Trzeci trymestr



Nie często zdarza się, aby przez tygodnie było tutaj tak cicho. Są to zazwyczaj sytuacje wyjątkowe, jakieś moje trudności, choroba albo też te momenty, kiedy czas i nasze życie bardzo przyspiesza. W takich momentach brakuje mi tego tutaj, swojego rodzaju wirtualnego pamiętnika :) Od jakiegoś czasu przybyło mi też tutaj Was, odwiedzających, dziękuję, że jesteście! Bardzo to doceniam!!

Ostatnie tygodnie faktycznie nie były najłatwiejsze, mieliśmy trochę zawirowań zdrowotnych, w tym też i ciążowych. Piszę my, bo stres i wszelakie trudności związane z ze mną mają też ogromny wpływ na męża, a jak nas coś trapi to bez wątpienia odczuwa to też syn. Ale mamy nadzieję, że wszelkie kłopoty są już za nami i teraz, jesiennie spędzamy sobie trzeci trymestr. A spędzamy ten czas różnie. Bo ta ciąża od poprzedniej jest inna. Mój organizm codziennie daje mi znak, aby zwolnić, aby odpoczywać więcej i więcej, aby mniej chodzić, aby mniej planować bo po prostu tak trzeba. Poprzednio, kiedy oczekiwałam na Ignacego, na tym etapie w najlepsze latałam samolotami, bawiłam się na weselach (bardzo udanych swoją drogą) i nawet przez chwilę nie musiałam się zatrzymywać. Teraz sobie tego nie wyobrażam. Bardzo dokucza mi ból w spojeniu łonowym, który skutecznie niweczy moje spacerowe plany. Zgaga odbiera chęć na wszelkie zachcianki jedzeniowe a męczący od czasu do czasu ból głowy odbiera wszelkie inne chęci :) Wszystkie te trudności to jednak nic w porównaniu z codzienną dawką szczęścia i ekscytacji na samą myśl spotkania naszego nowego chłopca :)

Każdy dzień zaczynam też w poczuciu wdzięczności za zdrowe baby, które nieustannie raczy mnie kopniakami i cudownie się rozpycha i za cudownego męża, bez którego przetrwania tych tygodni sobie nie wyobrażam. Jest on ogromną pomocą i nieocenionym wsparciem każdego dnia tej ciążowej przygody .. i nieciążowej oczywiście też! Z całym przekonaniem mogę teraz przyznać, że podczas nudnościowo-wymiotnych tygodni nie zmieniłam ani jednej brudnej synowej pieluchy. Mąż stawał na wysokości zadania i załatwiał ten jakże wówczas wyczerpujący rytuał za mnie! Nieustannie utwierdzam się też w przekonaniu, że nasza żłobkowa decyzja była strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza teraz, dzięki tym kilku godzinom spędzonym przez syna w szkole, mam szansę naładować akumulatory i potem wszystkie siły przeznaczyć na nasze wspólne popołudnia. Ignacy uwielbia swój żłobek, panie i dzieci. Codziennie rano bierze plecak i czeka aż tata zabierze go autem do szkoły właśnie. Bardzo nas cieszy, że tak chętnie tam przebywa, ładnie zajada szkolne smakołyki i potem, popołudniami ma jeszcze chęci i niespożyte pokłady energii aby robić rewolucję w domu!!



Moją nową fascynacją są druty i coraz bardziej wkręcam się w dzierganie, na razie eksperymentuję z rozmiarami zarówno włoczek jak i drutów, ale powiem Wam, że baaardzo mi się podoba takie tworzenie :) No i można w tle sobie filmy lub seriale pochłaniać! Na pierwszy ogień będą szaliki, bo to przecież zima za pasem, ale jakiś ogromny fajny pled czy kocyk dziecięcy też jest na mojej "to knit" liście. Poza tym doleciała do mnie właśnie paczka z Polandii a w niej sporo półproduktów do moich biżutów, więc z pewnością będę miała co robić stacjonarnie! Jak już coś naprodukuję nowego to dam Wam znać, tymczasem co nieco możecie podejrzeć na moim fb profilu, o TU :) Zapraszam!

No to chyba tak w skrócie o tym co tutaj u nas ostatnio się działo, z grubsza :) Bo mieliśmy też troszkę świętowania, małych i większych rocznic i lokalny Dzień Matki!!  A wszystko to w jesienno - deszczowej atmosferze, krytych butach i warstwach wierzchnich ubraniowych :)

Dobrego dnia!




Komentarze