Cudowny krótki urlop. Chintsa - marzec 2017



Chwilę temu, podczas długiego weekendu, wybraliśmy się na krótki urlop. Krótki, bo wraz z podróżą nie było nas 5 dni a i tak tyle wystarczyło, aby naładować akumulatory, odpocząć i pooddychać świeżym, morskim powietrzem. Było cudownie! Było warto! Chociaż podróż z maluchami to niezłe wyzwanie! Następnym razem będziemy musieli się bardziej przygotować i zaopatrzyć we wszelkie zabawiacze typu bajki wgrane na tablet. Otóż w RPA, kiedy przemierza się półpustynię nie zawsze jest internet no i z Misia Uszatka z You Tuba - nici!!! Ale i tak było warto! 


Wakacjowanie i plażowanie z dziećmi różni się od tego sprzed ich pojawienia się. Przynajmniej tak to działa w naszej rodzinie.Każdy wyjazd i każda na plażę wyprawa wymaga więcej pakowania i logistyki, ale dajemy radę. A właściwie uczymy się każdego dnia. Podczas tego wyjazdu sporo spacerowaliśmy, każdego ranka i późnym popołudniem eksplorowaliśmy otoczenie. Mimo, że było już chwilę po sezonie, pogoda nam dopisała, a właściwie było idealnie, nie za gorąco, ale wystarczająco ciepło na kąpiele ale też chwilami słońce chowało się za chmurami co tylko urozmaicało nasze spacery :) Trudno mówić o regeneracji, myślę, że potrzeba dłuższej chwili oddechu aby odreagować miesiące przerywanego snu i zmęczenie, ale odpocząć nam się udało i wróciliśmy do domu z nową porcją energii!!!



Mój Ignacek dorośleje w oczach!!!!

 A Franullo rozkręca się w eksplorowaniu otoczenia na całego :)


 A gdzie byliśmy? Wybraliśmy się do uroczej miejscowości Chintsa, położonej na Wild Coast, piękna część wybrzeża, 30 km od East London. Całe południowoafrykańskie wybrzeże jest cudne!! Każde miejsce jakie odwiedzamy zachwyca!!!


 Moi Mężczyźni w komplecie :)



Pierwsze plażowanie Franciszka uważamy za bardzo udane!!!


Od początku uważaliśmy, zanim jeszcze je mieliśmy, że życie z dziećmi nie musi ograniczać. Jest inaczej, trochę trudniej czasami, zwłaszcza pod kątem organizacji, ale jest możliwe aby wybrać się na wakacje i się z nich cieszyć. My bardzo dużo uwagi od początku rodzicielstwa poświęcamy na zachowanie rutyny dnia i na wojażach bywa z tym różnie, ale wierzcie mi, warto działać, eksplorować otoczenie albo i ruszać dalej, na przykład nad wodę! Są chwile, kiedy walczę z frustracją i podczas samej podróży irytowałam się milion razy, zwłaszcza, kiedy ośmiomiesięczny bąbel nie wiedział już co ma ze sobą zrobić więc skakał po mnie :D ale pracuję nad tym, aby wspomniane irytowanie się ograniczać do minimum! Aby wynieść tyle dobrego z danego momentu, ile się da!


I rodzinnie :) 

Na wyjazd zdecydowaliśmy się też z powodu ciągłego naszego w Bloem chorowania. Suche powietrze i półpustynny klimat daje nam się trochę we znaki. Już pierwszego dnia po przyjeździe ostro się zagilowaliśmy, ale po chwili przeszło i pełną piersią oddychaliśmy morskim powietrzem! Jak się zapewne domyślacie, zdjęć mam miliard więc wkrótce pojawią się kolejne oceaniczne wpisy :)



Komentarze

  1. Franek na ostatnim zdjęciu po lewej ma już plan. nie wiadomo jeszcze jaki, ale ale już ma

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz