Późna jesień , minusowe temperatury i 34 tygodnie!




Tydzień, który właśnie dobiega końca był jednym z trudniejszych podczas całej mojej aktualnej ciążowej przygody. Aż trudno jest mi uwierzyć jak różne, jak totalnie różne mogą być ciąże. Mimo, że w dosyć krótkim są od siebie odstępie czasu (a może właśnie dlatego?), mimo, że noszę pod sercem chłopca, tak jak poprzednio, mimo, że tak samo się z obydwu cieszyłam i cieszę i podobnie do obydwu przygotowywałam! A jednak jest taaak inaczej... Dolegliwości i dyskomfort, który odczuwam bardzo ograniczają moją aktywność,często nawet chodzenie stanowi problem, tak więc czas ten to ogromna lekcja cierpliwości dla mnie. Lekcja cierpliwości i próba. Chwilami czuję jakby moje ciało mnie testowało.Od kilku już albo i nawet kilkunastu tygodni nie byłam na basenie, moje plecy krzyczą o nieco rozciągnięcia co wieczór, joga nie wchodzi w grę bo proste asany i zwykły podstawowy siad sprawia, że moja kość łonowa boli, jakby miała rozpaść się na kawałki! Jest inaczej. I to jak! Ale jest też pięknie. TEN MAŁY CHŁOPIEC jest super aktywny i baaardzo silny! Ani ja ani mąż nie możemy sobie przypomnieć aby Ignacek tak bardzo dawał o sobie znać na tym etapie ciąży! kuksańce są mocne, brzuch faluje! I jeszcze wkroczyliśmy w ten etap kiedy dumny tata przystawiając ucho do brzucha, słucha bicia małego serduszka... czas wyjątkowy... 

Na początku było mi szkoda, że nie mogę tak przebojowo i aktywnie spędzać czasu oczekiwania, teraz już mi nie szkoda. Nauczyłam się, albo właściwie wciąż uczę się inaczej - proporcjonalnie do możliwości - rozkładać siły i co za tym idzie - znacznie ograniczyłam wszelkie aktywności. Priorytetem jest teraz magazynowanie sił na popołudniowy, codzienny czas spędzony z Synkiem. Zwłaszcza, że Ignacy po kilku tygodniach płaczu i krzyków wkroczył w etap przytulaśny i całuśny. Sztama z Tatą wciąż trwa, ale ewidentnie bardziej niż przed momentem potrzebna jest też mama! Tak więc celebrujemy wspólne chwile, chociaż czasami przy entej prośbie o wzięcie na ręce, mama wymięka. 

A tak zupełnie w międzyczasie jesień dobiegła końca i zawitała profesjonalna, Bloemfonteinowa zima. W dzień 15-18 stopni i słońce a nocami zakradają się temperatury minusowe.  Kominek w domu ratuje nas i sprawia, że wieczory są przytulne i na prawdę cozzzyy :) W ubiegłym tygodniu udało mi się złapać nieco naszego ogrodu w jesiennej wersji, wkrótce postaram się Wam co nieco pokazać! Tymczasem uciekam, życząc Wam i sobie dobrego weekendu. U nas od wczoraj trwa długi, lokalny weekend tak więc jutro wkraczamy w drugą jego część! żegnam się podsyłając Wam linka do tego co mi w duszy dzisiaj gra, uwielbiam  .... klik :) Jutro mamy w planie 2 kinderbale, w tym jeden blizniakowy, więc muszę na prawdę w ekspresowym tempie się zregenerować dzisiaj!

Dobrej nocy !!



Komentarze