wtorek, 29 września 2015

Długi weekend, wyprzedaż garażowa, impreza urodzinowa i afrykańskie upały czyli lifelately on Eddie de Beer!




Miniony weekend był długi. We czwartek, 24go września obchodzono "Heritage Day", wielu osobom znany bardziej jako "Braai Day"  - o braaiu czyli lokalnym grillu pisałam już wielokrotnie, warto jednak przypomnieć, że jest to bardzo bardzo lokalna sprawa. Mieszkańcy RPA mogą grillować 7 razy w tygodniu, mięska nigdy za dużo.. ale że my jeszcze całkowicie się nie zafrykanizowaliśmy ( o ile istnieje takie słowo :P) - nasz "dzień braaiowy" był bez braaia, za to z makaronem, pysznym, hmm...  4 dni wolnego to super sprawa. Pobyć razem, rodzinnie, bezcenne! Ignacy bardzo dobrze czuje się kiedy jesteśmy wszyscy razem. Obserwuje nas. "Podgląda". Kilka razy przyłapaliśmy się na tym, jak z ogromnym zainteresowaniem obserwuje jak się przytulamy czy całujemy. Z zainteresowaniem i spokojem. Niesamowite, że już niespełna roczne dziecko widzi bardzo dużo i czerpie z otaczającego go świata. Wierzę, że nie pozostaje to bez znaczenia dla poczucia jego bezpieczeństwa i przyczynia się do wesołego usposobienia. Świadomość, że rodzice są blisko, razem. ....

We czwartek razem z koleżankami organizowałyśmy wyprzedaż garażową. U nas w ogrodzie. W RPA nie istnieje coś takiego jak "2nd hand". Nie ma szmateksów. Nie ma wymian ciuchowych. NIC! Wszystko, czego dana osoba nie będzie już używać oddaje biednym. Przeważnie czarnym. Jest to działanie szlachetne,  o ile obdarowana osoba doceni gest i podarowane rzeczy wykorzysta. W praktyce niestety nie zawsze tak jest. Często byłam świadkiem, kiedy to taka forma pomocy przestawała być traktowana jako przywilej a raczej obowiązek ze strony dającego. Niefajnie. Ale to już temat na osobny wpis... Nasza wyprzedaż była bardziej po to, aby pokazać, że można. Że da się. Zwłaszcza, ze zaaranżowałyśmy wszystko jako ciekawą formę spędzenia czasu, z kawą, ciastkiem i miłą rozmową. Sprzedaż rzeczy używanych była minimalna, za to moja biżuteria cieszyła się ogromnym powodzeniem. W ciągu ostatnich tygodni byłam zajęta robieniem nowej tury biżutów, które bardzo fajnie się sprzedają. Okres prawie przedświąteczny tylko sprzyja!!Tak więc trzymajcie kciuki oby tak dalej się biznes kręcił :) 

Długi weekend to również czas, który zaskoczył nas ogromnym ociepleniem. Jak było zimno to na całego, jak nagle się ociepliło to od razu do 35 stopni! Niezła wiosna, nie ma co! Tak więc pluskaliśmy się w wodzie, koczowaliśmy w cieniu, opijaliśmy wodą. Wszystko w iście wakacyjnym klimacie!

Uwaga, będzie nieco golizny :) Prawdopodobnie po raz pierwszy na tym blogu, hihi :)






Potem byliśmy na Clumber Clubie gdzie Ignacy zawsze dobrze się bawi. Mieliśmy również zaproszenie na przyjęcie urodzinowe kolegi Synka. Nathan kończył rok! Dużo dzieci, zabaw, huśtawki, rowerki, wszelkie atrakcje, których nie ma w domu, a potem ... porządne spanie!!! To lubimy :)





^^^Tym razem byliśmy "na farmie". Taki był motyw przewodni imprezki :)






Dużo się wydarzyło podczas tego weekendu. Było też i warzenie piwa. Czas na niedzielną mszę i reeeelaks!! Odkąd nasz krasnoludek wydobrzał (mimo, że gile są od czasu do czasu jeszcze) - ma zdecydowanie więcej energii, po całodziennym eksplorowaniu, zmęczony dużo lepiej śpi! Cóż to za nowa jakość dla nas!!! hmm..


A Wasz weekend? Mam nadzieję, że również był udany!!


poniedziałek, 21 września 2015

Witaj poniedziałku!









Będziesz fajny, prawda? Przynajmniej tak dobry jak poprzedni? Albo i lepszy! 

Witam Was w nowym tygodniu. Nasz zaczął się burzowo, deszczowo i gradowo. Całą noc upragniony deszcz raczył nas swoją obecnością, chwilami wręcz straszył swoją mocą a potem znowu utulał do snu.  Po wielu suchych tygodniach wszyscy bardzo czekamy na opady. Czekamy i poprosimy więcej! 

Zdjęcie pochodzi z polskiej, podlaskiej łąki. Chyba przyszła pora na łąkowy, ojczysty post. Wkrótce!


Dobrego poniedziałku dla Was!


środa, 16 września 2015

Koniec pewnego etapu.







Chwilę temu, nieco z zaskoczenia, nieplanowanie (bynajmniej nie przeze mnie) zakończyła się nasza droga mleczna. Nasza wspólna przygoda. Moja i Syna. Od początku, zanim jeszcze byłam w ciąży, karmienie piersią było moim marzeniem. Bardzo chciałam doświadczyć tego stanu, móc przeżywać tę wyjątkową przygodę, patrzeć jak dzięki mnie rośnie nowy, mały człowiek. I bardzo jestem wdzięczna za każdy na tym karmieniu spędzony dzień. I każdą noc. Od dnia nr 1 nie planowałam, że będzie to trwało 15 miesięcy i 3 dni, raczej cieszyłam się z każdego tygodnia, potem miesiąca. Nie twierdzę, że zawsze było łatwo. Bo nie było. Karmienie Ignasia było dla mnie ogromną próbą cierpliwości, opanowania i wytrwałości. Ale po trudnych chwilach przychodziły lepsze i wtedy radość z "przetrwania np. skoków wzrostowych" była tylko większa. Myślałam, aby "przekarmić" przez zimę, albo do końca roku, ostatnio jednak doszłam do wniosku, że powoli staję się gotowa na ten odstawieniowy krok. A ponieważ Ignacy uwielbiał mleko i wydawało się, że nie odklei się od piersi dobrowolnie - nawet przez myśl mi wówczas nie przeszło, że stanie się to teraz. Z dnia na dzień :(  

Po zimowych chorobach i antybiotykach przyplątało mu się zapalenie jamy ustnej, jak się domyślacie bolesna i nieprzyjemna dolegliwość. Bolało go jak ssał pierś więc nie chciał tego robić. Najpierw jeden dzień, potem drugi i tak już zostało. Mało tego zdawał się znosić taki stan rzeczy wyjątkowo dobrze. Na pewno lepiej niż ja. Otóż chwilę zajęło mi aby zaakceptować ten fakt, przemyśleć sytuację. Trochę za szybko i nagle się wszystko zadziało. Poczułam jakby wszystko odbyło się poza mną i nikt nie pytał mnie o zdanie. No ale z każdym dniem poczucie tej nie do końca dla mnie zrozumiałej straty jest mniejsze, oswajam się i docierają do mnie plusy tej sytuacji.Odkrywam ich coraz więcej :) I na tych plusach zamierzam się skupić! A są to: sukienki bez guzików, dowolność w doborze bielizny, możliwość smakowania trunków wszelakich (chociaż tutaj chwilę bym się zastanowiła, gdyż pojemność mojej głowy w tym względzie pozostawia wiele do życzenia :P) ... A z innych, nieco mniej przyziemnych spraw: serce mi rośnie jak patrzę na więź pomiędzy moim Mężem a naszym Synem, teraz, mam wrażenie, zacieśniła się ona jeszcze bardziej. To nie pierś jest uspokajaczem nr jeden więc Tata ma większe pole do popisu. Chłopaki dogadują się superowo, co mnie bardzo cieszy. Wydaje mi się, jakby Ignacy wydoroślał. Z dnia na dzień stał się chłopcem, już nie moim małym baby :) Chłopcem wesołym, towarzyskim, uśmiechniętym i rozgadanym. Cudownym!

Myślę, że warto być otwartym na to, co przynosi los. Nawet jeśli zmiany nie są po naszej myśli. Nawet jeśli jutro nas zaskakuje. Wierzę, że w każdej sytuacji kryje się coś dobrego, chociaż czasami możemy tego od razu nie dostrzegać. Tak więc wierzę, że ten właśnie moment był idealny na zmianę, która zaszła w naszej rodzinie. Syn, w związku z zaistniałymi okolicznościami, podjął decyzję za nas dwoje i dobrze, bo mnie by to pewnie zajęło więcej czasu :) :) :) Prawdziwa, męska decyzja! 

To były wyjątkowe tygodnie i miesiące. Pewnie jeszcze nie raz będę za nimi tęsknić, ale też liczę, że będzie mi jeszcze dane wybrać się w taką mleczną podróż. 

Dobranoc!



IGNACY I PRZYJACIELE: Urodziny Kaylen!


Sezon pierwszych urodzin w pełni! Wciąż jestem oszołomiona pomysłami, kreatywnością i często pompą z jaką organizowane są te kinderbale. Wynajmowanie lokali, zatrudnianie party plannerów to tylko część całego przedsięwzięcia ... Do niedawna bardzo sceptycznie podchodziłam do całego tego szumu urodzinowego, ale po imprezie u Kaylen stwierdzam, że "a co tam" :) raz się żyje i jeśli rodzice czy dziadkowie mają chęć na taką formę świętowania, czemu nie! Temat urodzin był misiowy :) Wszystko było pięknie przygotowane, dopięte na ostatni guzik, ale co więcej, mogliśmy pobyć w gronie przyjaznych ludzi, kolegów Ignasia. Poobserwować jak nasz Krasnoludek się socjalizuje, a wierzcie mi, towarzyski jest bardzo! Spędzić fajny poranek. Pobyć razem. Oprócz poczęstunku, tortu i pierwszego w życiu kapkejka, zapewnione też były atrakcje na świeżym powietrzu; dmuchany zamek, prawdziwy kucyk, huśtawki i inne zjeżdżalnie... To był dobry czas :)




Tak, takie przyjęcia to również debiut słodyczowy... Obawiałam się, że od ilości cukru Ignac potem nie zaśnie, ale potem, zmęczony eksplorowaniem, padł na 2godzinną drzemkę!

 Ignacy nieustraszony, eksplorujący najdalsze zakamarki posesji/ w oczekiwaniu na kurczaczki :)


 Oto nadchodzę!


Rozmiecie co miałam na myśli mówiąc "zmęczony eksplorowaniem" ? :)

Fajnym pomysłem było przygotowanie "photobootha" miejsca specjalnie do zdjęć zaopatrzonego w ogromną ilość misiów, wszelkich rozmiarów i kolorów. Dzieciaki były zafascynowane...



No, może nie wszystkie :)


poniedziałek, 14 września 2015

INSTAGRAMOWE PODSUMOWANIE - SIERPIEŃ 2015


Dzisiaj, z chwilowym opóźnieniem zapraszam na instagramowe podsumowanie sierpnia. 
Lipcowego podsumowania brak gdyż telefon odmówił mi posłuszeństwa i zdjęć (chwilowo) nie ma.







Dobrego tygodnia Kochani!


niedziela, 13 września 2015

DZISIAJ. MAMA I SYN I NIEDZIELNE HARCE.





































Nasza niedziela. Od rana humory nam dopisują. I zdrowie. Tak cudownie patrzeć jak Młody Człowiek znów w pełni sił. Wraca do siebie. Bryka. Eksploruje. A potem zmęczony pada i śpi 2 godziny po południu!! Life is great!





czwartek, 10 września 2015

środa, 9 września 2015

POZNAJ PIĘKNO POLSKI WSCHODNIEJ


Do Południowego Podlasia sentyment mam od zawsze. Wielką przyjemność sprawia mi odwiedzanie tamtych, rodzinnych stron. Piękno przyrody zachwyca. Spokój, natura, niepowtarzalny klimat. Dlatego też bardzo ucieszyłam się, kiedy to podczas ostatniej wizyty w Polsce dostałam taki oto piękny album o wschodzie właśnie. Wschodzie Polski. Dzięki pomocy mojej Cioci i uprzejmości Wójta Gminy Konstantynów mogłam owy album zabrać ze sobą do Bloem i podarować jako wyjątkowy prezent naszym gospodarzom. Bardzo zależało mi, aby przekonali się, na teraz - zdjęciowo, może kiedyś na żywo, jak piękna jest Polska. Bo uważam że jest piękna i to bardzo. Ale do rzeczy...

Bardzo cieszą mnie wszelkie inicjatywy kulturalno-turystyczne, dzięki którym możliwe jest promowanie Podlasia, w tym przypadku jego południowej części. Do takich inicjatyw niewątpliwie należy "Piękny BUG" - o założeniach programu, celach i strukturze możecie poczytać tutaj. Program Rozwoju Polski Wschodniej obejmuje 5 województw, jednakże album poświęcony jest Gminie Konstantynów i innym gminom nadbużańskim. Przepiękne zdjęcia cieszą oko. Zdjęcia krajobrazów, wiosek z malowniczym domkami, zabytkowych kapliczek, ale znajdziemy tu też i janowskie konie i sękacze, czyli  sztandarowy przysmak podlaski, jak również rękodzieło i przykłady sztuki lokalnej.  








 ^^^ Wspomniane sękacze. Jak tylko będziecie w tamtych stronach, spróbujcie, obowiązkowo!


























Album pięknie wydany, w trzech językach, prezent idealny. Nasi przyjaciele byli zachwyceni :)

wtorek, 8 września 2015

Pyszne, proste, zdrowe ... ciacha!!!


Od czasu do czasu nachodzi mnie ogromna chęć eksperymentowania kulinarnego. I chociaż preferuję "jednomiskowe" ekspresowe wypieki, takie, gdzie wszystko przelewa się do formy i voila! - chęć przekąszenia zdrowych i smacznych ciasteczek czasami wygrywa! A te, które dzisiaj Wam polecam są super szybkie i baaardzo smaczne. Wszystko miesza się w mig, szybko formuje kulki i piecze tylko 15 minut!

Przepis znalazłam już jakiś czas temu na "Moich wypiekach", jednakże sama wypróbowałam go dopiero niedawno. Zmodyfikowałam go nieco a mianowicie dodałam 2 jajka, bo te tutejsze nie są super duże. Zamiast muscovado użyłam cukru demerara. Mój mikser nie podołał miksturze, która po dodaniu płatków staje się bardo gęsta więc mieszałam ręcznie, bardzo "z grubsza" :) No i hmm, moje ciach muszą być większe niż przepisowe, bo wyszło ich mniej niż 30 :) 

Polecam, warto spróbować!

Składniki na około 35 30 ciastek:

200 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4 - 1 szklanka drobnego cukru do wypieków 
1/4 szklanki ciemnego brązowego cukru muscovado/ demerara
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
2,5 szklanki płatków owsianych*

Masło i biały cukier umieścić w misie miksera i utrzeć do otrzymania jasnej, puszystej masy. Dodać cukier brązowy i kontynuować ucieranie. Dodać jajko i zmiksować. Wsypać pozostałe składniki i zmiksować do otrzymania jednolitej masy.

Blachę do ciastek wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego (lub większe - jak u mnie :) ), spłaszczyć je łyżką. Układać na blaszce z sporych odstępach.

Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 17 minut do lekkiego zbrązowienia (u mnie ok 15 minut). Po zdjęciu z blachy studzić na kratce.

Hmm, jedna tura nieco mi się przypaliła, ale i tak była pyyyszna!

























Smacznego!!