Nasz Maj!


Witam Was czerwcowo i poniedziałkowo! Maj minął nam ekspresowo ale też bardzo intensywnie i pracowicie. Nie wiadomo kiedy pojawił się czerwiec i zaraz będzie połowa 2017 roku! Dobrego, jak dotąd, roku! Aby czem prędzej przerwać trwającą już dłuugo tutaj ciszę - zaraz opowiem gdzie w tym maju byliśmy i co robiliśmy. A działo się sporo! Może nawet aż za dużo bo na koniec miesiąca obydwoje z J. odczuliśmy okrutne przemęczenie, po którym trudno doprowadzić się do ładu i odzyskać formę, odpocząć, odespać...

Nasz maj rozpoczęliśmy od świętowania szóstej rocznicy ślubu. Z tej okazji zrobiłam mężowi niespodziankę, zorganizowałam opiekę dla chłopców i zabrałam małżonka na masaż i obiad. Kilka godzin tylko we dwoje, super sprawa! A i sam masaż okazał się bardzo dobrym pomysłem. Poturbowani przerywanym snem na prawdę tego potrzebowaliśmy! (zdjęcie powyżej to widok  z okien spa, z takim widokiem jedliśmy nasz obiad). Potem, popołudnie spędziliśmy już we czworo, eksplorując okoliczny plan zabaw i spacerując nacieszaliśmy się sobą :)







Jednym z większych majowych moich odkryć jest selfie stick :) Nie sądziłam, że ten gadżecik daje tyle frajdy! Fajna sprawa, polecam! Jedyny problem polega na tym, że stick niezwykle interesuje Ignacka i hmm... nie zawsze jest on zainteresowany do zdjęć pozowaniem a raczej eksplorowaniem tego wynalazku.







Sporo czasu, zwłaszcza na początku maja spędzaliśmy na zewnątrz. Napawaliśmy się ciepłą jesienią, jedliśmy na zewnątrz weekendowe obiady i eksplorowaliśmy nasz ogród!



Część maja upłynęła nam na ząbkowaniu, raz było lepiej, raz gorzej. Obecnie zęby są w odwrocie, Franek skończył już 10 miesięcy i na stanie mamy dwie dolne jedynki i cisza. Bardzo ale to bardzo  nasz chłopczyk się męczył. Kilka razy było już na prawdę bardzo kryzysowo. Od tego momentu zaopatrzyliśmy się z naszyjnik z bursztynem, tutaj wierzy się, że on pomaga na bolesne ząbkowanie, znacie taki sposób? Czy święci on triumfy tylko na afrykańskiej ziemi?? W momencie desperacji zębowej próbujemy wszystkiego!! Franulek jest na prawdę cudownym, wesołym i charrakternym chłopcem, serce mi pękało jak musiałam patrzeć na to jak się męczy, a męczył się okrutnie. Mamy ogromną nadzieję, że na przyszłość proces wyrzynania zębów będzie przebiegał spokojniej i mniej boleśnie!Trzymajcie kciuki!!!



Ale! W maju obchodziliśmy też Dzień Mamy! I to podwójnie, bo w RPA święto Mam obchodzi się w drugą niedzielę maja. Czyli miałam swój dzień 12 i 26 maja! Niedzielna kawa, ciacho i kwiatki, dużo kwiatów, które uwielbiam!!! Dziękuję moim Panom :)


W maju byliśmy też na ślubie i weselu przyjaciół. Czas tylko dla nas dwojga okazał się bardzo ciekawym doświadczeniem. Kiedy wiesz, że dzieci zostają pod dobrą opieką, zupełnie inaczej planujesz i spędzasz czas bez nich i potem z radością do nich wracasz! Tak bynajmniej to zadziałało u nas. Jasiek był też jednym z drużbantów więc miał trochę obowiązków podczas tego popołudnia, np razem z młodą parą jeździł na zdjęcia :) ale ogólnie drugą, wieczorną część imprezy spędziliśmy razem. Tutaj wesela różnią się od polskich. Najpierw jest ceremonia ( nie zawsze w kościele, bardzo często w tym samym miejscu gdzie odbywa się wesele). Potem czas na zdjęcia, podczas którego goście udają się do sali weselnej, tam są przekąski, napoje i luźny czas trwający aż do powrotu młodych i rozpoczęcia części oficjalnej. Potem jest przywitanie gości i przemowy. Trwają one dosyć sporo, zazwyczaj około godziny, tutaj na szczęście były po angielsku i w większości znaliśmy osoby, które zabierały głos, ale byliśmy na weselach w Afrikaans i wtedy, hmm, nie była to dla nas najciekawsza  część imprezy :) Panna Młoda pochodzi z portugalskiej rodziny więc czuło się powiew europejskiego klimatu i niemalże polską gościnność! Potem jest kolacja (tutaj około 21) i potem Młoda Para otwiera parkiet. Zanim to jednak nastąpiło czyli sporo po 22 to ja, młoda matka karmiąca prawie że byłam gotowa iść spać :) Zmęczenie nieco dało o sobie znać, ale zebrałam się w sobie i jeszcze się trochę pobawiliśmy, w końcu długo na ten wieczór czekaliśmy, na tańce też :) Na tego typu imprezach zazwyczaj nie ma open bar - tzn każdy napoje i drinki kupuje we własnym zakresie,  do kolacji ewentualnie podaje się wino, ale też nie zawsze. Tutaj było inaczej. Wszelkie trunki był za free :) Chyba się gościom podobało takie rozwiązanie, gdyż przy barze wciąż były tłumy. Tańce też nie zawsze cieszą się wielką popularnością. Byliśmy na weselach, gdzie było ich baaardzo mało i trwały krótko. Tutaj młodzież szalała na parkiecie, fajnie! Poza tym - tutaj po kolacji nie ma już (oprócz deseru) żadnego jedzenia, flaczków, bigosu i innych barszczyków nie uświadczysz, hehe :) Pewnie też dlatego zazwyczaj imprezy kończą się około północy! Cóż, co kraj to obyczaj!! Bardzo fajne doświadczenie i okazja co by się elegancko ubrać i założyć obcasy!!!



Na koniec jeszcze wspomnę o kinder balu na którym byłam tylko z Franciszkiem. Ignacy tego dnia wyruszył na męską wyprawę z tatą i wrócił zachwycony. My też bardzo fajnie się bawiliśmy, Franek po raz pierwszy próbował loda! Jedną z atrakcji było lodowe auto, które wjechało na teren imprezy i serwowano wszystkim lody "włoskie" :) Pyyyszne! A, a urodziny były bliźniaczek! Koleżanek naszych kawalerów! Relacja z imprezy sprzed roku tutaj, Fran jeszcze w brzuchu :)


Wam i sobie życzę fajnego czerwca! Osobiście wolałabym, aby był spokojniejszy i "wolniejszy" nieco niż maj! Ale przede wszystkim aby był dobry!!! Uściski!!!

Komentarze