czwartek, 29 października 2015

Dzieje się przedweekendowo!

Dzisiaj witam Was na krótko. Na chwilę. A wszystko to dlatego, że cała nasza rodzina zabiegana jest przedweekendowo. Mąż przygotowuje piwne swoje wyroby na piątek, gdzie to będzie owe trunki sprzedawał na "International Day". Imprezie zorganizowanej przez parafian, aby zebrać fundusze na nasz kościół. Wiele społeczności Bloemfontein (mieszka tutaj bardzo dużo np. Portugalczyków, których rodzice czy dziadkowie się tu osiedlili a oni sami określają siebie jako "South African - Portugese") będzie przygotowywało i sprzedawało swoje rodzime smakołyki. Na pewno będzie kuchnia, portugalska, włoska, nigeryjska no i afrykańska :) Jako polski akcent będzie wspomniane, domowe piwo! Pyyyszne, swoją drogą!! Cały dochód przeznaczony będzie na nasz kościół. Wybieramy się oczywiście tam rodzinnie, wspierać zarówno Męża jak i pozostałe stoiska!




Ja z kolei staram się jak najwięcej rzeczy zorganizować i przygotować na sobotę. Wtedy to po raz pierwszy będę miała swój "stół" na największym lokalnym markecie. W każdą ostatnią sobotę miesiąca, od 9 rano ma miejsce Volksblad Kos & Kunsmark. Biżuteria już zrobiona, czeka na sobotę. Pozostało mi jeszcze zrobić kilka kartek i ogarnąć - nazwijmy to - stronę marketingową :) Wizytówki się tną, naklejki, torebki, cała ta oprawa "graficzno-estetyczna - póki co jest głównie w mojej głowie, dużo pracy, przyznaję, jest ze zrealizowaniem owej wizji :) Dam Wam znać jak poszło i jaki był efekt moich działań. W sobotę, podczas tego samego marketu, odbędzie się konkurs piw kraftowych, więc jak możecie się domyślić mój Szanowny Małżonek tutaj też ma zamiar zadziałać. BR3* startuje ze swoim piwem! Potem natomiast, po południu, Ignacy i ja ruszamy na imprezkę urodzinową, przyznaję, dużo tych maluchów się tu porodziło w okresie wrzesień - listopad. Nieco jesteśmy już zmęczeni. My - rodzice :) Tym niemniej do Mikosa na przyjęcie ruszamy a w niedzielę planujemy już tylko leniuchować!!! 


To co?Widzimy się na markecie???


* o BR3 wktórce :)

wtorek, 27 października 2015

Urodzinowy poranek :)

W ubiegły piątek, 23go października nasz Synek obchodził pierwsze urodziny. Wspominałam o tym wydarzeniu już na chwilę przed tak więc i teraz poopowiadam Wam co nieco o nim i pokażę wam trochę tego naszego "urodzinowego"życia. Wydarzenie to wielkie i ogromy zaszczyt towarzyszyć Ignacemu w takim momencie. Piątkowego ranka obydwoje weszliśmy do pokoju Synka. ucieszył się ogromnie i powitał nas uśmiechem od ucha do ucha ( zazwyczaj jedno z nas rano go wita a drugie jeszcze śpi). To był dobry poranek. Taki nasz. Rodzinny. Potem śniadanko, zabawy do 8 i wyprawa do przedszkola :) Podczas pobytu Jubilata w szkole, załatwiałam jeszcze ostatnie sprawunki przed przyjęciem ale o samej imprezce za chwilę!


czwartek, 22 października 2015

O urodzinach bo to już za chwilę i paczce z Polski. Urodzinowej :)


Co tu dużo mówić, ostatnie dni upływają nam pod hasłem "URODZINY"! "Pierwsze urodziny"! Wydarzenie jedyne w swoim rodzaju :) Przygotowania trwają, w sobotę zadebiutujemy, my - jako rodzice - na naszym pierwszym rodzinnym "kinderbalu"! Tymczasem kilka dni temu, niesamowicie szybko ( po około 3-4 tygodniach) dotarła do nas pierwsza paczka urodzinowa!!!Powoli wraca nadzieja na normalne działanie lokalnej poczty, hmm...  Ciocia Agnieszka i Dziadkowie sprawili nam ogromną radość!!! Może częściowo moja radość była większa niż Synka, ale z samym rozpakowywaniem Iggi miał ogromną frajdę. No bo wiecie, nie wytrzymałam z prezentem do piątku i "rozpracowaliśmy" paczkę wcześniej :) :) :)


 Pełne skupienie. Uwielbiam taką poważną minę!






Za niespodziankę pięknie dziękujemy!!!


wtorek, 20 października 2015

Bellagrand



Źródło: KLIK
Długo niezmiernie zajęło mi doczytanie tej książki i podobnie potem, przez wiele tygodni zbierałam się w sobie, aby napisać o „Bellagrand” kilka słów. Otóż wspomniana lektura jest kontynuacją „Dzieci Wolności”, opowiada historię rodziców Aleksandra, znanego z trylogii „Jeźdźca miedzianego” Paulinny Simons.  Akcja rozpoczyna się tuż po ślubie Giny i Harrego. Poznajemy losy ich małżeństwa, zawirowania, starania o potomka i potem życie we troje w USA. Dowiadujemy się też jak to się stało, że cała rodzina Barringtonów znalazła się w  dalekiej Rosji... Nie zdradzę Wam szczegółów ale powiem, że czytało mi się ową książkę o niebo lepiej niż pierwszą część. Mimo, że nigdy chyba nie spotkałam się z głównym bohaterem, którego tak bym NIE lubiła – myślę, że warto sięgnąć po lekturę, choćby z sentymentu do przytaczanego już „Jeźdźca”. Zachowanie Harolda Barringtona drażniło mnie od samego początku. Nie wzbudził we mnie ani zaufania ani sympatii. Aż trudno sobie wyobrazić, że tacy mężczyźni „się zdarzają”... Bardzo trudno doszukać mi się jakichkolwiek dobrych cech w tym bohaterze. Bardzo. Wszystkie te antypatiowe elementy skutecznie zniechęcały mnie do czytania, ale jak przebrnęłam przez pierwsze hmm.. +/- 200? stron to jakoś dalej poszło i nawet się nieco wkręciłam... Całość określam mianem średniej lektury. Coraz częściej się zastanawiam czy PS nie odcina przypadkiem kuponów od „Tatiany i Aleksandra”?  Z drugiej strony to chyba dobrze, że nie wszystkie powieści kobiece są cukierkowo romantyczne z bohaterami idealnymi, szczęśliwymi życiami i brakiem rozterek ... Tych ostatnich tutaj nie brakuje :)

Jakie inne książki Paulliny Simons polecacie?? Widziałam, że wydano już nową powieść autorki, "Lone star", tylko nie wiem czy dostępna jest już w PL?


czwartek, 15 października 2015

Wiosna kalendarzowa, upały letnie i ogród październikowy.



Mimo, że wciąż kalendarzowo mamy wiosnę - pogoda rządzi iście letnia.Upalnie, sucho, parno! Nie najbardziej sprzyjająco dla naszych zatok i nosów :) Czekamy na deszcz. Oj, czekamy! Ponadto tydzień nam umyka, zaraz kolejny weekend. Zaczynam przygotowania do Ignacowego "kinderbalu" :) Oczywiście potem Wam wszystko opowiem, tymczasem zapraszam Was do ogrodu. Jeszcze zielonego, nieskażonego nadmiarem słońca ...







































xoxo

poniedziałek, 12 października 2015

Nasz weekend i garść refleksji :)


Weekend upłynął nam bardzo szybko i dosyć chaotycznie. W sobotę rano wybraliśmy się na lokalną imprezę, gdzie miałam mieć swoje biżutowo - akwarelowe stoisko, ale natrafiła się burza piaskowa i z planów nici. Całe Bloem zostało opanowane przez piach i wiatr i więcej czasu zajęło nam dotarcie na miejsce, rozplanowanie stoiska niż sam pobyt tam - no i potem powrót do domu. Zmęczeni wróciliśmy i zastało nas już popołudnie, które częściowo, we troje, przespaliśmy :) Na szczęście niedziela była dużo bardziej udana. Był czas i na harce na trawie, na wyprawę do kościoła a potem obiad "na mieście". Poniżej kilka fotek knajpowych. Jedna z lokalnych galerii otoczona jest swego rodzaju jeziorkiem, dlatego też zdecydowaliśmy się tam wybrać. Fajnie było!



^^^ Hmm, oto i dlaczego niezbyt często noszę okulary. Młody Człowiek jest niezwykle nimi zainteresowany i atakuje nie-wiadomo-kiedy!



^^^  Moi Mężczyźni, obydwaj niezwykle poważni :)


^^^ I coś słodkiego, lody z espresso i likierem tiramisu, pyszota!

Podczas tego weekendu dużo rozmawialiśmy o naszym życiu ostatnimi czasy i uświadomiliśmy sobie, że od pobytu w Polsce nigdzie właściwie, poza Bloem, nie wybyliśmy. To bardzo do nas niepodobne :) Po tygodniach chorowania i walki z wirusami obydwoje rzuciliśmy się w wir innych aktywności i najzwyczajniej nie było chwili na  zaplanowanie choćby weekendowego wypadu gdziekolwiek :) Weekendy upływały nam na warzeniu piwa, imprezach urodzinowych, produkcji biżuterii i chwilach dla rodziny, wygospodarowywanych pomiędzy innymi aktywnościami. Zawsze jednak staramy się znaleźć czas na siłownię ( dla Męża) oraz jogę ( dla mnie) no i na wspólne posiłki czy od czasu do czasu spacer! Ostatnimi czasy spacery stały się nieco mniej możliwe, gdyż całymi dniami szaleją upały, ale już bliżej 17tej jak najbardziej są one możliwe. Wkraczamy w ten czas, kiedy poranki są cudownie rześkie i dużo łatwiej bardzo wcześnie zacząć dzień ( u nas 5:30 - 6)! Staramy się korzystać z tych chwil, zanim dzień na dobre się jeszcze zacznie! Wszystko wskazuje na to, że październik również będzie u nas stacjonarny. W planach mamy jeszcze urodziny Synka, będziemy świętować, 3 dni, bo przecież, to nie byle jakie wydarzenie! Do tego mamy 3 inne zaproszenia urodzinowe, "Dzień międzynarodowy" w naszym kościele, gdzie będzie i polskie stoisko a na nim Jaśkowe piwo (!!!) no i tak prawdopodobnie zastanie nas listopad! A tak by się chciało pojechać nad wodę.. Czy Wy też tak macie? Hmm, Morze, ocean, czy rzeka, zawsze działa odprężająco i niezwykle regenerująco, przynajmniej na mnie :) Fajnie byłoby pomieszkać nad morzem, choćby chwilę! Rozmarzam się ...





I kilka jeszcze fotek niedzielnych. Ignacy eksploruje otoczenie! Po naszej wizycie w Primi Piatti okoliczne szyby nadają się to czyszczenia, oj tak! :) 

A Wasz weekend? Czy był udany?

xoxo

sobota, 10 października 2015

Weekend i ciasteczka orzechowo - daktylowe!



Jeśli macie chęć na coś słodkiego, dobrego i domowego - zapraszam Was na ciasteczka! Jedne z moich ulubionych, tym razem orzechowo - daktylowe z płatkami owsianymi! Pyszne i bardzo proste! A oto i przepis!

125 g masła
175 g mąki
1 szklanka drobno posiekanych orzechów włoskich
1 szklanka drobno posiekanych daktyli
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 jajka
150 g  cukru
odrobina soli
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ( cukru waniliowego)

Mieszamy ze sobą: masło (w temp pokojowej) i cukier aż do otrzymania jednolitej masy. Potem stopniowo dodajemy jajka (najpierw jedno i chwile czekamy aż masa się połączy), orzechy, daktyle i mąkę. Nastepnie z ciasta formujemy kulku wielkości orzecha włoskiego i obtaczamy w uprzednio nieco rozdrobnionych płatkach owsianych. (zdjęcie powyżej). Nie robiłam całkowitej miazgi bo potem kawałki płatków super chrupią i nie chciałam aby potem ominęło mnie owe chrupanie :) Wszystko pieczemy około 7 - 10 minut w temp. 200 stopni!

Mówię Wam, pyszota!!!




Dobrego weekendu Kochani! u nas cały dzień szaleje burza piaskowa. 
Piach z kurzem zawędrował już chyba wszędzie!


środa, 7 października 2015

38-41/52 & 11 MIESIĘCY !!!


"a portrait of my child, once a week, every week in 2015"






















Czas nam ostatnio przyspieszył. Tygodnie mijają bardzo szybko i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że już od kilku tygodni nie aktualizowałam cyklu "52 weeks project"! Nadrabiamy więc - zwłaszcza, że Ignacowi stuknęło 11 miesięcy!! Hmm, właściwie bliżej Mu już do pierwszych urodzin, ale nic! W ciągu ostatnich tygodni Wzbogaciliśmy się o kolejnego zęba. Jest już 8 na stanie! Piękne, ostrrre, równiutkie. Lubiące gryźć wszystko i wszystkich :) Raczkowanie opanowane do perfekcji, teraz większa fascynacja jest staniem!! Wszystko wskazuje na to, że w przeciągu najbliższych tygodni nasz Kawaler zacznie chodzić! Póki co przemieszcza się przy meblach lub innych obiektach i wydaje się być bardzo zadowolony ze swojej mobilności! Coraz więcej rozmawiamy;) Ignacy jest mistrzem w wydawaniu różnych odgłosów. Przeróżnych. Oprócz zakończenia przygody z karmieniem piersią, o którym pisałam już TU,  Syn śpi coraz lepiej i dłużej (hurraa!!) - w ostatnich tygodniach zdarzyło się kilka nocy przespanych całkowicie! Cóż to za nowa jakość w naszej rodzinie!! Cieszymy się tą zmianą niezmiernie i poprosimy - "oby tak dalej"!!!

piątek, 2 października 2015

Poranki


Od jakiegoś czasu, a dokładnie od początku września, kiedy to mój syn rozpoczął przygodę szkolną (nie lubię polskiego słowa żłobek, jest jakieś takie, moim zdaniem, dziwne...) znowu więcej się dzieje u mnie dla mnie. Reaktywowane zajęcia, nowe projekty, śniadaniowe randki z Mężem oraz od czasu do czasu kawa z girlfriendami :) wszystko to wprowadziło nową świeżość do mojego życia. I tak, jak bardzo cenię te 10 miesięcy spędzone z synem non stop i z chęcią przeżyję podobną przygodę raz jeszcze, tak bardzo cieszy mnie również ten nowy etap. Nagle poranki w domu również nabierają nowego wymiaru. Zwłaszcza, że coraz cześciej spędzam je poza domem. Wtedy ten jeden lub dwa dni w tygodniu celebruję, przeżywam inaczej! 
Ostatnio dni zaczynamy około szóstej. Kasza, przygotowania do przedszkola, w międzyczasie poranne harce i zabawy z Iggim a potem ... chwila na kawę, maile, plotki fejsbukowe, opanowanie chaosu w mieszkaniu i nagle zorientowanie się, że już 11 i bliżej południa. Lubię. Polecam. Hmm ...