piątek, 30 stycznia 2015

INSTAGRAMOWE podsumowanie stycznia

Od niedawna urzęduję na Instagramie. Bardzo podoba mi się idea zatrzymywania chwil, momentów, fragmentów codzienności. Bez zbędnych komentarzy, opisów (albo z opisami, pełna dowolność), wedle życzenia, w zależności od nastroju, humoru czy ilości wolnego czasu. Personalnie. Zapraszam na Instagramowe podsumowanie stycznia 2015!










































Miłego dnia Kochani!


wtorek, 27 stycznia 2015

Wyzwanie styczniowe: odsłona czwarta - talent

Wolałabym nazwać to pasją, 
jednym z ulubionych zajęć, 
odprężającym, 
relaksującym, 
wyciszającym..





























Gra tajemnic i wyścig oskarowy

Już od kilku lat, zawsze przed rozdaniem nagród Akademii staramy się obejrzeć kilka chociaż nominowanych filmów. Bywa z tym różnie, w zależności od naszych czasowych możliwości jak również filmów dostępności (ależ mi się dzisiaj rymuje :P). W tym roku, póki co, obejrzeliśmy dopiero jeden film, Grę tajemnic. Myślę, że był to dobry wybór,  film trwa prawie 2 godziny i ani przez chwilkę się nie nudziłam. Sprawnie prowadzona akcja z dozą wysublimowanego dowcipu, przyjemnie. Benedicta poznałam dzięki Sherlokowi a że rola Alana Turinga, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu łudząco mi Holmesa przypominała - trudno mi było się zachwycić bezgranicznie ową kreacją. Jak myślicie, dostanie Oskara? Jaki inny z nominowanych filmów polecacie?

Źródło: KLIK

Oczywiście można zarzucić twórcom filmu pominięcie naszych rodaków i roli jaką odegrali w historii Enigmy, ale pozwolę sobie nie poruszać tego tematu i skupić się na samym obrazie, który mi się, jak już wspominałam, podobał! Wystarczy wejść na dowolne forum filmowe i poczytać lub popisać, jeśli ktoś potrzebuje :) Mnie wylewanie żółci nie interesuje, mam nadzieję, że Was też nie :)


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Wyzwanie styczniowe z chwilowym opóźnieniem: 5 moich cech ...

Nie lubię nie-kończyć rozpoczętych projektów, niezależnie od tego czy są to jakieś moje malowanki czy zaplanowane na dany dzień czynności czy też posty blogowe, części wyzwań kreatywnych czy inne. Tak więc ponieważ ubiegły tydzień, a właściwie jego druga połowa były dosyć zabiegane u nas - wyzwania nie dokończyłam na czas co postanowiłam zrobić ( z pomocą Męża tym razem) w tym tygodniu. Poprosiłam Go, aby przygotował jeden z tematów, temat trzeci " 5 rzeczy, które w sobie doceniam" i przewrotnie (mam nadzieję, że Ula nie będzie miała nic przeciwko temu :P) napisał o rzeczach, które On we mnie docenia. Nieopatrznie obiecałam, że opublikuję wszystko co zawrze w poście no i cóż, nie mam innego wyjścia.. Tak więc z rumieńcem na twarzy i w pełni zawstydzona czynię co obiecałam ....
Moja żona to wspaniała kobieta.Jest mnóstwo rzeczy które w niej doceniam, kocham i wielbię. Zgodnie z wymaganiami posta będę musiał się ograniczyć do jedynie pięciu. 

Przede wszystkim Aga jest kobietą piękną – atrakcyjną fizycznie oraz posiadającą wyjątkową osobowość. Rozmowy z nią są zawsze ciekawe, intelektualnie wymagające oraz stymulujące duchowo. Bardzo lubię szczególnie nasze konwersacje śniadaniowe – siadamy sobie wtedy w ogrodzie, przy domowym, pieczonym chlebie oraz espresso i ucinamy sobie pogawędkę. 
Ech, przez to niemal zawsze spóźniam się do pracy.

Aga ma doskonałe wyczucie smaku gdy chodzi o dobór ubrań na konkretną okazję. To ona mnie ubiera (czasem tez rozbiera), a jej wybór jest zawsze trafiony. Najlepiej jednak lubię patrzeć jak ona sama wygląda. Do dziś, po czterech latach małżeństwa, szczeka mi opada gdy widzę jej wieczorny strój gdy wychodzimy na kolację czy imprezkę. Makijaż subtelny, nie natarczywy, dodatki do stroju zawsze świetnie dobrane, całość bardzo seksowna. Miód!

Żona jest osobą o szczerym, spolegliwym i dobrym sercu. Nie ma w niej zawiści, chęci odwetu czy pamiętliwości. Zawsze skłonna do rozwiązania konfliktów, wytłumaczenia przyczyn spięć raczej niż skupiania się na pielęgnowaniu złości. Dzięki temu możemy pracować nad naszym związkiem nieustannie, a wtedy wzrastamy oboje, jesteśmy silniejsi pełni pogody ducha którą możemy dzielić również z innymi.

Mamy taki sposób spędzania wolnego czasu, ze sobie (i synowi) śpiewamy. Ja wtedy akompaniuję na gitarze. Są to zawsze ekscytujące śpiewanki, Aga bowiem ma piękny głos; aż czasem ciarki mnie przechodzą gdy wchodzi na wyższe tony. W życiu opracowałem taką moją małą teorię. Jeśli chcecie sprawdzić, czy ktoś wam ufa, jest bliski szczery i nie ma oporów żeby się otworzyć, poproście tę osobę o zaśpiewanie wam piosenki. Z doświadczenia wiem, że mało kto przechodzi ten test, co zresztą potwierdza regułę że wielu mamy znajomych na świecie, ale tylko niewielka część z nich jest przyjaciółmi. Aga nigdy nie ma problemów żeby śpiewać w mojej obecności.

Na koniec tej krótkiej listy powiem, że żona jest osobą bardzo towarzyską. W naszym domu zawsze jest wielu gości, którzy lubią przychodzić do nas i spędzać razem czas. Gości różnego wieku, płci, narodowości i koloru skory. Aga każdorazowo jest błyskotliwa, uprzejma, dobra – obserwuję wtedy, że to własnie dlatego nasi goście lubią u nas być. Od czasu do czasu wolimy jednak spędzić czas tylko we dwoje. Syn wtedy idzie sobie grzecznie spać, a my rozkoszujemy się swoją obecnością, przy lampce (wina), świecach i muzyce. Bardzo cenię te wspólnie celebrowane chwile.

Może dodam jeszcze jedną rzecz, choć pewnie wyczerpałem już limit przewidziany w poście. Ja jestem osobą o usposobieniu raczej spokojnym. Otóż to co mnie bardzo dopełnia w naszym małżeństwie, jest temperament żony. Kiedy coś ją złości, to jakby raca została odpalona. Tak samo jednak jak raca, ta złość trwa bardzo krótko; dzięki temu atmosfera oczyszcza się szybko. Ja mam tendencje to trzymania w sobie emocji, ale pomału uczę się od niej ich pokazywania.

Niewątpliwie Aga jest osobą wielkiego formatu; jestem niebywałym szczęśliwcem mając taką kobietę za żonę. Przy niej wzrastam jako mąż, ojciec i mężczyzna. Śmiało mogę powiedzieć, że dzięki niej staję się lepszym człowiekiem. Jestem pewien, że nasze małżeństwo jest przeznaczone do wielkich rzeczy a dzięki Adze będziemy w stanie je wypełnić.



East London i plaża w noworocznym wydaniu




Wraz z Nowym Rokiem zaświeciło słońce i po a'la Bałtyckim klimacie nie bylo śladu. Zapanowała za to trwająca 2 dni impreza, plaża - wcześniej niemalże pusta zaludniła się i przyciągała tłumy. Ludzie braaiowali, imprezowali, spali, spacerowali, odpoczywali i i i ... można by wymieniac bez końca. W Nowy Rok wybraliśmy się na spacer na jedną z plaż East London, przespacerowaliśmy się bulwarem i wróciliśmy do domu, gdyż upał unimożliwiał (nam) dalsze spacery. Jednakże innym prawie 40 stopniowe temperatury nie przeszkadzały ...




















































Zabawa, zabawą ale to co mnie ciągle, niezmiennie razi to ogrom śmieci jakie pozostają po jakiejkolwiek (czarnej) imprezie. Non stop jestem świadkiem wyrzucania papierków wszelkiej maści w każdej sytuacji i miejscu. Jedna z teorii, którą słyszałam, wyjaśniająca dlaczego tak się dzieje, mówi, że gdy jedna osoba śmieci wyrzuca - tym samym daje potencjalne miejsce pracy drugiej osobie. Dosyć żenujące wytłumaczenie, nie sądzicie? Takie postepowanie ma miejsce nie tylko na przestrzeni publicznej ale również w najbliższym domowym otoczeniu...

Jak widać śmieci nie przeszkadzają w pozowaniu :)



































































Świeży ananas na ugaszenie pragnienia :)


























Dobrego tygodnia Kochani!


niedziela, 25 stycznia 2015

Maria Nurowska - "Zabójca"


Źródło: KLIK
Minione wakacje uważam za udane również pod kątem lektury. W czasie świąteczno-noworocznym, kiedy to Mąż miał przerwę na uniwersytecie) przeczytałam 2 powieści! Jedną z nich jest książka pt. "Zabójca" Marii Nurowskiej. Tutaj wyjątkowo nie zachęcił mnie ani tytuł ani tym bardziej okładka ... o tym wyborze zdecydowała sympatia do autorki. Opowiastka przyjemna, nieco thrillerowa, jest i Zakopane i USA, akcja międzynarodowa :) Jedynie pod koniec, na kilku ostatnich ostronicach autorka zdecydowała się co trzeba powyjaśniać i historię zakończyć. Za szybko jak dla mnie, za szybko :) Maria Nurowska ma bardzo lekkie i przyjemne piórko, w sam raz na wakacje, urlop lub zimowy weekend.


piątek, 23 stycznia 2015

3&4/52 & 3 miesiące!!!



"a portrait of my child, once a week, every week in 2015"



Nasz potomek kończy dzisiaj 3 miesiące (jupiii!!). Jak to moja koleżanka powiedziała, po 3 miesiącach to dziecko staje się już starszakiem i moje takim właśnie się stało. Oto kilka faktów i refleksji na temat Ignaca - stan na 23 stycznia 2015: 1. Zdecydowanie mniej mamy płaczu a więcej uśmiechów, gugania, gaworzenia lub gadania, jak kto woli :) 2. Jak już jest płacz to na całego, tak, nie ma wątpliwości, płuca człowieka są na medal! 3. Coraz bardziej kształtuje nam się plan dnia, chociaż czasami mam wrażenie, że jak tylko pomyslę, że nas dzień ma JAKIŚ plan, owy plan zmienia się w mgnieniu oka i uczymy się na nowo naszej daily routine :)4. W nocy wstajemy (mama i syn) średnio 2 razy (oh yeee...) raz zdarzyła się pobudka o 3.30 i potem o 7.30!!! Taki prezencik dla rodziców na 3 miesięczne urodziny! Jeszczem w szoku! 5. Walczymy nieco z dziennym spaniem, popołudniowym zwłaszcza. 6. Ja czas drzemek syna uwielbiam, on nieco mniej :) 7. Coraz większym poważaniem cieszą się kąpiele. Ta sfera dotyczy tylko mężczyzn w naszej rodzinie, ja wtedy opuszczam pokój, biorę przysznic, robię cokolwiek lub nic :) 8. Cały czas bardzo zależy mi na opanowaniu i oswojenni chustonoszenia, jednakże przy obecnych upałach (afrykańskich, hmm..) bywa to trudne - chyba, że rozbieramy się do pieluchy (on) i t-shirtu z szybkim dostępem do piersi (ja) i działamy późnym popoludniem, ale nie zbyt późnym, żeby syn nie zasnął zbyt późno i zbyt blisko czasu spania nocnego jednocześnie. 9. Karmimy się wspomnianą piersią i jest fajnie. Od czasu kryzysu 6go tygodnia (skok wzrostowy i tydzień karmienia NON STOP) jest tylko lepiej, cały proceder trwa krócej i przebiega sprawniej. 10. Hmm.. cóż więcej dodać, i'm in love :)


Mamy: 5,8 kg i 58 cm!




wtorek, 20 stycznia 2015

Wyzwanie styczniowe: Moja osobista kolekcja :)

Dzisiaj drugi dzień wyzwania a w nim - moja osobista kolekcja - a właściwie jej fragment, Bo przecież korali, kolczyków czy innych akcesoriów nigdy za wiele :) Bibelotowa moja interpretacja.


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Wyzwanie styczniowe: 10 ulubionych ... miejsc w mojej Afryce :)

Razem z Ulą zaczynam zabawę wyzwaniową. Dzisiejszy temat to 10 ulubionych ...  chciałabym Wam zatem pokazać 10 moich ulubionych miejsc na południu Afryki. 10 wspomnień z niezapomnianych wojaży ale też z najbliższego, tutejszego otoczenia. A wszystko w ujęciu symbolicznym, fotograficznym.

Zapraszam :)

Przylądek Igielny. Miejsce niezwykłe, zawsze z ogromnym sentymentem wracać będę do chwil tam spędzonych :)




























A skoro mowa o przylądkach - Przylądek Dobrej Nadziei jak i cały półwysep przylądkowy - myśli często wracają mi do naszej wyprawy w tamte strony, piękne widoki, niebieskości ... (klik, klik

























A propos oceanicznych klimatów, jak wiecie uwielbiam wyruszać nad tutejsze "oceany". Nigdy ich za dużo !




























I już (prawie) ostatni punkt z tych oceanicznych, miejsce nietypowe, zaskakujące kolorami, również na wybrzeżu, Muizenberg :) 




























Innym miejscem, do którego często wracam we wspomnieniach jest zatoka pingwinów :) Cóż za urocze stworzenia!

























Winnice i wina wyborne.  Nic dodać, nic ująć.


Te przestrzenie, czy można mieć ich dość? Na zdjęciu te z Lesotho :) (klik, klik)

























Bardzo lubię poznawać inne kultury, ludzi i ich styl życia, zwyczaje i codzienne rytuały. RPA daje ku temu wiele okazji. Więc tym razem nie miejsce, lecz sfera, która mnie nieustannie pasjonuje, ludzie i ich zwyczaje... (poniżej również Lesotho)



























Ale przecież nie samymi wojażami człowiek żyje. Codzienność też może być pasjonująca a przynajmniej lubiana. Moja taka właśnie jest. Lubię spędzać czas w naszym domu (co ostatnio siłą rzeczy dosyć często ma miejsce), ogrodzie ( hmm.. z racji upałów ogrodujemy późnym popołudniem). Często Wam zatem takie właśnie moje najbliższe, ulubione otoczenie, pokazuję :) 























No i Bloem. Nasze miasteczko pośrodku niczego :) Wiele osób dziwi się, dlaczego tutaj zawitaliśmy, hmm, najbardziej atrakcyjnym turystycznie punktem na mapie RPA to ono nie jest, ale nam się podoba, jest naszym domem, przynajmniej na teraz!


























Taka to moja interpretacja tematu nr 1! Koniecznie zajrzyjcie do Uli i zerknijcie na inne wpisy :)

czwartek, 15 stycznia 2015

Sesja foto Ignaca :)



Dzisiaj Ignacy kończy 12 tygodni, za chwilkę będą 3 miesiące jak jest tu z nami :) chciałabym wrócić na chwilkę do jego pierwszych dni, do sesji noworodkowej, która odbyła się jak miał 12 dni!Już nawet teraz widzę jak bardzo się zmienił od tego czasu. Urósł, nabrał "masy" i wydoroślał :) 

Oto kilka zdjęć ze wspomnianej sesji :) Zapraszam!





























































































Więcej zdjęć znajdziecie TU :)


środa, 14 stycznia 2015

SA brands & fashion trends: MISSIBABA

Jednym z nowych cykli blogowych, jakie chciałabym Wam zaprezentować w 2015 roku jest cykl modowo - trendowy, południowoafrykański oczywiście :) Tak więc będzie lokalnie, kolorowo i stylowo. Pierwsza marka to Missibaba. Założona w 2005 roku przez Chloe Townsend firma  tworząca wyroby skórzane: bajeczne torby, portfele, paski i przeróżne inne akcesoria. Wszystko w soczystych, afrykańskich barwach. 







































Z czasem zespół się powiększył, Missibaba nawiązuje różne współprace i rozszerza działalność (między innymi o linię biżuterii), o tym kim są twórczynie, o misji i o tym gdzie w RPA dostepne są te fajowe torby możecie poczytać TU.  Ja na swoją torbę tej marki jeszcze sobie poczekam. Chwilowo są one poza moim zasięgiem cenowym :)


























 Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zauroczona :)

www, fb, Twitter, Instagram  i jeszcze 2 artykuły 1, 2.

p.s. Wszystkie zdjęcia pochodzą stąd: 1,2,3,4.


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Nasz sylwestrowy a'la bałtycki spacer

Witam Was w nowym tygodniu! Tak jak wspominałam, mam Wam do pokazania kilka oceanicznych zdjęć. Zaczynamy więc od oceanu w nietypowym, a'la bałtyckim wydaniu. Otóż East London przywitał nas iście polską - nadmorską pogodą, było wilgotno, deszczowo i mgliście. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 3 dni więc gdy tylko się rozpogodziło, wyruszyliśmy na spacer! Oto i migawki w owego spaceru. Zapraszam!































































































Nie wiem jak Wam, ale mi się taka sceneria bardzo z Bałtykiem kojarzy :)


Dobrego poniedziałku!!!