piątek, 27 lutego 2015

POTTERY ADVENTURE 6

Mój ostatni wpis z serii "My pottery adventure" mówił o moich ostatnich projektach, otóż okazało się, że nie były one jednak ostatnie :) Mam jeszcze, między innymi, moje turkusowe dzieła. Dzisiaj je Wam pokazuję :) Hmm ... tylko jaaaak ja te wszystkie klamoty zabiorę potem do Europy? 
Jak mawiała Scarlett, pomyślę o tym jutro :)





























Dobrego weekendu!

czwartek, 26 lutego 2015

Life lately on Eddie de Beer :)

Witajcie Kochani, końcówka lutego upływa u nas bardzo szybko i intensywnie! za chwilkę kolejny weekend i marzec! A oto słów kilka co u nas... Otóż wróciłam na moje zajęcia z malowania. Decyzja ta okazała się bardzo trafionym pomysłem i dobra okazją aby spróbować zagłębić się w akryle :) Pełna energii i nowych pomysłów zaczęłam od abstrakcyjnych krajobrazów i bardzo, bardzo mi się ta nowa przygoda podoba (akryli próbowałam już kiedyś, jednak nie do końca się "w nich" wtedy odnalazłam, a może to nie był idealny na nie moment?) Wkrótce pokażę Wam moje akrylowe dzieła, tymczasem małą próbkę znajdziecie TU :) Zajęcia odbywają się w poniedziałkowe wieczory, więc tym samym mama ma wieczór poza domem, fajna sprawa od czasu do czasu, polecam! 



W sobotę byliśmy na imprezie plenerowej, gdzie rolę główną odgrywało danie o nazwie potjkie - co roku odbywają się "zawody' organizowane przez lokalną społeczność zawody na najsmaczniejszy i najbardziej wymyślny garnek a właściwie jego zawartość :) Po raz pierwszy byliśmy na takim festynie na kilka miesięcy po przyjeździe tutaj i od tamtej pory uwielbiam potjkie. Relację z tamtego wydarzenia znajdziecie tutaj. Dla nas, oprócz dobrego jedzenia, ważny był fakt, że mogliśmy spędzić miłe popołudnie na świeżym powietrzu, w gronie rodziny i znajomych. Zwłaszcza, że pogoda dopisała. Było niezbyt upalnie,rześko i miło.

Niedziela upłynęła pod hasłem relaksu w domu, no, jedynie Ignacy ćwiczył mięśnie i siłował się nieco, tak dla zdrowotności :) Potem, korzystając z pięknej pogody, wybraliśmy się na spacer i do kościoła, tym razem nawet Syn nie przespał całej wyprawy. Do niedawna czas spania przypadał na 18tą, teraz dajemy radę nawet do 19tej czasami :) Dorasta mi dziecko ;P No i nie zabrakło weekendowych smakołyków, hmm..





























































Dobry czas, dobry tydzień. W tym tygodniu również doleciała do mnie paczka  z Polski, w niecałe 3 tygodnie była już w Bloem więc tym razem, na prawdę nie mogę złego słowa powiedzieć na lokalną pocztę (od dzisiaj tylko bardziej uwielbiam opcję śledzenia przesyłek pocztowych i paczek właśnie, dzięki tej opcji mogłam sprawdzić lokalizację przesyłki zanim dostałam kwitek, bo dostarczenie awizo zajmuje tutaj wieczność. Ale o działaniach lokalnej poczty innym razem, to temat rzeka, na osobnego posta :)  Drobiazgi z Polski pokażę Wam wkrótce, tymczasem życzę dobrego czwartku i reszty tygodnia! My w sobotę ruszamy do Clarens, na Craft Beer Festival, cieszę się na ten wyjazd!

xoxo

piątek, 20 lutego 2015

środa, 18 lutego 2015

Weekend w JHB, Mandela Square & wyprawa "po PESEL"
























Ubiegły ( przedłużony o poniedziałek i wtorek) weekend spędziliśmy w Johannesburgu. Głównym celem wyprawy była wizyta w Ambasadzie RP w Pretorii a przy okazji fajnie spędziliśmy czas w "dużym mieście" :) Miła odmiana. Zawsze jak tęskni mi się za Warszawą, JHB pomaga :) Tym razem pooglądaliśmy tę nową część miasta, Sandton City ze Skwerem Mandeli czyli ogromne centrum Handlowe z dziesiątkami fajnych knajpek i kafejek połączone z centrum biurowców. Chyba powinnam częściej wyruszać "na galerie" gdyż Ignac uwielbia spać w szumnych i gwarnych centrach handlowych :)

 ^^^ Zdjęcie z Nelsonem, obowiązkowe :)

 ^^^ Jak również akcent Walętynkowy :)


Skwer nieco mnie rozczarował. Myślę jednak, że wieczorową porą może zachwycać bardziej :)























Bardzo przypadła mi za to do gustu knajpka zwana Knead, dobra pizza, świeże pieczywko, ciekawe piwka w karcie czyli dla każdego coś ...  Pierwszy raz próbowałam pizzę z fetą i dynią :) Pyszności!








































Niektórzy degustowali piwne trunki, ja próbowałam cydru gruszkowego, nic specjalnego, niestety :) Ale fajna etykieta za to  :) Wizyta w ambasadzie również należała do udanych. Szybko udało nam się złożyć wniosek o pesel dla naszego syna. Teraz pozostaje czekać na gotowy numer ... a kolejna wyprawa po odbiór nadanego numeru i aby aplikować o paszport :) Za około 1,5 miesiąca - mam nadzieję!

Fajnie od czasu do czasu poczuć powiew metropolii, ale równie fajnie jest wrócić do Bloem, do domku :)

środa, 11 lutego 2015

IGNACY Brewery

Żeby nie było tak całkiem pesymistycznie (=> patrz poprzedni post
słowo o sukcesach Mojego Męża :) 

Zapraszam na wpis z serii ... okiem mężczyzny ... :)



Republika w której żyjemy organizuje doroczny konkurs piwowarski. Biorą w nim udział piwowarzy domowi wysyłając po kilka butelek swojego piwa. Piwo to oceniają następnie certyfikowani sędziowie, głównie z Kapsztadu i Johannesburga. Konkurs odbywa się zawsze wiosną czyli w listopadzie. Tradycyjnie bowiem zima to sezon piwowarski. Mniejsze wtedy jest ryzyko zakażeń, infekcji oraz łatwiej jest kontrolować temperaturę procesu co jest kluczowe dla uwarzenia dobrego piwa.

Zdecydowałem uwarzyć dwa piwa na edycję konkursu 2014. Dwa piwa, sześć liter – IPA oraz RIS. Znaczy to India Pale Ale – popularny ostatnio styl piwa o charakterystyce ponadprzeciętnie chmielowej oraz Russian Imperial Stout – piwo zupełnie inne, chmielu tam na lekarstwo za to jest pełnia słodowego palonego smaku.


Oba piwa przeszły eliminacje w Johannesburgu i trafiły do finał w Kapsztadzie. IPA otrzymała 29 punktów na 50 możliwych. Jest to niezłym wynikiem, ale nie zapewnia miejsca w klasyfikacji generalnej. RIS natomiast zebrał bardzo dobre oceny i uplasował się na 7 miejscu w tejże klasyfikacji. Znaczy to tyle, że na cały kraj, 50 milionów ludzi, moje piwo zostało pobite tylko przez 6 innych piwowarów! Wynik ten zapewnił mi rozgłos w mieście i nawet właściciel lokalnego browaru poprosił mnie osobiście o wspólne warzenie tak żeby mógł się nieco poduczyć i nabrać techniki. Warzyliśmy wiec pewnego dnia angielskie piwo a ja mogłem podzielić się wiedzą którą posiadam. Oczywiście przemyciłem nieco teorii chemii organicznej, ponieważ, jak mniemam, chemia jest najwspanialszym hobby świata.





Za zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce najlepszych piw rzemieślniczych kraju otrzymałem zestaw piw oraz nagrodę od SAB (South African Breweries, krajowego potentata piwnego) – zestaw słodów i chmielu). Ale przede wszystkim moja własną satysfakcję, która zachęca do dalszych eksperymentów piwnych. Dostałem również zamówienie na 25l piwa. Zamówienie zamierzam zrealizować i zarobić tym samym na drobne wydatki (perfumy, koniaki i mercedesy).











Life lately on Eddie de Beer & garść absurdów :)

Witajcie Kochani! Ostatni tydzień obfitował u nas w wiele wydarzeń i nie wiadomo kiedy zrobiła się prawie połowa miesiąca. Ponownie zapisaliśmy się na siłownię. Po prawie czterech miesiącach przerwy bardzo już potrzebowałam się nieco porozciągać. Oj bardzo... Przekonał san fakt, że istnieje możliwość zabrania ze sobą dziecka. Otóż Virgin Active posiada specjalny "dział dziecięcy", gdzie wykwalifikowane panie mogą zająć się malcem podczas gdy rodzice sobie ćwiczą. Sprawdziliśmy taką opcję już kilka razy i póki co jest nieźle. Dzisiaj, na przykład, Ignacy tam drzemał sobie porannie :) O dziwo z moją kondycją nie jest tak źle jak się obawiałam, że będzie! Więc zamierzam korzystać z zajęć aqua, jogi, sauny i może czegoś jeszcze, zobaczymy!

Wciąż jeszcze walczymy z upałami, spacerujemy sobie wczesnymi rankami lub wieczorami. W ubiegłym tygodniu kilka razy jednak wyruszaliśmy z domu, na szczepionkę, którą Syn zniósł dzielnie, na kurs masażu dziecięcego, na kawę z koleżanką ( zaczynam powoli pić kawę kofeinową, zwłaszcza w cappuccino w mojej ulubionej kawiarni), czy do kościoła. Po tych prawie 3 latach tutaj chwilami na prawdę męczą mnie tutejsze ekstrema pogodowe, jak lato to upały kosmiczne przez 5 miesięcy jak zima to chłody, że wydaje się, że pozamarzamy w domu! Swoją drogą na tegoroczną zimę musimy się jakoś inaczej niż dotychczas przygotować, bo nam Ignac zamarznie!  Ale to jeszcze chwila, zimno przychodzi w maju :)

W ubiegłym tygodniu byliśmy też na pierwszej od dawna randce tylko we z mężem :) Sesja jogi, kolacja i kino, ciepłe, muzyczne, przyjemne :) Faaajna sprawa, polecam!

 A potem, w sobotę, na zakończenie tygodnia - odbywał się market na którym miałam swoje stoisko z biżuterią i akwarelami.Zakończył się on dla mnie bardzo przykrym doświadczeniem, a mianowicie kradzieżą prawie nowego tabletu :( Najwidoczniej ktoś obserwował mnie cały poranek, kiedy to siedziałam i czytałam książkę. Potem dwóch panów, pod pretekstem zakupu obrazów skutecznie odwróciło moją uwagę i tablet został skradziony - z torby znajdującej się pod stołem. Takiej Afryki nie lubię :(


























Wiem doskonale, że taka sytuacja mogła mieć miejsce wszędzie, w Polsce też nie brakuje kradzieży, ale jednak tutaj, z racji okoliczności ( i kolorowego podłoża) i ogromu historii na ten temat, kradzież dotyka bardziej. Wiele słyszy się o tym, że tutaj tylko kradną, gwałcą i nie-wiadomo-co-jeszcze robią, zawsze starałam się nie-demonizować RPA za bardzo i nadal tak uważam. To, że ktoś decyduje się na zły postępek naszym kosztem nie określa całości społeczeństwa. Jedno jest jednak pewne, poszanowania dla cudzej własności, cudzego życia nie ma tutaj za wiele. Kiedyś zażartowałam, że jeśli ktoś nie ma problemów z byciem tolerancyjnym powinien pomieszkać w RPA... chyba coś w tym jest :P

Po chwili mieszkania tutaj zdałam sobie sprawę, że nie jestem już tak wrażliwa na krzywdę innych jak byłam wcześniej. Co tydzień wynosimy worki na śmieci przed dom i firma sprzątająca je wywozi (niestety nie ma mowy o segregacji...) zanim jednak worki zostaną zabrane przez cały dzień kręcą się ciemnoskórzy obywatele, którzy grzebią, przeglądają, może coś zabierają z zawartości a przy okazji wszystko rozwalają na trawniku - wcześniej bardzo mi było ich szkoda, że muszą to robić w nadziei na znalezienie czegoś do jedzenia? ubrania? nie wiem czego jeszcze? ale z czasem kiedy przekonałam się. że często taki sposób życia jest z wyboru, lenistwa i oczekiwania na pomoc zamiast działania, nie przejmuję się tym a przynajmniej staram się tego nie robić. Jak chcą rozrywać worki pełne pampersów, leżące w kilkudziesięcio stopniowym upale - proszę bardzo. Tak dzisiaj potrzebuję nieco żółci wylać dla odmiany, a co :)

Wisienką na torcie będzie fakt, że okazało się, że akt urodzenia naszego syna został źle wypisany, tadaaam :) Nie ma to jak pójść do urzędu, gdzie pracownicy nie potrafią wypisać poprawnie dokumentu, podstawowego dosyć, niezbyt skomplikowanego :)
Ladies and Gentleman This is Africa :)

p.s. Jak uda nam się sprawę szybko wyprostować to jutro ruszamy do Ambasady RP w Pretorii w celu wyrobienia polskiego nr pesel Ignacowi :) Trzymajcie kciuki bo wszystko już (prawie) mamy zgrane :)






poniedziałek, 2 lutego 2015

Plażowanie raz jeszcze i oceaniczny chrzest bojowy :)

Poczatek lutego to dobra okazja aby powspominać wakacje, plażowanie i relaks. Nie wiem jak jest u Was, ale w moim przypadku (o czym już wspominałam nie raz i nie dwa) chwila spędzona nad wodą relaksuje niezwykle. Fajnie byłoby kiedyś mieszkać bliżej wody albo najlepiej nad morzem :) Mogłoby być nawet nienajcieplejsze :)



Dobrze jest tak właśnie zacząć rok!












































^^^
miły widok, fajnie byłoby mieć dwóch takich kawalerów, którzy razem bawią się jak najlepsi kumple, prawda?  :)

























Mój Mąż nie przeżyłby gdyby Ignacy nie skosztował oceanicznej kąpieli, tak więc chrzest bojowy, symboliczny (zamoczenie nóg na razie) miał miejsce. Było trochę płaczu (u syna) ale i zadowolenie (u taty). następnym razem będzie i prawdziwa kąpiel :)


Jak patrzę na te zdjęcia, które zrobione były zaledwie kilka tygodni temu, nie mogę się nadziwić jak bardzo Iggi się zmienił, urósł i zmężniał! niesamowita różnica...