środa, 7 grudnia 2016

Ogród letni.



Mimo ogromnego, gigantycznego gradu, który zawitał w chwilę po naszym powrocie  z Polski, czyli już ponad miesiąc temu, ogród ma się nieźle. Na początku myślałam, że już nic nie odżyje. Że drzewa pozostaną bez liści, że całe lato nie będzie kwiatów i wszystko zmarnieje, bo tak to się po tej nawałnicy gradowej prezentowało!!! Na szczęście tak nie jest i nadal mamy piękne nasze otoczenie. Chowamy się tam często od słońca, mamy razem z chłopakami swój ulubiony kącik. Franek obserwuje liście a Ignacy eksploruje schodki i wszelkie zakamarki ogrodowe. Jest cień i jest zielono! 





Ignacy uwielbia swój szkolny plecak. Codziennie rano dzielnie go zakłada sobie na plecy a jak mu się nie chce to ciągnie go po ziemi :) Plecak sporo przeżył i chyba niedługo będziemy musieli poszukać innego. Tylko czy inny też będzie taki ulubiony? 







Dobrej środy Kochani!!!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

MAMA i SYN



Uwielbiam tego już czteromiesięcznego chłopca. Za śmiechy, chichy, za piękne oczka i za to, że dzięki niemu znajduję w sobie ogromne pokłady spokoju. Dziękuję Ci, że jesteś Franulku :)

sobota, 3 grudnia 2016

Sukienkowo.


To chyba już tak jest, że jak się chwilowo czegoś nie może to wtedy najbardziej się tego chce! Tak więc przy karmieniu piersią, kiedy "szybki dostep" jest jak najbardziej wskazany - ciągle chce mi się eksperymentować z sukienkami ze wspomnianym dostępem utrudnionym :) Tzn. mały dekolt, brak guzików, suwaków itp. Ale, przecież to tylko etap i to coraz fajniejszy, więc póki co podzielę się w Wami kilkoma inspiracjami :) Podobają mi się kiecki koszulowe i tutaj akurat problemu nie ma no bo są guziki ale też coraz bardziej podobają mi się sukienki oversize... I chociaż nie wiem czy są one dla mnie to lubię oglądać jak inne panie w nich wyglądają i może pewnego dnia sama się skuszę :) Enjoy!


Jeans! Zawsze w modzie! Podobnie chyba jest z kratą, nie sądzicie?




Dobrego weekendu !!!

p.s. Wszystkie zdjęcia pochodzą STĄD :)

wtorek, 29 listopada 2016

Aby w codzienności nie zapomnieć co ważne...



Zawsze uważałam siebie za osobę, która potrafi cieszyć się z codzienności, z drobnych przyjemności. Za osobę, która zawsze (albo prawie...) potrafi dojrzeć coś dobrego w otoczeniu, w każdm dniu, w każdej sytuacji. Optymistkę.

Ze smutkiem doszłam do wniosku, że przez ostatnią chwilę tej radości było u mnie jakoś mniej. Czułam, że coś jest inaczej, że coś się zmieniło, tylko jakoś w całym codziennym wirze, nie udawało mi się znaleźć chwili aby o tym porządnie pomyśleć i temat przedyskutować z mężem. Bo kto lepiej niż On widzi co się ze mną dzieje. Widzi i często dużo lepiej niż ja, albo zanim jak to zrobię, potrafi nazwać pewne sprawy.  

Chyba po raz pierwszy w życiu zaczęłam, w sumie bezpodstawnie, martwić co będzie dalej. Jak będzie dalej z pracą? Co i gdzie ze sobą zrobić? Jak robić więcej kiedy nie ma sił? Dlaczego nikt mnie nie odciąży przy dzieciach? Nie wpadnie i nie powie „idź i zrób coś dla siebie a ja zajmę się Frankiem” J i wiele wiele innych ...

Przyczyn takiego myślenia widzę kilka.

Czasami spotykamy i dzielimy się myślami z różnymi ludźmi i potem to, co od tych osób słyszymy nie dość, że nie poprawia nam nastroju to jeszcze zasiewa ziarno powątpiewania, zregygnowania i niepewności. Zazwyczaj, myślę, nie dzieje się to celowo. Tylko my jako ludzie żyjemy po prostu różnie od siebie. W co innego wierzymy, mamy różne relacje z ludźmi. Nasze związki są różne i kontakty z dziećmi też. Myślę, że często nasze „rady”, są po prostu takie jak nasze życia. I nie zawsze będą dobrymi radami dla innych.  Z czasem nauczyłam się – albo i wciąż uczę – rozpoznawać takie osoby i inaczej podchodzić do ich słów. Po chwili zauważam, że nie dążę do częstych spotkań. Tak po prostu.

Inną z przyczyn było i jest, zapętlenie się w codzienności. Przewidywalność i nieprzewidywalność jednocześnie, dni. Że przy opiece nad takim maluszkiem, wszystko dzieje się według pewnego rytmu (karmienie, zmiana pieluszki, trochę zabawy i drzemka) i kiedy do tego dołożymy 37stopniowe upały i siedzenie w domu bo za oknem skwar, odzywa się we mnie pewnego rodzaju społeczna klaustrofobia. Kończą mi się pomysły na siedzenie w czterech ścianach a jednocześnie na myśl o wyruszeniu gdziekolwiek, odechciewa mi się w przedbiegach. Czasami ta wspomniana frustracja się tak uzbiera, że każdy drobiazg denerwuje. Że dziecko nie chce spać a jak już zaśnie to tylko po moim się ogarnięciu – znowu się budzi! Że nagle wtedy kiedy nie ma jak ich zrealizować to do głowy przychodzą ciekawe pomysły a potem, niezapisane – ulegają zapomnieniu. Że brakuje mi cierpliwości i reaguję hmm... złością? A przecież powód po czasie okazuje się błahy...

No więc podsumowując – koniec z tym. Od zaraz wracam do dawnej siebie. I teraz już na nowo, w każdym dniu będzie coś dobrego do dostrzeżenia! A „powodów” i okazji aby widzieć plusy jest ogrom! Bo przecież Franciszek jest cudownym, roześmianym, czteromiesięcznym chłopcem. Ignacek po powrocie ze szkoły, jak tylko wysiada z auta to krzyczy „Mama”. Wieczorem, przy świeczce ( od komarów J) możemy sobie we dwoje z mężem posiedzieć na dworze, kiedy jeszcze mury oddają ciepło z całego dnia, porozmawiać, poopowiadać o minionym dniu i o każdym kolejnym; że Franek nauczył się łapać za stopę a Ignacy do lodówki zapakował 2 samochody J Że tak fajnie świeci słońce i nowe kwiatki zakwitły. Albo że dzisiaj na naszym płocie usiadł na chwilę nowy ptak. Jest tego wszystkiego trochę!


Nikt nie obiecywał, że życie będzie mijało bezproblemowo. I w sumie to z każdej trudnej sytuacji można wynieść coś dobrego, nawet jak wydaje się, że nie ma wyjścia i wszystko się wali.  Potrzebne jest tylko odpowiednie nastawienie. Bo przecież nie ma tego złego ... a jak jeszcze dołożymy to tego wiarę, że napisany jest dla naszego życia super plan! Czego chcieć więcej?

p.s. I częściej będę sięgała po aparat. Bo o tym też mi się zapominało ostatnio :)


sobota, 26 listopada 2016

Przygoda z hybrydą :)




Dzisiaj tematyka urodowa, w ramach tego bloga, dosyć nowa. Ale zmiany są myślę, pożądane, tak więc zaczynamy. A mowa o paznokciach i o mojej nowej przygodzie z hybrydą! Już od jakiegoś czasu eksperymentowałam tutaj z manikiurem, korzystając z lokalnych produktów. Chodziłam do różnych salonów, wszystkich pracujących na produktach marki Bio Sculpture.

Potem, zainspirowana koleżankami, które same hybrydują, postanowiłam spróbować! Zachęciły mnie też posty Agnieszki Kudeli z bloga „Spod Kocyka”, która o manikiurze pisała TU i TU i TU (a może i jeszcze gdzieś ale te wpisy w kompleksowy sposób opisują jak zacząć swoją przygodę z hybrydą)... Fajny blog J


Podczas pobytu w Polsce zakupiłam „zestaw startowy” plus kilka kolorów i zaczęłam działać. Bardzo lubię mieć zadbane paznokcie. Nawet kiedy w ciągu dnia nie mam czasu na dokładny makijaż a i garderoba pozostawia wiele do życzenia – ciekawy kolor na paznokciach poprawia mi humor i dzięki temu czuję się bardziej kobieco! 

Do tej pory najbardziej przypadł mi do gustu czerwony, różowy i fiolet! W kolejce na eksperymenty czeka też czerń, biel i odcienie pastelowe J Ciekawe propozycje manikiuru znalazłam na portalu KobiecePorady.pl zerknijcie, może i Was coś zainspiruje. Podoba mi się efekt ombre, ale taki stonowany. Może dlatego, że wolę paznokcie o klasycznym, „kwadratowym” kształcie i w raczej spokojniej wersji... Ale znajdziecie tam też nieco bardziej fantazyjne propozycje. Fantazyjne w kolorze i kształcie. To co, kto zaczyna swoją hybrydową przygodę??



wtorek, 22 listopada 2016

"Bialskie Cuda" i Frankowy miś :)



Dzisiaj pokażę Wam odrobinę „naszego” dziecięcego świata a dokładnie misia Frankowego, prezent od Cioci Magdy, za którego serdecznie raz jeszcze dziękujemy! 

Sam miś jest właściwie pretekstem do opowiedzenia o „Bialskich Cudach”, moim odkryciu tegorocznego pobytu w Polsce. Bardzo lubię ręcznie robione zabawki, gadżety dziecięce, dziergane kocyki  i inne akcesoria. Tym większe było moje pozytywne zdziwienie, kiedy okazało się, że takie projekty realizowane są lokalnie,a dokładnie w Białej Podlaskiej, czyli na moim rodzinnym wschodzie :) 

O Bialskich Cudach więcej na ich stronie www i na fb a tymczasem Franek i bialski miś !!!




wtorek, 15 listopada 2016

niedziela.13.listopada.




Ubiegły tydzień był dosyć męczący. Franciszek zdecydowanie częściej ma ochotę na mleko, zwłaszcza nocnie, i po którymś już z rzędu budzeniu wstaje mi się z wielką trudnością a i rano nie jest lepiej :/ mam nadzieję, że to chwilowe i że już lada moment pośpimy sobie dłużej :) Dodatkowo sporo pracuję nad biżuterią i w ubiegłym tygodniu każdą drzemkową chwilę starałam się na takie działania wykorzystać. Czują to też baaardzo moje plecy i ogólna kondycja. W sobotę starałam się nieco zregenerować i chodziłam lekko trzepnięta. kiedy jesteśmy we dwoje w domu jest dużo łatwiej o ekstra godzinę snu i w sobotę takową godzinną drzemkę sobie ucięłam! Super sprawa! Niedziela natomiast minęła nam bardzo fajnie, rodzinnie, relaksująco. Najpierw byliśmy na obiedzie u znajomych a potem czas spędzaliśmy w domu, w ogrodzie, rodzinnie :) Poniżej niedzielne nasze migawki! Zapraszam!





W ciągu dnia jest ostatnio tak gorąco, że chustowanie się u nas nie sprawdza ...Ubolewałam nad tym, ale postanowiłam się już tym więcej nie martwić i za chwilę, jak zrobi się nieco chłodniej, zaczniemy się nosić w nosidle. Na razie Franek na nasze nosidło jest jeszcze za mały, ale mam nadzieję, że jak przyjdzie odpowiedni czas to polubi taką formę bycie blisko mamy! Tymczasem w niedzielne późne popołudnie udało się ponosić tak przez chwilę i było fajnie :)


W niedzielę popełniłam też szybkie ciasto - placek z gruszkami, wg przepisu z Moje Wypieki, bardzo smaczne i szybkie ciacho. Ale jako, że nie miałam cukru pudru to posypałam takim drobnym do wypieków a że mamy od niedawna nowy piekarnik, z którym się dopiero poznajemy, odrobinę za mocno się przyrumieniło :) Ale! I tak wszystkim smakowało!









































Co prawda w chwilę po urodzinach, Ignacy opanował dmuchanie świeczek do perfekcji! Ćwiczy na naszych antykomarowych:) Dobrego tygodnia!!!