Długi weekend, wyprzedaż garażowa, impreza urodzinowa i afrykańskie upały czyli lifelately on Eddie de Beer!




Miniony weekend był długi. We czwartek, 24go września obchodzono "Heritage Day", wielu osobom znany bardziej jako "Braai Day"  - o braaiu czyli lokalnym grillu pisałam już wielokrotnie, warto jednak przypomnieć, że jest to bardzo bardzo lokalna sprawa. Mieszkańcy RPA mogą grillować 7 razy w tygodniu, mięska nigdy za dużo.. ale że my jeszcze całkowicie się nie zafrykanizowaliśmy ( o ile istnieje takie słowo :P) - nasz "dzień braaiowy" był bez braaia, za to z makaronem, pysznym, hmm...  4 dni wolnego to super sprawa. Pobyć razem, rodzinnie, bezcenne! Ignacy bardzo dobrze czuje się kiedy jesteśmy wszyscy razem. Obserwuje nas. "Podgląda". Kilka razy przyłapaliśmy się na tym, jak z ogromnym zainteresowaniem obserwuje jak się przytulamy czy całujemy. Z zainteresowaniem i spokojem. Niesamowite, że już niespełna roczne dziecko widzi bardzo dużo i czerpie z otaczającego go świata. Wierzę, że nie pozostaje to bez znaczenia dla poczucia jego bezpieczeństwa i przyczynia się do wesołego usposobienia. Świadomość, że rodzice są blisko, razem. ....

We czwartek razem z koleżankami organizowałyśmy wyprzedaż garażową. U nas w ogrodzie. W RPA nie istnieje coś takiego jak "2nd hand". Nie ma szmateksów. Nie ma wymian ciuchowych. NIC! Wszystko, czego dana osoba nie będzie już używać oddaje biednym. Przeważnie czarnym. Jest to działanie szlachetne,  o ile obdarowana osoba doceni gest i podarowane rzeczy wykorzysta. W praktyce niestety nie zawsze tak jest. Często byłam świadkiem, kiedy to taka forma pomocy przestawała być traktowana jako przywilej a raczej obowiązek ze strony dającego. Niefajnie. Ale to już temat na osobny wpis... Nasza wyprzedaż była bardziej po to, aby pokazać, że można. Że da się. Zwłaszcza, ze zaaranżowałyśmy wszystko jako ciekawą formę spędzenia czasu, z kawą, ciastkiem i miłą rozmową. Sprzedaż rzeczy używanych była minimalna, za to moja biżuteria cieszyła się ogromnym powodzeniem. W ciągu ostatnich tygodni byłam zajęta robieniem nowej tury biżutów, które bardzo fajnie się sprzedają. Okres prawie przedświąteczny tylko sprzyja!!Tak więc trzymajcie kciuki oby tak dalej się biznes kręcił :) 

Długi weekend to również czas, który zaskoczył nas ogromnym ociepleniem. Jak było zimno to na całego, jak nagle się ociepliło to od razu do 35 stopni! Niezła wiosna, nie ma co! Tak więc pluskaliśmy się w wodzie, koczowaliśmy w cieniu, opijaliśmy wodą. Wszystko w iście wakacyjnym klimacie!

Uwaga, będzie nieco golizny :) Prawdopodobnie po raz pierwszy na tym blogu, hihi :)






Potem byliśmy na Clumber Clubie gdzie Ignacy zawsze dobrze się bawi. Mieliśmy również zaproszenie na przyjęcie urodzinowe kolegi Synka. Nathan kończył rok! Dużo dzieci, zabaw, huśtawki, rowerki, wszelkie atrakcje, których nie ma w domu, a potem ... porządne spanie!!! To lubimy :)





^^^Tym razem byliśmy "na farmie". Taki był motyw przewodni imprezki :)






Dużo się wydarzyło podczas tego weekendu. Było też i warzenie piwa. Czas na niedzielną mszę i reeeelaks!! Odkąd nasz krasnoludek wydobrzał (mimo, że gile są od czasu do czasu jeszcze) - ma zdecydowanie więcej energii, po całodziennym eksplorowaniu, zmęczony dużo lepiej śpi! Cóż to za nowa jakość dla nas!!! hmm..


A Wasz weekend? Mam nadzieję, że również był udany!!


Komentarze