Chłopca w pasiastej piżamie" napisał inne książki :) Najwyższa pora była to zmienić i sięgnąć po jedną  z nich.A kiedy jeszcze okazało się, że tematyka rosyjska, nie zastanawiałam się ani chwili!! Od czasu trylogii "Jeźdźca miedzianego" nie czytałam nic co zawierałoby wschodnie klimaty więc teraz z wielką przyjemnością zaczytywałam się w carskim, mroźnym, chwilami syberyjskim klimacie :) Poza tym uważam, że od czasu do czasu trzeba sięgnąć po dobre czytadło. Takie, które całkowicie nas pochłonie, na kilka wieczorów zabierze nas w inny świat. Ja tak miałam czytając historię Georgija i Zoi. 























Nieco więcej opinii o wspomnianej książce znajdziecie TU, uprzedzam jednak, że część z nich zdradza, za dużo moim zdaniem, treści!

p.s. zdjęcia okładek pochodzą w wymienionych wyżej stron.

wtorek, 15 lipca 2014

Z wizytą na farmie krokodyli - Crockworld adventure!

Crockworld  to farma krokodyli usytuowana w odległości 60 km na południe od Durbanu. Miejsce ciekawe dla osób, które lubią spotkania z naturą, spacery pośród zielonego parku no i przede wszystkim eksperymenty ze stworami przeróżnymi, z krokodylami na czele.




















Oprócz podziwiania dorosłych osobników - można pobawić się z maluchami. Może maluchy to niezbyt trafne określenie,  posiadają już pełne uzębienie tak więc trzeba uważać, bo mogą capnąć za palucha :) Ale za to frajda jest i ciekawe przeżycie :) niecodzienne!

































W parku mieszkają również inne stworzenia :) Kaczek rożne rodzaje i inne ptactwo :)



I my podczas spacerów :)


A po wycieczce - kanapa z krokodylem (dla koleżanki) i curry (dla mnie) !!


poniedziałek, 14 lipca 2014

Banana Beach Holiday Time























W sprawie wizy nic nowego, ale to przecież nie powód aby pogrążać się w smutku i kontemplować rozgoryczenie, prawda? życie często zaskakuje nas wydarzeniami, których nie rozumiemy i tylko od nas samych zależy jak sobie z owymi sytuacjami poradzimy. Oczywiście nie znaczy to, że od pierwszej chwili musimy tryskać radością, ale pracować nad tym. Tak tez czynię i czem prędzej zabieram Was do Natalu, aby pokazać Wam nieco oceanu i kilka migawek z mojego wakacyjnego tygodnia. Zawsze dobrze jest, chociaż na chwilę, zmienić otoczenie - zwłaszcza jeśli w domu zima na całego. Ciągle zdumiewa mnie fakt, jak ogromny i różnorodny jest ten kraj. Kilka godzin podróży (na północ) i jest zupełnie inaczej; zielono, ciepło, letnio. Klimat dużo łagodniejszy, nie tak ekstremalny jak w naszym Bloem. Pogoda dopisała! Ostatnie 2 dni były nieco deszczowe, ale ponieważ w południowoafrykańskich okolicznościach to rzadkość, cieszyła mnie taka iście bałtycka aura :)



































Wkrótce pokażę Wam nieco więcej wody, 
tymczasem udanego poniedziałku i całego tygodnia Wam życzę :)



piątek, 11 lipca 2014

Home Affairs South Africa

W rozpoczynający się właśnie weekend wchodzimy z ogromnym rozgoryczeniem i niesamowitym zmęczeniem emocjonalnym. Po cudownym czasie spędzonym nad oceanem rozpoczął się czas stresu (zupełnie niepotrzebnego) i walki z lokalną biurokracją, która, wierzcie mi na słowo, bije na głowę polską!  Otóż po godzinach odczekanych w tutejszym Home Affairs, dziesiątkach telefonów i pytań, ostatecznie okazało się, że jeśli chcę pod koniec sierpnia wrócić do Bloem - nie mogę lecieć w niedzielę do Polski. Mój wniosek wizowy, złożony dawno temu, na początku kwietnia - najpierw został zagubiony w akcji a potem najwyraźniej odłożony na później... Wnioski składaliśmy razem z Mężem, On dostał swoją wizę po 30 dniach, po mojej nie było śladu. I nie ma śladu do dzisiaj! Po ponad trzech miesiącach, jedyne czego się dowiedzieliśmy, to że im bardziej będzie nam zależało, im więcej będziemy pytać i prosić o informacje co się dzieje z wnioskiem, tym dłużej wszystko może trwać. Usłyszeliśmy też, że fakt, że nam zależy na czasie (bo bilet kupiony na niedzielę) może sprawić, że komuś w Pretorii bardziej zacznie zależeć na łapówce.

Otóż niedawno zmienione prawo wizowe nie uznaje za istotny fakt, że proces został rozpoczęty dawno temu, o czasie, stosownie wcześnie przed wygaśnięciem poprzedniej wizy. Nie interesuje nikogo też, że żadnej tu mojej winy nie ma, że zawinił ktoś, kto za rozpatrzenie wniosku odpowiada ( dodam, że na wizę południowoafrykańską w Warszawie czeka się tydzień!). Nie ma kar pieniężnych ( jak poprzednio), upomnień, nic - tylko zablokowanie paszportu i zakaz wstępu na teren kraju na rok, dwa lub pięć lat.

Tak więc dopóki nie będę miała wizy w paszporcie, nigdzie nie mogę polecieć (chyba, że do Kapsztadu :P) 

Od zawsze uważałam, że nic nie dzieje się bez powodu. Że może po prostu nie jest mi dane lecieć teraz, 13go lipca 2014 roku. Może lepiej za chwilę? Albo wcale? Trudno mi jednak pozbyć się rozgoryczenia z powodu tego, że muszę ponosić skutki (również finansowe) - spowodowane czyjąś niekompetencją. Takie chwile potrafią zdusić entuzjazm nawet największego miłośnika tego kraju - szkoda.

Źródło: KLIK

Mimo mojego zawiedzionego nastroju, Wam życzę spokojnej nocy i dobrego weekendu.

... bo przecież nie ma tego złego ... prawda?




czwartek, 3 lipca 2014

PIERWSZA WIZYTA NAD OCEANEM . . . Z MĘŻCZYZNĄ INNYM NIŻ . . . MĄŻ ;)

Wizytujemy tu od wtorku wieczorem. Póki co bardzo udanie. Babyontheway sprawuje się wyśmienicie :) Wydaje się, że On, podobnie jak mama, uwielbia ocean, szum fal, spokój, relaks... Tylko nam Męża mego brak. Ale tak już teraz musi być, że on ma wodę tam, po drugiej stronie mocy, w Turcji :) Ten sam ocean w końcu!


































Cudownego końca tygodnia i początku lipca Wam życzę :)