5:10. Pobudka i poranne refleksje na koniec (prawie) roku :)




Trwa przerwa świąteczna. W domu jest mąż - bo uniwersytet zamknięty, ale też starszy syn - gdyż szkoła również ma przerwę świąteczno-noworoczną. Zauważam też pewną - mam nadzieję, że nie wakacyjną prawidłowość - mianowicie nasz pan Frankowski upodobał sobie wstawanie o dosyć nieludzkiej, uważam, porze! Codziennie już przed piątą, po kolejnym z nocnych karmień, chłopiec jest już super obudzony, wyspany i gotowy do zabawy!!! Gorzej, hmm, z rodzicami! 

Och, jak ja lubię mój sen! Wie też o tym małżonek, który kosztem swojego spania, od dwóch już tygodni codziennie rano ( czyt. +/- o piątej) zaraz po karmieniu, zabiera chłopca i razem, w innym pokoju, urzędują godzinę, dwie .. aż jest pora  na kolejną porcję mleka i potem drzemkę..  Dzisiaj jednak ja postanowiłam przejąć poranną wartę i wiecie co!? Mimo cudownego rześkiego poranka, spacerów po ogrodzie i zielonej herbaty - oczy mi się same zamykały! Szybko więc porzuciłam plany tak wczesnego rozpoczęcia dnia i już o 7.30 jak tylko Frankowski odpłynął sennie, wskoczyłam pod kołdrę! A plany aby energetycznie i wcześnie, najlepiej jeszcze zanim dzieci wstaną (!?!) mam. Najwyraźniej jednak poczekają one jeszcze, hmmm ... , kilka miesięcy :)

Dobrej środy, wyspanej, mam nadzieję !!!

Komentarze