środa, 29 lipca 2015

Białe złoto - sól prosto z Afryki








Odwiedziliśmy ostatnio miejsce niedaleko Bloemfontein, gdzie za dawnych czasów wydobywano białe złoto a mianowicie sól. W wodach podskórnych Free State znajduje się sporo solanki, czyli nasyconego roztworu soli kuchennej. Do jej wypompowania na powierzchnię potrzeba jednak sporo energii. W wielu kopalniach soli uniknięto tego problemu schodząc pod ziemię i tam fizycznie odrąbując kawały soli ze znajdującego się tam depozytu mineralnego. Tutaj nie zdecydowano się na taki krok; w zamian wykorzystano energię wiatru. Ukształtowanie terenu sprzyjało; teren jest płaski a w okolicy nie występują lasy (ech, nawet na grzyby nie da się pójść...), wiec wiatr ma się gdzie rozpędzić. Dmucha wtedy w pióra wiatraków rozsianych po okolicy i wypompowuje na wierzch wodę. Dziś ma to ogromne znaczenie dla napajania bydła prażącego się w afrykańskim słońcu, a kiedyś właśnie było przydatne do pozyskiwania soli. Wypompowana solanka przetaczana była do płytkich ale dużych powierzchniowo basenów wykopanych specjalnie do tego celu. Woda miała odparować, pozostawiając sól w postaci kryształów. Teoretycznie można taką operację wykonać znacznie szybciej podgrzewając solankę za pomocą ognia – jak w Wieliczce gdzie sól z żup warzono - ale znów – byłoby to bardzo energochłonne. Dlatego ponownie Afrykanerzy postanowili wykorzystać odnawialna i darmowa energię słoneczną. Słońce podgrzewało ciecz powoli, podmuchy wiatru zabierały opary sponad basenu ułatwiając odparowanie kolejnych porcji wody (równowaga ciecz-para, pamiętacie z fizyki? Bardzo interesujące). Proces zajmował od kilku do kilkunastu dni, ale za to jakość kryształów była wysoka. Inna bowiem zasada z fizyki mówi wprost – im dłuższy czas krystalizacji tym lepsza jakość kryształu (dla związków trwałych, a takim niewątpliwie jest chlorek sodu czyli sól kuchenna). 








I tak społeczność mieszkająca w Soutpan* stała się bardzo zamożna. Kiedy sól pojawiająca się na naszych stolach przestała już być solą pozyskiwaną metodami tradycyjnymi, pociągnęło to za sobą spadek jej ceny. Społeczność w Soutpan mocno podupadła. Dziś można się przejść uliczkami miasta które wygląda jak z jankeskiego westernu – dwie ulice na krzyż, w ‘centrum’ bank, knajpa i sklep a wszystko to cały czas zabudowa drewniana. Sól w Soutpan jest otrzymywana metodami tradycyjnymi do dziś. W smaku jest nieco gorzkawa; wskazuje to na wysoką zawartość magnezu, który jest bardzo ważnym mikroelementem wspomagającym gospodarkę mineralną organizmu. Wysoka zawartość innych jonów ma znaczenie tonizujące oraz jest przyczyną turkusowego koloru basenu solanki przedstawionego na zdjęciu. Współcześnie sól ta głownie traktowana jest jako ciekawostka, sprzedawana w sklepach wegetarianom i innym hipsterom.

























* soutpan po polsku znaczy dosłownie "słona miska, niecka"

poniedziałek, 27 lipca 2015

IGNACY I PRZYJACIELE: Przyjęcie urodzinowe Diana :)


Witam Was w nowym tygodniu! U nas zima trwa. Temperatury minusowe w nocy rządzą w najlepsze, ale my się im nie dajemy i staramy się skupiać na tych słonecznych momentach. Pozytywnych. Do takich niewątpliwie należało przyjęcie urodzinowego Diana, na którym byliśmy już chwilę temu, bo 2 tygodnie. Przez nasze przeziębienia i inne zawirowania nie miałam jeszcze okazji pokazać Wam jak teraz wyglądają nasze, hihi, imprezki :) A przynajmniej te pierwszourodzinowe :) Motywem przewodnim przyjęcia były kurczaczki, w nawiązaniu do afrykanerskiego przysłowia mówiącego o tym jak pisklę zmienia się w kurczaka, trochę "nie brzmi" to po polsku :) No więc były kurczaczki, wszędzie, na torcie, muffinkach, prezencikach i balonach :)

 Bo na każdego małego gościa czekał właśnie prezencik :) Iggi dostał kurczaczka napoleona ;)



 " Ignacy,
    Dziękuję, że świętujesz ze mną moje pierwsze urodziny,
    Dian"





Były zabawy wewnątrz i na świeżym powietrzu :)








No i nasz jubilat! Dian w środku :) Same blondyny te lokalne chłopaki, te afrykanerskie oczywiście :)




























Dobrego tygodnia Kochani!!


niedziela, 26 lipca 2015

29 - 30/52 & 9 MIESIĘCY !!!



"a portrait of my child, once a week, every week in 2015"






























Tak!! 9 miesięcy! Niesamowite! Mamy: 3 zęby i dalsze w drodze, śmiechy, "rozmowy", siedzenie jak zawodowiec, przemieszczanie się: do tyłu - od dawna; do przodu - od tygodnia, raczkowanie profesjonalne - od kilku dni, prostowanie nóżek, stawanie przy kanapie i w łóżeczku!!! Coraz mniej spania w ciągu dnia i nie za dużo w ciągu nocy! Dobry apetyt i zamiłowanie do kabanosów :) Ale też niezmiennie cudowny uśmiech i piękne oczka <3



środa, 22 lipca 2015

ZASMARKANI TEJ ZIMY. PO RAZ DRUGI.

























Trudny poprzedni tydzień za nami, przeziębieniowy, zakończony miłym weekendem wśród znajomych i przyjaciół. Tym razem pierwszy rozchorował się mąż, wyjątkowo, bo bardzo rzadko zdarza się, aby Jaś poległ w tym temacie, zazwyczaj on jest tym bardziej odpornym na wirusy i gile -silniejszym ode mnie. Zachorował też nas synek, po raz drugi w ogóle i po raz drugi tej zimy. Nie poważnego na szczęście, ale z gilami walczymy do dzisiaj. Tak więc czas płynął nam na nieprzespanych nocach, zmęczeniu i ogólnym osłabieniu. Od jakiegoś czasu nasz synek śpi dużo gorzej niż przedtem, budzi się częściej, a co za tym idzie ja też nie mam za dużo snu w ciągu nocy, dlatego też nad ranem - a pobudka definitywna następuje 6-6:30 - Jasiek przejmuje stery. Chłopaki razem zaczynają dzień, rozpalają w kominku, bawią się, Iggi je śniadanko (Mąż zazwyczaj czeka na mnie) jak jest w miarę ciepło to idą na dwór. Tak nawet zimą czasami poranki są rześkie i fajne, niezbyt zimne...  A wtedy ja mam ekstra godzinę lub dwie snu!! Czasami te 2 nieprzerwane godziny snu ratują mi życie i dodają energii na cały dzień, czasami są po prostu chwilami porannej rozpusty ... hmm..

Trudniej jest tym bardziej, że wszelkie syropy, które do tej pory stosowaliśmy z przepisu lekarza, oprócz panadolu, są kosmicznie słodkie, dosładzane w ilościach niesamowitych. Możecie sobie wyobrazić jak ten cukier działa ta młodego człowieka, który nie wie za bardzo co to jest sztuczny cukier, pije tylko mleko mamy a wszelkie inne produkty je dopiero od 3 miesięcy! Owocuje to zmęczeniem, niespokojnym i przerywanym bardzo często snem. Rozdrażnieniem i nienaturalnym pobudzeniem. O k r o p n o ś ć!  Na szczęście ograniczamy tego typu specyfiki do minimum i póki co konieczność używania ich była tylko 2 razy! Liczymy, że wraz z wiosną skończą się nasze przeziębieniowe przygody! 

Weekend natomiast był fajny, relaksujący. Dobrze jest na chwilę zmienić otoczenie. Zwłaszcza, jeśli odpoczywa się wśród przyjaciół, którzy mogą pomóc w opiece nad dzieckiem. Ważne jest to zwłaszcza, ze na co dzień jesteśmy sami. Bywa wyczerpująco :) 

Cóż, czekamy już wiosny. Lubimy przebywać na dworze a teraz nie zawsze jest to możliwe. Jeśli jest to trzeba zakładać warstw kilka ubrań a Ignacy tego nie luuubi :) Co to będzie jak przyjdzie nam mieszkać gdzieś, gdzie zima równa się śniegom po kolana przez kilka miesięcy, hehe :) potem będziemy o tym mysleć!

Tymczasem, dobrego popołudnia Wam życzę!!




poniedziałek, 13 lipca 2015

Wietrzny, słoneczny, fajny weekend za nami, z wizytą na Naval Hill gdzie Ignacy pierwszy raz spotkał zebry :)
























Weekend minął nam fajnie, rodzinnie, pogoda dopisała, chociaż było baaardzo wietrznie. Korzystając z niedzieli, wybraliśmy się na lokalne wzgórze, Naval Hill. Oprócz Mandeli i pięknych widoków można tam czasami spotkać zwierzęta. Zebry, antylopy a nawet żyrafy. Tym razem nie było żyraf ale za to widzieliśmy strusie, zebry i trochę rogaczy :) Wpis o naszej pierwszej we troje wyprawie na Naval Hill znajdziecie TU :) A wcześniejszy wpis z Mandelą w tle TU :) 



Wokół pomnika zawsze spotykamy ludzi. Robią zdjęcia albo robią zdjęcia :)

 Podziwialiśmy sobie też widoki, panorama miasta. Ignacowi się podobała ;)

















































Było bardzo wietrznie ale moim chłopakom to nie przeszkadzało! 







































































^^^ Wspomniane zebry i strusie :)














Na terenie Naval Hill od niedawna działa planetarium a w planach jest również otworzenie kawiarni - czekamy z niecierpliwością!! Tymczasem dobrego tygodnia!!!




niedziela, 12 lipca 2015

Celebrujemy chwile ...



... bo to właśnie one liczą się najbardziej. Momenty, fragmenty codzienności, proste przyjemności. Wspólnie spędzony czas, wspólne posiłki, rozmowy, śmiechy. Cudownie jest patrzeć jak nasza rodzina się zmienia. Jak dziecko nas zmienia. Na lepsze. Tak myślę. Wypełnia. Ubogaca. Dodaje energii do działania. Uwielbiam patrzeć jak Moi Mężczyźni razem spędzają czas a jednocześnie co wieczór cieszę się na czas spędzony razem, we dwoje. Od początku naszej znajomości zwracaliśmy uwagę, aby się nie zgubić gdzieś po drodze, aby zawsze mieć dla siebie czas. Bo przecież tak łatwo jest się od siebie oddalić. Znajdą się tysiące powodów, które mogą przyćmić to, co ważne. Zmęczenie, praca, dziecko i wiele wiele innych. Warto dbać o siebie. Polecam. Działa u nas. Zadziała u każdego.