wtorek, 29 listopada 2016

Aby w codzienności nie zapomnieć co ważne...



Zawsze uważałam siebie za osobę, która potrafi cieszyć się z codzienności, z drobnych przyjemności. Za osobę, która zawsze (albo prawie...) potrafi dojrzeć coś dobrego w otoczeniu, w każdm dniu, w każdej sytuacji. Optymistkę.

Ze smutkiem doszłam do wniosku, że przez ostatnią chwilę tej radości było u mnie jakoś mniej. Czułam, że coś jest inaczej, że coś się zmieniło, tylko jakoś w całym codziennym wirze, nie udawało mi się znaleźć chwili aby o tym porządnie pomyśleć i temat przedyskutować z mężem. Bo kto lepiej niż On widzi co się ze mną dzieje. Widzi i często dużo lepiej niż ja, albo zanim jak to zrobię, potrafi nazwać pewne sprawy.  

Chyba po raz pierwszy w życiu zaczęłam, w sumie bezpodstawnie, martwić co będzie dalej. Jak będzie dalej z pracą? Co i gdzie ze sobą zrobić? Jak robić więcej kiedy nie ma sił? Dlaczego nikt mnie nie odciąży przy dzieciach? Nie wpadnie i nie powie „idź i zrób coś dla siebie a ja zajmę się Frankiem” J i wiele wiele innych ...

Przyczyn takiego myślenia widzę kilka.

Czasami spotykamy i dzielimy się myślami z różnymi ludźmi i potem to, co od tych osób słyszymy nie dość, że nie poprawia nam nastroju to jeszcze zasiewa ziarno powątpiewania, zregygnowania i niepewności. Zazwyczaj, myślę, nie dzieje się to celowo. Tylko my jako ludzie żyjemy po prostu różnie od siebie. W co innego wierzymy, mamy różne relacje z ludźmi. Nasze związki są różne i kontakty z dziećmi też. Myślę, że często nasze „rady”, są po prostu takie jak nasze życia. I nie zawsze będą dobrymi radami dla innych.  Z czasem nauczyłam się – albo i wciąż uczę – rozpoznawać takie osoby i inaczej podchodzić do ich słów. Po chwili zauważam, że nie dążę do częstych spotkań. Tak po prostu.

Inną z przyczyn było i jest, zapętlenie się w codzienności. Przewidywalność i nieprzewidywalność jednocześnie, dni. Że przy opiece nad takim maluszkiem, wszystko dzieje się według pewnego rytmu (karmienie, zmiana pieluszki, trochę zabawy i drzemka) i kiedy do tego dołożymy 37stopniowe upały i siedzenie w domu bo za oknem skwar, odzywa się we mnie pewnego rodzaju społeczna klaustrofobia. Kończą mi się pomysły na siedzenie w czterech ścianach a jednocześnie na myśl o wyruszeniu gdziekolwiek, odechciewa mi się w przedbiegach. Czasami ta wspomniana frustracja się tak uzbiera, że każdy drobiazg denerwuje. Że dziecko nie chce spać a jak już zaśnie to tylko po moim się ogarnięciu – znowu się budzi! Że nagle wtedy kiedy nie ma jak ich zrealizować to do głowy przychodzą ciekawe pomysły a potem, niezapisane – ulegają zapomnieniu. Że brakuje mi cierpliwości i reaguję hmm... złością? A przecież powód po czasie okazuje się błahy...

No więc podsumowując – koniec z tym. Od zaraz wracam do dawnej siebie. I teraz już na nowo, w każdym dniu będzie coś dobrego do dostrzeżenia! A „powodów” i okazji aby widzieć plusy jest ogrom! Bo przecież Franciszek jest cudownym, roześmianym, czteromiesięcznym chłopcem. Ignacek po powrocie ze szkoły, jak tylko wysiada z auta to krzyczy „Mama”. Wieczorem, przy świeczce ( od komarów J) możemy sobie we dwoje z mężem posiedzieć na dworze, kiedy jeszcze mury oddają ciepło z całego dnia, porozmawiać, poopowiadać o minionym dniu i o każdym kolejnym; że Franek nauczył się łapać za stopę a Ignacy do lodówki zapakował 2 samochody J Że tak fajnie świeci słońce i nowe kwiatki zakwitły. Albo że dzisiaj na naszym płocie usiadł na chwilę nowy ptak. Jest tego wszystkiego trochę!


Nikt nie obiecywał, że życie będzie mijało bezproblemowo. I w sumie to z każdej trudnej sytuacji można wynieść coś dobrego, nawet jak wydaje się, że nie ma wyjścia i wszystko się wali.  Potrzebne jest tylko odpowiednie nastawienie. Bo przecież nie ma tego złego ... a jak jeszcze dołożymy to tego wiarę, że napisany jest dla naszego życia super plan! Czego chcieć więcej?

p.s. I częściej będę sięgała po aparat. Bo o tym też mi się zapominało ostatnio :)


sobota, 26 listopada 2016

Przygoda z hybrydą :)




Dzisiaj tematyka urodowa, w ramach tego bloga, dosyć nowa. Ale zmiany są myślę, pożądane, tak więc zaczynamy. A mowa o paznokciach i o mojej nowej przygodzie z hybrydą! Już od jakiegoś czasu eksperymentowałam tutaj z manikiurem, korzystając z lokalnych produktów. Chodziłam do różnych salonów, wszystkich pracujących na produktach marki Bio Sculpture.

Potem, zainspirowana koleżankami, które same hybrydują, postanowiłam spróbować! Zachęciły mnie też posty Agnieszki Kudeli z bloga „Spod Kocyka”, która o manikiurze pisała TU i TU i TU (a może i jeszcze gdzieś ale te wpisy w kompleksowy sposób opisują jak zacząć swoją przygodę z hybrydą)... Fajny blog J


Podczas pobytu w Polsce zakupiłam „zestaw startowy” plus kilka kolorów i zaczęłam działać. Bardzo lubię mieć zadbane paznokcie. Nawet kiedy w ciągu dnia nie mam czasu na dokładny makijaż a i garderoba pozostawia wiele do życzenia – ciekawy kolor na paznokciach poprawia mi humor i dzięki temu czuję się bardziej kobieco! 

Do tej pory najbardziej przypadł mi do gustu czerwony, różowy i fiolet! W kolejce na eksperymenty czeka też czerń, biel i odcienie pastelowe J Ciekawe propozycje manikiuru znalazłam na portalu KobiecePorady.pl zerknijcie, może i Was coś zainspiruje. Podoba mi się efekt ombre, ale taki stonowany. Może dlatego, że wolę paznokcie o klasycznym, „kwadratowym” kształcie i w raczej spokojniej wersji... Ale znajdziecie tam też nieco bardziej fantazyjne propozycje. Fantazyjne w kolorze i kształcie. To co, kto zaczyna swoją hybrydową przygodę??



wtorek, 22 listopada 2016

"Bialskie Cuda" i Frankowy miś :)



Dzisiaj pokażę Wam odrobinę „naszego” dziecięcego świata a dokładnie misia Frankowego, prezent od Cioci Magdy, za którego serdecznie raz jeszcze dziękujemy! 

Sam miś jest właściwie pretekstem do opowiedzenia o „Bialskich Cudach”, moim odkryciu tegorocznego pobytu w Polsce. Bardzo lubię ręcznie robione zabawki, gadżety dziecięce, dziergane kocyki  i inne akcesoria. Tym większe było moje pozytywne zdziwienie, kiedy okazało się, że takie projekty realizowane są lokalnie,a dokładnie w Białej Podlaskiej, czyli na moim rodzinnym wschodzie :) 

O Bialskich Cudach więcej na ich stronie www i na fb a tymczasem Franek i bialski miś !!!




wtorek, 15 listopada 2016

niedziela.13.listopada.




Ubiegły tydzień był dosyć męczący. Franciszek zdecydowanie częściej ma ochotę na mleko, zwłaszcza nocnie, i po którymś już z rzędu budzeniu wstaje mi się z wielką trudnością a i rano nie jest lepiej :/ mam nadzieję, że to chwilowe i że już lada moment pośpimy sobie dłużej :) Dodatkowo sporo pracuję nad biżuterią i w ubiegłym tygodniu każdą drzemkową chwilę starałam się na takie działania wykorzystać. Czują to też baaardzo moje plecy i ogólna kondycja. W sobotę starałam się nieco zregenerować i chodziłam lekko trzepnięta. kiedy jesteśmy we dwoje w domu jest dużo łatwiej o ekstra godzinę snu i w sobotę takową godzinną drzemkę sobie ucięłam! Super sprawa! Niedziela natomiast minęła nam bardzo fajnie, rodzinnie, relaksująco. Najpierw byliśmy na obiedzie u znajomych a potem czas spędzaliśmy w domu, w ogrodzie, rodzinnie :) Poniżej niedzielne nasze migawki! Zapraszam!





W ciągu dnia jest ostatnio tak gorąco, że chustowanie się u nas nie sprawdza ...Ubolewałam nad tym, ale postanowiłam się już tym więcej nie martwić i za chwilę, jak zrobi się nieco chłodniej, zaczniemy się nosić w nosidle. Na razie Franek na nasze nosidło jest jeszcze za mały, ale mam nadzieję, że jak przyjdzie odpowiedni czas to polubi taką formę bycie blisko mamy! Tymczasem w niedzielne późne popołudnie udało się ponosić tak przez chwilę i było fajnie :)


W niedzielę popełniłam też szybkie ciasto - placek z gruszkami, wg przepisu z Moje Wypieki, bardzo smaczne i szybkie ciacho. Ale jako, że nie miałam cukru pudru to posypałam takim drobnym do wypieków a że mamy od niedawna nowy piekarnik, z którym się dopiero poznajemy, odrobinę za mocno się przyrumieniło :) Ale! I tak wszystkim smakowało!









































Co prawda w chwilę po urodzinach, Ignacy opanował dmuchanie świeczek do perfekcji! Ćwiczy na naszych antykomarowych:) Dobrego tygodnia!!!

środa, 9 listopada 2016

34 - 45/52 - BRACIA :)



"a portrait of my children, once a week, every week in 2016"






Zaległości moje w serii 52 weeks project ogromne! 
Nadrabiam zatem więcej niż jednym zdjęciem!
Moi Chłopcy, cuda moje!
Uwielbiam!

piątek, 4 listopada 2016

Plany, zmiany i piątkowe refleksje :)




Minęły dwa tygodnie od naszego powrotu z Polski. Już się na nowo zaklimatyzowaliśmy, wdrożyliśmy w codzienne tutejsze życie i częściowo w projekty. Niektóre już trwały, tylko na czas wyjazdu zostały wstrzymane - plany browarnicze mojego męża czy też moja produkcja biżuterii. Pojawiają się też i nowe. Mniejsze i większe plany zmian i nowych działań. Ale po kolei ...

Z Polski zawsze przywożę półprodukty do moich biżutów. Fakt że nie są one tutaj dostępne czyni moje produkty jeszcze bardziej wyjątkowe. Chociaż przyznaję, powoli pojawiają się podobne błyskotki ... docierają one nawet do Bloem J Trudno mi było jak dotąd się zorganizować pod kątem tworzenia biżuterii i jak pojawiała się wolna chwila podczas drzemki Franka to było i jest tysiąc innych, ważnych rzeczy do zrobienia, a wieczorami padałam, zmęczona. Ale od poniedziałku zamierzam nieco lepiej wszystko rozplanować i więcej podziałać w tym kierunku, zwłaszcza, że czas przedświąteczny jest idealny na zakup błyskotek, prawda? Przyda się nowy towar! Trzymajcie kciuki J
Podobnie sytuacja wygląda z malowaniem, wieki już nie akwarelowałam, brakuje mi tego bardzo! Chodzi mi po głowie zaprojektowanie kartek świątecznych, więc nie ma co zwlekać! Z doświadczenia wiem, że warto się przełamać i wręcz czasami zmusić do działania, zamiast np. pójść spać. Często wtedy dzieje się magia... tylko co kiedy tak przyziemna potrzeba jak potrzeba snu i regeneracji bierze górę i i chęć fizycznego odpoczynku wygrywa?

Jak już coś nowego się zadzieje w temacie, dam znać! Jest chęć a to już coś, zwłaszcza, że w będąc w Pl, zakupiłam nowe farbki i już nie mogę się doczekać aż je wypróbuję!!!

Z innych zmian domowych, w weekend planujemy przeorganizować nieco naszą sypialnię, będziemy mieć też łóżeczko docelowe dla Franciszka i będę mogła przygotować mu fajny kącik. Podczas wizyty w Pl, nasz Chłopczyk tak bardzo przyzwyczaił się do swojego wozu, że w nim teraz śpi, w dzień i w nocy! Nierzadko zasypia tylko przy bujaniu. A że my jestśmy fanami dzieci śpiących oddzielnie i samodzielnie – planujemy zacząć przyzwyczajać Frania do spania w łóżeczku lada dzień. Spanie dzieci to temat, wydaje mi się, dosyć kontrowersyjny. Ile rodziców tyle teorii. Myślę, że warto do niego wrócić w osobnym poście. W każdym razie, jak juz kącik będzie gotowy, z chęcią go obfotografuję i pokażę tutaj!

Nieco większe zmiany szykują nam się od nowego roku. Nie wszystko jest jeszcze dopięte na ostatni guzik, część istnieje tylko w formie luźnych planów. Jak tylko pojawią się konkrety, podzielę się nimi! Tymczasem, trzymajcie kciuki, aby wszystko się udało i poszło po naszej myśli!
Teraz skupiamy się na najbliższym weekendzie. Na rano mamy zaplanowane z Ignacym spotkanie z jego (i moimi) koleżankami/ kolegami a po południu Mąż serwuje swoje piwo na przyjęciu weselnym, na które i my się wybieramy. Tak więc sobota szykuje się nam dosyć intensywna. Niedziela natomiast będzie spokojniejsza, rodzinna!


Dobrego weekendu dla Was!

p.s. Właśnie zaczęło cudnie padać!!!

środa, 2 listopada 2016

MAMA I SYN: nasz dwulatek !!!



I tak oto, jak gdyby nigdy nic, nasz Chłopiec skończył niedawno 2 lata! Nasz kochany, wesoły i niezwykle charrakterrrny Ignacy. Nie mogę powiedzieć, że te 2 lata minęły nie-wiadomo-kiedy, bo sporo się w ciągu tych dwudziestu czterech miesięcy wydarzyło. Początki wspólnej drogi były chwilami stresujące, chwilami nerwowe, przez jakiś czas bardzo męczące z powodu niewyspania ale też przez cały czas wyjątkowe i nowe dla nas!

Niesamowicie jest obserwować jak zmienia się dziecko niemalże z dnia na dzień. Nowe umiejętności, zachowania, miny, dźwięki, słowa. Fascynująca droga. Nie ukrywam, że Ignacy ma mocny charakter, który to szlifuje codziennie i testuje na rodzicach. Może to taki wiek a może usposobienie chłopca, że uparty jest w tym co sobie wymyśli. A to, że butelka ma nieodpowiednią zakrętkę (!!!) a to banan pokrojony w nieodpowiednie plasterki, jest ciekawie... Nie pomaga tutaj fakt, że Iggi nie mówi jeszcze za dużo, chce nam coś wytłumaczyć, my go nie rozumiemy no i musi się chłopak nawkurzać zanim mama lub tata zrozumieją w czym rzecz! 

Ignacko jest bardzo muzykalnym chłopcem, często śpiewa, najchętniej w aucie :) Lubi tańczyć i chętnie podryguje sobie co mnie zawsze bardzo rozczula. Najbardziej kiedy zaczyna podnosić rączki do góry i palcami wskazującymi "wykręca" sobie rytm (trochę jak ćwiczenie - wkręcanie żarówek, jeśli wiecie co mam na myśli :)! Muszę kiedyś tu umieścić filmik na potwierdzenie i wyjaśnienie o czym mówię :) Cały czas Ignac lubi jak tata gra na gitarze, ostatnio jednak namiętnie ją dostraja po swojemu. Fajny nasz Chłopiec, raz jeszcze NAJLEPSZEGO IGNACEŃKU !!!

wtorek, 1 listopada 2016

Polska z telefonu :)




Tak, z telefonu(ów) bo podczas pobytu w Pl moja karta pamięci aparatowa uległa zniszczeniu a wraz z nią większość zdjęć zrobionych podczas pobytu w Polsce. Większość, bo zdjęcia z chrzcin Franka jakimś cudem skopiowałam na komputer, ale dlaczego tylko chrzcinowe? Nie pytajcie mnie :)

W każdym razie troszkę podczas tych 5ciu tygodni się działo!

Początek był trochę trudny, gdyż zaraz po wylądowaniu, kiedy to nawet nie zdążyliśmy podróży odespać – złapała nas, mnie i Jaśka, paskudna grypa żołądkowa! Kiedy jednak uporaliśmy się z żołądkowymi problemami i odespaliśmy w miarę całą podróż, nasza polska przygoda zaczęła się na całego! Były powitania, spotkania i odwiedzanie rodziny i znajomych. Naszą bazą był dom moich rodziców ale rodzice męża jak i właściwie reszta bliskiej rodziny – mieszkają w pobliżu więc wszystkich najbliższych łącznie z prababcią – mieliśmy pod ręką :) Sporo spacerowaliśmy, całą rodziną lub "dwójkami" :) Ignacy eksplorował lokalny plac zabaw a mnie największą frajdę sprawiało poznawanie starej okolicy na nowo, zwłaszcza parku, z wózkiem!













Wybraliśmy się do Lublina, gdzie mogliśmy uczestniczyć w Chrzcie św. pewnej panny, spotkać się z przyjaciółmi i spędzić z nimi tam kilka dni oraz pospacerować po starówce i zjeść rewelacyjne lody z „Bosko”!!. Wyruszyliśmy też do Kazimierza Dolnego nad Wisłą oraz Nałęczowa.










Potem była chwila na naszą medialną przygodę związaną z premierą książki pt. „Tam mieszkam”. Byliśmy w programie „Halo Polonia” w TVP Polonia. Mieliśmy też swoje pięć minut w Polskim Radiu dla Zagranicy a potem, w trójce :) Fajna przygoda i miłe urozmaicenie naszego pobytu! (trójka była już właściwie po powrocie) :) W samej Warszawie za dużo czasu tym razem nie spędziliśmy, Jednak wojażowanie z maluchami kiedy pogoda co chwilę nas zaskakiwała, hmm, wymaga nieco więcej logistyki. Nieco więcej niż tutaj bynajmniej! Następnym razem!




Ważnym rodzinnym wydarzeniem były chrzciny Franka, pogoda dopisała i wszystko się udało! A msza była piękna!!! Dobre wspomnienia pozostaną na zawsze :) 

To był dobry czas. Na początku nieco stresujący, chwilami wyczerpujący głównie z racji rozregulowania chłopców i kompletnego zagubienia rutyny :) Ale też bardzo rodzinny i fajny. Pod koniec nostalgiczny wręcz. Trochę mi się chwilami nie chciało wracać. Ciocia Zosia to wzorowa opiekunka!! Zajmowała się Ignacym jak mało kto! Podobnie jak inni wujkowie i ciocie! Już mi brakuje tej pomocy!