piątek, 22 lipca 2016

Nasz muzyczny debiut :) Z Bloemfontein do Polski !!!

Jakiś czas temu wpadliśmy na pomysł aby przygotować nietypową niespodziankę naszym mamom na dzień matki. Padło na wyśpiewanie stosownej do okoliczności piosenki. Potem okazało się, że kolega kolegi posiada małe, ale bardzo przytulne i dosyć profesjonalne jak na nasze wymagania studio, więc tylko się utwierdziliśmy w przekonaniu, że ... czemu nie!?! Na piosenkę zdecydowaliśmy się dosyć tradycyjną, nieco może rzewną, ale za to słowiańską w klimacie pt. "Matko moja ja wiem" :) Potem przystąpiliśmy do działania: najpierw gitarę i wokal nagrał Małżonek a potem "dograłam" swoją partię ja! Mówię Wam ile mieliśmy zabawy przy tym całym projekcie!!! Polecam każdemu, kto lubi śpiewać! Zupełnie jest inaczej kiedy nuci się coś pod nosem, albo gra i śpiewa w domu, tak jak my to często robimy, a inaczej kiedy można siebie usłyszeć tak bardziej profesjonalnie i co więcej, wyciąć co nieco jeśli ma się taką ochotę! 



Potem sobie dorzuciliśmy prezentację z naszych zdjęć, z założenia w porządku chronologicznym :) Trochę tu i ówdzie poucinał nam zdjęcia You Tube ale i tak, moim zdaniem, wyszło fajnie! W samej prezentacji swój udział miał Jaśka siostrzeniec, za pomoc bardzo dziękujemy!!!

Co więcej, podczas prezentacji, czyli już prawie 2 miesiące temu, były łzy wzruszenia i radość i przede wszystkim niespodzianka odpowiednia czyli nasz zamysł się powiódł!! A i jeszcze, w międzyczasie, z racji sentymentu do naszego wschodu, jedną ze zwrotek wyśpiewaliśmy sobie po ukraińsku, a co :) 

Dobra, to tak słowem wstępu. A sam materiał tu:


Zapraszam i dobrego weekendu Wam życzę!!!

czwartek, 21 lipca 2016

#boysmommy

Z zapisaniem tych kilku, może nieco chaotycznych myśli, nosiłam się już dawno, nawet gdzieś na brudno (czy tak się jeszcze mówi?) zapisałam co nieco i potem nie mogłam tego znaleźć ... Ale te myśli wciąż gdzieś się w głowie  kłębią, być może zajmując miejsce innym, równie istotnym, które z racji braku tego wolnego miejsca, nie mają szansy rozkwitnąć.. albo może, mimo, że już trochę okrzepły i nie wzbudzają takich emocji jak na początku, to i tak powinny pójść w świat? Nie wiem, ale czuję, że warto przelać je na papier, choćby ten wirtualny!

Od dawna, albo może odkąd w moim życiu pojawił się Ignacy czułam, że moim powołaniem, albo jednym z powołań w życiu jest być mamą chłopców. Kiedyś marzyłam o dziewczynce i kiedy po wielu latach "dostałam" siostrę byłam przeszczęśliwa, że wszelkie te dziewczęce uczucia mogłam na nią przelać ( a wiecie, wcześniej "dostałam" trzech!!! braci). Malowanie paznokci, czesanie, ubieranie w falbanki i ponad wszystko rozpieszczanie ... cudowny czas! Potem, kiedy oczekiwaliśmy na Ignacego, wiele osób mówiło, że będzie dziewczynka i chyba nieco uległam tym głosom bo potem, kiedy poznaliśmy płeć, byłam zaskoczona. Te chłopięce myśli - chyba poszły w chwilową odstawkę. Potem, po oswojeniu się z faktem, że spodziewamy się SYNA coraz bardziej i bardziej cieszył mnie ten fakt. Fakt, że będę miała już dwóch mężczyzn w domu!! Byłam zafascynowana modą dziecięcą, wszelkimi chłopięcymi akcesoriami i ogólnie czułam, że to TO! i się sprawdziło!

Uwielbiam, nadal, dziewczynki i lubię podglądać zarówno jak rosną u znajomych jak i też u moich ulubionych np. instagramowych, wirtualnych "koleżanek" :) I chyba póki co to mi tyle "różu" wystarczy ... (nie no z tym różem to wcale nie jest tak źle !!! Moda dla młodych dam zachwyca, sama niejedną kieckę bym przygarnęła :) ) Potem z wielką radością wracam do mojego chłopięcego świata! 

No więc kiedy przyszło do oczekiwania na drugie nasze baby i obsypał mnie ogrom pytań o dziewczęce klimaty, w pewnym momencie bardzo mnie to już nużyło, wręcz przerastało chwilami. No bo co to za pytanie "masz nadzieję na parkę, prawda?", ""znowu chłopak, oooo to musicie mieć trzecie dziecię, co by było dziewczęciem"... i wiele mniej lub bardziej delikatnych uwag. nie rozumiem, dlaczego i w czym parka (cóż za określenie tak btw) ma być lepsza od dwóch dziewczynek lub dwóch chłopców? Albo trzech? Myślę, że to całkowicie normalne, że nie każdy marzy o córce, albo ktoś kto ma już trzy - cieszy się z czwartej, tak jak jedna z moich koleżanek tutaj.

Od początku bardzo chciałam, aby ten chłopczyk, którego lada moment poznamy, czuł się wyjątkowy. Aby był tak traktowany nie tylko przez nas, ale też przez otoczenie. Aby nawet przez chwilę nie był w cieniu swojego Starszego Brata i nie by tym kolejnym, bo nie był od początku i nie będzie! Będzie i już jest - równie wyjątkowym chłopcem jak Ignac, naszym skarbem, który już bardzo dużo wniósł do naszej rodziny i wierzę, że wniesie jeszcze więcej! Tak więc czekamy na Ciebie, nasz Wyjątkowy Chłopczyku!!!

Źródło: KLIK

... all three of them :)

28 & 29/52


"a portrait of my child, once a week, every week in 2016"


Zmęczony po ciężkim dniu, z butlą, na bosaka, gotowy do kąpieli i na najwygodniejszym krzesełku w postaci paczki z papierem toaletowym, mój Ignacy Jan Wspaniały :) Nasz :)

wtorek, 19 lipca 2016

Zaczynamy 39tc. i czekamy na Ciebie Chłopczyku !!!




Zaczynamy 39ty!!!! tydzień ciążowej przygody! Nieustannie mnie zadziwia fakt, jak inna jest ta przygoda od poprzedniej. Będąc w ciąży z Ignacym byłam przekonana, że to będzie ciąża "full term", że nasz pierworodny Syn przyjdzie na świat dokładnie 19 listopada i nawet przez myśl mi nie przyszło, że może być inaczej a że o prawie 4 tygodnie wcześniej to już na pewno nie! Tak więc torba była niespakowana, ja nienastrojona, planów "nieporodowych" dużo aż tu nagle wszystko się zadziało. No, może nie tak super nagle, ale na pewno dla nas super zaskakująco :) Tymczasem teraz jest dużo dłużej, czekaliśmy na ten dzień 36 tygodni i 1 dnia przekonani, że ok, może miniemy ten konkretny ciążowy moment, ale żeby doczekać do 39!?! Chyba zarówno ja jak i Jasiek gdzieś podświadomie liczyliśmy się z wcześniejszym rozwiązaniem. A tu proszę, Chłopczykowi wydaje się być bardzo dobrze tam, gdzie jest i trudno mi do końca rozszyfrować jakie ON ma plany?? Czuję, że ten tydzień będzie dobrym czasem  na powiększenie naszej rodziny i być może jutrzejsza wizyta kontrolna potwierdzi w jakiś sposób moją wizję! O właśnie dostałam kuksańca, więc może jest zgoda ze strony Kawalera :) Tak, myślę, że ten tydzień to dobry czas! Stay tuned :) :) :) 

#boysmommy - jak cudownie to brzmi!!!

  

piątek, 15 lipca 2016

Marynarskie baby shower!!!



Moje baby shower odbyło się już nieco ponad miesiąc temu, ale dopiero niedawno dotarły do mnie zdjęcia robione przez koleżankę. No bo jakoś sama nie miałam do tego głowy a moi panowie, którzy mnie na miejsce dowieźli, w chwilę po rozpoczęciu się całej imprezki, ulotnili się dyplomatycznie, no bo to damska impreza jest, była :). Tematyka marynarska, wpisała się idealnie w owe sobotnie, na prawdę zimne i wietrzne przedpołudnie. Niewiele się pomylę, jeśli powiem, że był to jeden z zimniejszych dni w tym roku. Wywiało nas porządnie ale i tak było bardzo fajnie, miło i wzruszająco! Wszystko przygotowane było w czerwono-niebiesko-białych barwach, w takich też kolorach zrobione było zaproszenie (klik). 




Po części powitalnej przyszła pora na otwieranie i oglądanie prezencików. Dostaliśmy (chłopiec i ja) dużo cudnych rzeczy. Ubranka zimowe, akcesoria, pieluchy i chuseczki (tych nigdy za wiele) – ale też ręcznie dziergane kocyki, poduchę do karmienia, z której się baaaardzo cieszę, bo do tej pory używałam (a używałam dużo) pożyczonej. Wszystkie prezenty wyjątkowe! Niektóre z pewnością będą w codziennym użytku!! Bardzo to był wyjątkowy dzień! Dziękuję <3


Marynarskie nakrycie głowy, obecnie eksploatowane przez Ignacego :)


Więcej tego wyjątkowego albumu pokażę przy innej okazji. W każdym razie zrobiła go moja dobra koleżanka Tina, mistrzyni scrapbookingu. I to dwa egzemplarze, dla obydwu moich chłopców !!!  :)

I jeszcze grupowa fotka, ekipa niekompletna bo niektórzy musieli wyjść wcześniej, ale i tak miła pamiątka :)

środa, 13 lipca 2016

Bagamoya w słoneczny zimowy dzień!


Od niedawna w Bloem mamy "nowego" Polaka i nie jest to (jeszcze!) nasz drugi Syn. Jest to Adam, który przyjechał do miasta róż na 3miesięczny kontrakt i pracuje w jednej z lokalnych firm. Bardzo było mi miło, kiedy odezwał się do nas jeszcze na chwilę przed przylotem i potem, po chwili zamieszkał w pensjonacie dosłownie rzut beretem od naszego domku! W miarę możliwości staraliśmy się spędzić trochę czasu razem, pobyć, porozmawiać. Ignacy zachwycony kimś innym niż rodzice mówiącym w języku rodziców właśnie - od pierwszej chwili okazał Adamowi bardzo dużo zaufania i przychylności :) W ubiegły weekend wszyscy razem wybraliśmy się do Bagamoya - farmy z ptactwem przeróżnym i co więcej, wielkimi wszelkimi kotami. Jest to miejsce położone w odległości około 30 km od Bloem i aż dziw nas bierze, że do tej pory sami tam nie zawędrowaliśmy! Musiał do nas rodak zawitać, który miejsce odkrył i najpierw sam się tam wybrał, wybawił z lwami i tygrysami i potem namówił na wyprawę nas! Tak, bo tam można sobie poprzebywać z różnymi zwierzami. My akurat zdecydowaliśmy się na spacer i wygrzewanie na słońcu a i tak było bardzo miło. Ignacy dostał też wiaderko z ziarnami do karmienia ptactwa, ale zainteresowany był ... hmm, średnio :) Cieszę się, że mogliśmy spędzić razem tak przyjemne przedpołudnie, zwłaszcza, że okazuje się, że kontrakt został skrócony i nasz nowy kolega niedługo Bloem opuści. 






Nie tylko ptactwo i koty ale też i żółw się znalazł :)

Chwila odpoczynku i eksperymenty z kaszkietem Taty! Uwielbiam Gościa!!!

 Ignac i gepart. Ech, ta blond czupryna!!


Fajny czas, wygrzeliśmy się na słońcu za cały tydzień! Poprosimy o więcej takich dni!!!

poniedziałek, 11 lipca 2016

4 lata w Bloemfontein!

Cztery lata naszego pobytu tutaj minęły tak na prawdę 1 maja, ale jakoś ostatnio dosyć często towarzyszyły mi refleksje i przemyślenia różne na temat zarówno samego miasta jak i naszego w nim mieszkania. 




Od początku Bloem dla wielu nie było i nie jest destynacją oczywistą. Dlaczego tam? Tutaj? Dlaczego nie Joburg, tam się przecież robi kasę, albo chociaż taki kosmopolityczny Kapsztad? Tak widocznie było dla nas pisane. Aby znaleźć się w najzimniejszym niemalże miejscu w RPA, mniej oczywistym, dosyć suchym i ogólnie klimatycznie ekstremalnym. I tutaj rozpocząć naszą przygodę, znaleźć dom i sobie być i żyć. Na początku specyficzny, nazwijmy to konserwatywny klimat tego miasta jak i całego regionu traktowałam jako coś nie do końca pozytywnego. Męczyło mnie takie mało otwarte na nowości podejście. Potem jednak przekonałam się, że taki stan rzeczy może być ogromnym plusem!  Bo dzięki temu wciąż jest przestrzeń do działania, kreowania, do nowych projektów i biznesów (chociaż z tym ostatnim obcokrajowcy nie mają łatwo!).  

Z wielką przyjemnością stwierdzam, że coraz więcej się tu dzieje, kulturalnie, towarzysko, klimatycznie. Powstają coraz to fajniejsze knajpki, lokalne inicjatywy typu bazarki z lokalną, fajną, eko-żywnością. Mimo, że jesteśmy tu już dłuższą chwilę,zaskakuje mnie Bloem różnorodnością swoich mieszkańców. Ostatnio, zupełnym przypadkiem dowiedzieliśmy się, że właścicielkami pensjonatu - dosłownie po sąsiedzku - na tej samej ulicy, 2 minuty spacerem z wózkiem - są dwie panie z Białorusi! Svetlana i Masza. Mama i córka, które przyjechały tutaj 10 lat temu. Ach jak miło poczuć się prawie jak w ojczyźnie :) Do tego Talmira, dziewczyna mniej więcej w moim wieku, z Kazachstanu, która od mieszka tu kilka lat i od jakiegoś czasu produkuje pyszne sery i inne wyroby mleczne. Hitem jest ser typu oscypek! Co jak co ale takich smaczków się na południu afryki nie spodziewałam! 



Oczywiście wraz ze zmianami jakie zachodziły i zachodzą w naszej rodzince - odkrywamy miasto na nowo. Na początku Bloemfontein było po prostu dobrą bazą wypadową do wszelkich wojaży. A podróżowaliśmy, zwłaszcza przez pierwsze dwa lata pobytu sporo... Stopniowo rozwijał się też etap zawiązywania coraz to ciekawszych znajomości.  Wtedy miasto było tłem. Tłem do spotkań przy kawie i imprez ale też to tutaj, w totalnie różnych kręgach poznawaliśmy ludzi! Czasami aż sama się dziwię w jak różnych miejscach przyszło mi poznawać przyszłych znajomych i przyjaciół. 

Teraz, kiedy z oczywistych względów żyjemy nieco bardziej stacjonarnie, mamy szansę odkrywać Bloem pod nieco innym kątem, bardziej skupiać się na tym, co miasto oferuje na bieżąco. I tak też jest bardzo ciekawie. Nienachalnie, ale się dzieje! Markety, markeciki, wiem o nich coraz więcej gdyż do niedawna starałam się bywać regularnie z moją biżuterią i akwarelami. Zima, lato, są na okrągło. Tu wciąż jest przestrzeń na to, co w europie jest już rozkręcone na maksa - np. piwo kraftowe. Podczas gdy w Polsce rewolucja już daaaawno się zaczęła - tutaj, zwłaszcza we Free State, czyli w prowincji gdzie mieszkamy, jest jeszcze dużo do zrobienia w temacie. Jeśli ktoś chce oczywiście, a my chcemy!!! Poczynione są już nawet w tym kierunku pewne kroki o których opowiem za chwilę! Do tego też sieć znajomych, w większości już dosyć dobrze znanych. Takich, z którymi spotykamy się mniej lub bardziej regularnie. Dobrych. Bliskich. Ale też tak jak wspominałam powyżej, są nowi! Równie ciekawi i inspirujący!!! Jest dobrze. Jest nam tutaj dobrze.

Oczywiście można by ponarzekać, a to, że klimat suchy (co daje się we znaki), a to, że do Polski daleko, że nie ma H&Mu i że poczta działa, hmm... różnie, a to, że nikt z Polski nas nie chce odwiedzać i znalazłoby się jeszcze wiele "i" ... ale nie o to chodzi! Bo Bloem to teraz "nasze miejsce" i wszystko wskazuje na to, że jeszcze naszym przez chwilę pozostanie! Bo przecież, "dom twój tam, gdzie serce twoje" :)

niedziela, 10 lipca 2016

24 - 27/52 & 20 MIESIĘCY !!!


"a portrait of my child, once a week, every week in 2016"

































Chłopiec rośnie, z każdym dniem staje się coraz bardziej rozgadany! Uwielbiam ten jego język jak również wszelkie rozpoznawalne już ogólnie słowa, głównie polskie i afrikaans :) Ostatnio zadebiutował też w temacie wydostawania się ze swojego łóżeczka czym mnie ogromnie zadziwił. Zrobił to w nocy, bezszelestnie, po czym stał przy drzwiach wołając "mamaaaa", "tataaa". W śśrodku nocy, dodam, totalnie rozbudzony i gotowy do zabawy :) Tak, ostatnio mamy sporo nocnych atrakcji. Myslę, że są one spowodowane faktem, że Ignacy wyczuwa, że nadchodzi zmiana, COŚ się dzieje. Bardzo pilnuje, aby obydwoje rodzice byli blisko :) Trochę też (podobnie jak mama) walczy chłopiec z alergią i co za tym idzie ciągłymi gilami, ale zastosowaliśmy niedawno nowe rozwiązania i mamy wielką nadzieję, że druga część zimy będzie już dla I. dużo łaskawsza! Ignacy uwielbia książeczki, powoli wkręca się w malowanie. Jest mistrzem budowania wież z klocków i bardzo lubi świnkę Peppę oraz Kubusia Puchatka! Oglądamy też wspólnie czasami Krecika i nowoodkrytego "Shawn the sheep", póki co rodziców ta ostatnia bajka rozśmiesza bardziej niż naszego krasnoludka, ale to nic :) Zanim się obejrzymy stuknie 21 miesięcy i Ignacy będzie Starszym Bratem!! Będzie się działo!!



wtorek, 5 lipca 2016

"JAK ODDECH" - Małgorzata Warda



źródło: KLIK
Dawno nie czytałam tak wciągająco napisanej powieści i jednocześnie dawno polski autor nie zachwycił mnie tak swoim piórem. Przyznaję, do rodzimych pisarzy podchodziłam, hmm, niezbyt przychylnie, do większości bynajmniej. Cóż, może o prostu dawno nie natrafiłam na nikogo godnego uwagi? Przyszła pora na zmiany! Z 5 ostatnio przeczytanych książek – autorami 4 są Polacy, nieźle, uważam !

Fajnie napisana, trzymająca w napięciu opowieść. Pod koniec poczułam odrobinę niedosytu, gdyż zakończenie można interpretować na różne sposoby a ja jestem romantyczka I chcę tylko happy end :) Ale i tak bardzo warto! Polecam!

strona www autorki TUTAJ :)

piątek, 1 lipca 2016

INSTAGRAMOWE PODSUMOWANIE - CZERWIEC 2016


Nasz czerwiec to zima, baby shower, 
co nieco rodzinnych migawek, spotkań towarzyskich, dobrej lektury, 
prezencików miłych i zdjęć brzuszkowych, ale przede wszystkim
 oczekiwanie na #babynr2onthe way!!!




IGNACY I PRZYJACIELE: Drugie urodziny bliźniaczek :)



Dawno już nie pojawił się wpis opisujący towarzyskie życie naszego pierworodnego :) A trzeba przyznać, że Ignacy to bardzo towarzyski chłopiec i mimo, że jeszcze często bawi się "obok" innych dzieci a nie z nimi, to towarzystwo uwielbia! Na najbliższą sobotę mamy zaplanowane podwojne urodziny Diana i Marli Mari a tymczasem kilka fotek z poprzedniej imprezki. Drugich urodzin dobrych koleżanek Iggiego, Laure i Elizme to bliźniaczki, wnuczki naszych gospodarzy. Siłą więc rzeczy maluchy spędzają ze sobą sporo czasu i cudnie na siebie reagują (piski i ekscytacja za każdym razem gdy się widzą!) Słodki widok. Imprezka była 'królikowa". Jak widać na zdjęciu powyżej kolory iście dziewczęce królowały :) A zdjęcie poniżej z kolei pokazuje Ignaca w gotowości do zasiąścia do stołu! Do biesiadowania nie trzeba chłopaka długo namawiać! 




Inna sprawa, że jak już się kawaler przysiadł to tortu!!! to trochę czasu zajęło nam odciagnięcie go od jednego z lukrowych królików z zieloną masą, a'la trawą! Cóż, niektóre sytuację imprezowe trudne są do uniknięcia, ale chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego większość takich słodkości musi być tak przeraźliwie i nienaturalnie słodka? Ale, były też inne smakołyki w tym kanapeczki dla maluchów i burgery dla rodziców :)

 Ale jak już udało się wyrwać kawalera od stołu to mogliśmy skorzystać z innych atrakcji. Były gry, spacery i zwierzęta! A ten kolega wyjątkowo przypadł nam do gustu!





Tak, bo my we dwoje też tam byliśmy, chociaż na zdjęciach się nie ujawnialiśmy  :) :) :)