wtorek, 31 maja 2016

7 DAMME - we really love you :)




Taki mamy mały swój osobisty kawałek Afryki nieopodal domu a tak rzadko tam zaglądamy. Stosunkowo rzadko biorąc pod uwagę fakt, że od veldu dzieli nas dosłownie 5 minut spacerkiem. W ostatnim jednak czasie każdy, nawet najkrótszy spacer staje się dla mnie nie lada wyzwaniem, wspominane już na łamach bloga dolegliwości ciążowe skutecznie uniemożliwiają długie moje wędrówki, a szkoda! Tym niemniej w weekend udaliśmy się krótki spacer, który okazał się bardzo przyjemny a czas spędzony w plenerze relaksujący i odprężający. A i jesień tam piękna!!!



Tym razem wybraliśmy się bez nosidła, Ignacy dzielnie radzi sobie z pieszymi wędrówkami ale też bardzo lubi wędrować z tatą :) Ze względu na mnie - spacer odbył się najbardziej płaską z możliwych trasą! Warto zwrócić uwagę, że na zdjęciach coraz częściej widać domy a to wszystko dlatego, że w ostatnich miesiącach toczyło się tutaj wiele sporów dotyczących likwidacji/ zmniejszenia rezerwatu. Niestety deweloperzy wygrali i `7 Damme` zostało zmniejszone a na części dawnego rezerwatu już wybudowano domy. 




Cały czas doskonalimy nasze umiejętności w temacie "rodzinnych selfie" :)






poniedziałek, 30 maja 2016

Taki poniedziałkowy poranek ...



Trudne bywają poniedziałkowe poranki, zwłaszcza, kiedy weekend był pełen zabaw, czasu spędzonego razem, przytulańców i chichów. Jeśli jeszcze do tego dodamy, podobno typowy dla 19miesięcznego chłopca okres trudnych rozstań i prób sił wszelkich, bywa trudno. 

Dobrego poniedziałku dla Was!


wtorek, 24 maja 2016

Rzecz o przyjaźni.


Dzisiejszy post powstał w ramach kolejnego bardzo inspirującego cyklu „Klubu Polek na Obczyźnie”, do którego należę już od dosyć dawna. W ostatnim czasie KLUB nam się rozrósł i jego skład wchodzą Polki mieszkającew bardzo różnych zakątkach naszego globu. Zachęcam do zajrzenia na stronę, fb lub Instagrama. Może znajdziecie tam coś dla siebie??

Projekt o przyjaźni zachęca do potraktowania tematu dowolnie i daje nam dużą swobodę. To bardzo dobrze, bo w mojej głowie już od dawna kłębiły się myśli w temacie przyjaźni właśnie. Nadeszła więc pora i okazja aby je nieco poukładać i się nimi z Wami podzielić! Zapraszam!


Czas mieszkania za granicą jest, tak czuję, przełomowym okresem w moim życiu. Przełomowym w wielu kwestiach. Jedną z nich jest kwestia przyjaźni. Przyjaźni polskich, „starych”, zawartych podczas studiów lub pracy czy jeszcze „starszych”, sięgających podstawówki. Przyjaźni nowszych; zawiązanych tutaj, w RPA.

Od zawsze byłam i jestem osobą towarzyską i nowe znajomości zawieram dosyć szybko. Poza tym całą naszą rodzinką jesteśmy mobilni i bywamy w różnych miejscach, środowiskach, sytuacjach, tak więc grono naszych bliższych lub dalszych znajomych jest zróżnicowane i szerokie.

Kiedyś uważałam, że to takie fajne mieć rzesze znajomych i dzięki temu poczucie, że zawsze będzie ktoś obok, ktoś niemal na wyciągnięcie ręki. Nasz wyjazd tutaj, życie z dala od Polski, zweryfikowało dawną wizję. Zaakceptowałam fakt, że niektóre znajomości się rozpływają, zanikają albo nie wiadomo kiedy wyparowują. A inne trwają i co więcej, rozwijają się. Obserwowanie losów tych znajomości od zawsze było dla mnie fascynujące. To taka twórcza lekcja życia, która uczy mnie odkrywać priorytety i dostrzegać rzeczy ważne.

Zacznijmy od tych przyjaźni co wygasły. Zauważam, że w ostatnich latach stałam się nieco bardziej wymagająca jeśli chodzi o utrzymywanie znajomości. Lubię, a czasami zwyczajnie potrzebuję wi(e)dzieć, że druga strona wkłada jakikolwiek wysiłek, aby znajomość utrzymywała się, a najlepiej rozwijała. Jeśli dzieje się inaczej, trudno. Najczęściej oznacza to, że koleżeństwo nie było na dobre i złe i że życiowe różne czynniki nie sprzyjały. Najwięcej takich historii mam w swoim dorobku tych polskich. Część rozluźniła się samoistnie, bo już nie widywaliśmy się codziennie na korytarzach firmy, albo skończyły się wspólne, grupowe wyjścia do kina. Część się rozmyła bo zmieniły się nasze życia, priorytety. To też w porządku. Co wydaje się ważne, nie przypominam sobie, aby z kimkolwiek znajomość zakończyła na wojennej ścieżce. Owszem, cenię sobie szczerość i jestem dużo odważniejsza w artykułowaniu swoich potrzeb, biorąc pod uwagę, że nie każdy może owe potrzeby zrozumieć, ale nie zdarzyło mi się, bynajmniej face to face, rozstać się w gniewie. Jestem zdania, że wyrażanie swoich uczuć jest ogromnie ważne. Nauczyłam się tego dzięki mojemu małżeństwu i po takim treningu ( który ciągle trwa) dużo łatwiej mówić o swoich odczuciach innym. Wierzę, że pozostawienie myśli niewypowiedzianych nie przynosi nic dobrego. Powoduje frustracje a magazynowanie owych niewyartykułowanych myśli sprzyja zgorzknieniu i smutkom. Nie mówiąc już o niekontrolowanych wybuchach, w najmniej spodziewanych i odpowiednich momentach. 

Czasami ryzykujemy niezrozumienie – ktoś może nasze słowa odebrać jako wyrzut/ zarzut/ atak - w moim przypadku najczęściej dotyczy to znajomych z Polski.  Ale i tak warto próbować wyjaśniać, mówić o tym co nas zabolało czy co sprawiło radość. Polecam!


Jako inną grupę znajomych, wyszczególniłabym tych, na cześć. Takie też są ok. Nasze obecne social mediowe życie takim sprzyja. I mimo, że nie utrzymujemy znajomości na co dzień to i tak miło jest raz na jaaaakiś czas usłyszeć „How are you”, „I’m thinking of you” i tym podobne... Czasami przypadkowo dostrzeżone czyjeś zdjęcie na fb działa jak impuls. Wspomnienia odżywają i wracają do nas. I to tez jest dobre.

Grupa trzecia i chyba najważniejsza to te przyjaźnie, które trwają i co więcej rozwijają się (!!!). Niezmiernie cieszą mnie one każdego dnia. Nawet jeśli są one oparte na jednym mailu co jakiś, długi lub krótki czas, czujemy wtedy, że nie ważne ile czasu by minęło i ile kilometrów by nas dzieliło, jesteśmy blisko. Bez wyrzutów, za to ze szczerym słowem. Rozumiemy się, potrzebujemy dzielić się myślami, opowiadać o zmianach w naszym życiu lub o ich braku, o frustracjach i zawodach. O trudnych i łatwych momentach.Wierzę, że te przyjaźnie, które już przetrwały kilka lub kilkanaście lat, będą trwały dłużej. Bardzo bym tego chciała.

Uważam, że nie należy unikać trudnych tematów i co dziwne, łatwiej jest mi takich tematów dotykać z ludźmi poznanymi na emigracji. Może z racji tego, że tutaj nie ma przekonania, że „przecież znam Cię od dwudziestu lat to znam cię najlepiej”. takie podejście bardzo mnie drażni, nie jest zgodne z prawda Dużo trudniej wtedy o przestrzeń do pokazania siebie jaka jestem teraz, na bieżąco wraz z wszelkimi aktualnymi rozterkami. Może też łatwiej jest budować przyjaźń od podstaw, kiedy jest się doroślejszym, znacznie dojrzalszym niż w liceum?? Tego jeszcze nie wiem, ale wiem na pewno, że nie wyobrażam sobie swojego własnego rozwoju osobistego bez udziału ludzi wokół. To w znacznej mierze dzięki znajomym i przyjaciołom mogę się rozwijać a codzienne doświadczenia, jeśli je dobrze wykorzystamy mogą bym cennymi lekcjami życia J


Pewnego razu przeczytałam bardzo ciekawą myśl o przyjaźni na emigracji – że tutaj zaprzyjaźniasz się bardziej. Nie masz rodziny i kręgu znajomych jak w ojczyźnie, dzięki czemu te nowe znajomości dużo szybciej wkraczają na poważniejszy poziom. W nowej sytuacji życiowej – prosisz o pomoc bez owijania w bawełnę, pomagasz w pilnowaniu dziecka, odwozisz na autobus/ samolot ( zwłaszcza w Bloem, gdzie transport publiczny nie istnieje). Prosisz ale tez nie zrażasz się odmową. W dużej mierze odnajduję w takim podejściu siebie. Jeśli chcę pójść na randkę z mężem i nie zbankrutować na opiekunkę dla Ignaca, proszę koleżankę, czy nie miałaby może chęci posiedzieć wieczorem u nas, przy kominku, gdy syn będzie sobie smacznie spał (teraz, gdy jest starszy jest łatwiej pod tym kątem). Kiedy potrzebuje porozmawiać o tym co mnie nurtuje, piszę do koleżanki i bezpośrednio wskazuję że potrzebuję babskiej rozmowy. A podczas spotkania mówię co mi na sercu leży. Czy z taką łatwością załatwiałabym sprawy w Polsce?? Nie wiem.Nie mam porównania, nie mieszkałam z dzieckiem w Wawie a życie towarzyskie toczyło się głównie wieczorami, było to naturalne. Myślę, że z natury nie jesteśmy nauczeni dzielenia się swoim czasem. Żyjąc w biegu dużo trudniej dostrzec potrzeby innych wokół, nawet jeśli nazywamy tych innych – przyjaciółmi ...


Aby jednak nie kończyć taką minorową nutą, chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że my tutaj od samego początku zostaliśmy bardzo dobrze i przychylnie przyjęci. Poznaliśmy ogrom przyjaznych ludzi, którzy zupełnie bezinteresownie pomogli nam w różnych momentach naszego życia. Jedni byli obecni w naszym tutejszym życiu na chwilę, inni są w nim do dziś, zawsze kiedy ich potrzebujemy. Bardzo budujący jest również fakt, że widzę i czuję, że wiele z nich ma szansę zostać przyjaźniami na lata. Zatem z pełnym przekonaniem twierdzę, że zawarcie nowych, wartościowych przyjaźni na lata, możliwe jest w każdym momencie naszego życia. Pewnie nie zawsze będą przychodziły one tak automatycznie jak te podstawówkowe, ale może za to będą bardziej dojrzałe i świadome?? Każdy aspekt ma wiele plusów, trzeba tylko mieć oczy otwarte aby je dostrzec! 

(Wszystkie obrazki/ grafiki pochodzą z Pinteresta) :)

poniedziałek, 23 maja 2016

16 - 21/52 & 18 & 19 MIESIĘCY !!!


"a portrait of my child, once a week, every week in 2016"



Sporo się tu u nas działo w ciągu ostatnich tygodni, między innymi świętowaliśmy półtora roczku naszego Synka a tu nie wiedzieć jak i kiedy mijał kolejny, 19ty miesiąc Jego życia :) Dokładnie dzisiaj!!!  Za każdy z tych tygodni i miesięcy jesteśmy bardzo wdzięczni i cieszy nas ogromnie fakt, że możemy obserwować naszego kawalera!! Jak się zmienia, jak uczy się coraz to nowych rzeczy i jak go one cieszą!! Bez problemu Ignacy nam "opowiada" jak szczeka pies,  jak tylko kogoś wita to słyszymy "hello" i cudne machanie rączką. Oprócz tego Ignac stał się baaardzo rozgadany. Zadziwia nas ogromną ekspresją i jednocześnie rozśmiesza momentami irytacji, kiedy to (jeszcze) nie do końca potrafimy zrozumieć - co takiego chce nam powiedzieć!?! Jest pogodnym i wesołym chłopcem! Który nawet od czasu do czasu skusi się na przerwę w zabawie i przyjdzie na chwilkę do mamy co by posiedzieć przez momencik  i naładować baterię na dalsze eksplorowanie :) Cudowny Chłopczyku, dziękujemy, że jesteś z nami !!!



czwartek, 19 maja 2016

Wyprawiamy się: 01/ cudowny ręcznie dziergany kocyk - bo my uwielbiamy takie prezenty !!!


Jak ja uwielbiam ręcznie robione upominki, spersonalizowane, tworzone z myślą o konkretnej osobie, w tym przypadku o naszym drugim synku! A jeszcze jeśli trafiają one w gust mamy, szczęście nieopisane :) Takim właśnie prezencikiem jest kocyk, który niedawno do nas przyleciał. Zachwycam się. Nieustannie. I póki co, sama już go wypróbowałam, na spółkę z #babynr2ontheway :) Nie ma inaczej !! Daria, dziękuję!!!







piątek, 13 maja 2016

"Sobotnia szkoła piękności" - Marsha Mehran


Źródło: KLIK 

"Sobotnia szkoła piękności" przyleciała do mnie z Polski dzięki uprzejmości Magdy, która to jakiś czas temu wysyłała nam paczkę z różnościami z ojczyzny. Dorzuciła mi tam kilka książeczek sprawiając mi tym gestem ogromną radość. A że kiedyś bardzo zaintrygowała mnie okładka innej powieści Marshy Mehran pt.  "Zupa z granatów", po "Szkołę" sięgnęłam chętnie! Ogólnie lubię czytać książki opowiadające o innych kulturach, stylach życia, tradycjach itp. Tylko, że do tej przez sporą jej część jakoś nie do końca mogłam się przekonać. Chyba nieco zniechęcała mnie przeplatająca się i stanowiąca niemalże jej serce poezja ... Bo to właśnie poezja i to irańska spaja akcję i łączy bohaterów. Potem, kiedy w międzyczasie poczytałam nieco o autorce, spojrzałam na treści zawarte w książce nieco bardziej przychylnym okiem a już pod koniec, po posłowiu jakoś w ogóle bardziej mi się spodobała. Tylko czy mogłabym z ogromnym entuzjazmem ją polecać? Hmm, nie jestem przekonana.. Tym niemniej tutaj znalazłam ciekawy artykuł na  temat tej powieści i jej autorki, może będzie zachętą do sięgnięcia po lekturę??

środa, 11 maja 2016

Zabawy kreatywne. Blisko(s)twory.


Półtora roku skończone. Poważny wiek naszego kawalera trwa w najlepsze. Idealny czas na wprowadzanie nowych zajęć, aktywności i zabaw. A bynajmniej warto próbować. Tak myślę. Ignacy uwielbia budować wieże z klocków, "czytać" książeczki, zabawiać się z puzzlami i wiele wiele innych zabaw go pasjonuje :) Do tej pory jednak niespecjalnie miał okazję rysować. A że niedawno natknęłam  się na Instagramie na akcję Blisko(s)twory  która na celu ma - cytuję - pogłębianie więzi z dziećmi poprzez zabawę i uwiecznianie wspólnych chwil. No więc czemu by nie spróbować i zobaczyć co oni tam ciekawego przygotowali!?! Wystarczyło się zarejestrować na ich stronie www i zgłosić chęć udziału w projekcie. Całkowicie dowolnie i bezpłatnie. Akcja rusza w najbliższy piątek, ale już przy zapisach dostaje się pakiet startowy :) No więc właśnie nad tym "zadaniem na rozgrzewkę" pracowaliśmy ostatnio. PracowaliśMY bo to była prawdziwa współpraca :) Ja zajmowałam się wypełnianiem zadania a Syn pilnował aby wszystkie wafelki zostały zjedzone w ekspresowym tempie i aby ulubiony Pan Miś grzecznie nam towarzyszył! Ale, pierwsze koty za płoty! Fajnie było! Czekamy piątku!!!










Ach, no bo nie wspomniałam że zadanie dotyczyło przekształcenia litery S w stworka ze swojej wyobraźni :)


wtorek, 10 maja 2016

Trzeci trymestr



Nie często zdarza się, aby przez tygodnie było tutaj tak cicho. Są to zazwyczaj sytuacje wyjątkowe, jakieś moje trudności, choroba albo też te momenty, kiedy czas i nasze życie bardzo przyspiesza. W takich momentach brakuje mi tego tutaj, swojego rodzaju wirtualnego pamiętnika :) Od jakiegoś czasu przybyło mi też tutaj Was, odwiedzających, dziękuję, że jesteście! Bardzo to doceniam!!

Ostatnie tygodnie faktycznie nie były najłatwiejsze, mieliśmy trochę zawirowań zdrowotnych, w tym też i ciążowych. Piszę my, bo stres i wszelakie trudności związane z ze mną mają też ogromny wpływ na męża, a jak nas coś trapi to bez wątpienia odczuwa to też syn. Ale mamy nadzieję, że wszelkie kłopoty są już za nami i teraz, jesiennie spędzamy sobie trzeci trymestr. A spędzamy ten czas różnie. Bo ta ciąża od poprzedniej jest inna. Mój organizm codziennie daje mi znak, aby zwolnić, aby odpoczywać więcej i więcej, aby mniej chodzić, aby mniej planować bo po prostu tak trzeba. Poprzednio, kiedy oczekiwałam na Ignacego, na tym etapie w najlepsze latałam samolotami, bawiłam się na weselach (bardzo udanych swoją drogą) i nawet przez chwilę nie musiałam się zatrzymywać. Teraz sobie tego nie wyobrażam. Bardzo dokucza mi ból w spojeniu łonowym, który skutecznie niweczy moje spacerowe plany. Zgaga odbiera chęć na wszelkie zachcianki jedzeniowe a męczący od czasu do czasu ból głowy odbiera wszelkie inne chęci :) Wszystkie te trudności to jednak nic w porównaniu z codzienną dawką szczęścia i ekscytacji na samą myśl spotkania naszego nowego chłopca :)

Każdy dzień zaczynam też w poczuciu wdzięczności za zdrowe baby, które nieustannie raczy mnie kopniakami i cudownie się rozpycha i za cudownego męża, bez którego przetrwania tych tygodni sobie nie wyobrażam. Jest on ogromną pomocą i nieocenionym wsparciem każdego dnia tej ciążowej przygody .. i nieciążowej oczywiście też! Z całym przekonaniem mogę teraz przyznać, że podczas nudnościowo-wymiotnych tygodni nie zmieniłam ani jednej brudnej synowej pieluchy. Mąż stawał na wysokości zadania i załatwiał ten jakże wówczas wyczerpujący rytuał za mnie! Nieustannie utwierdzam się też w przekonaniu, że nasza żłobkowa decyzja była strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza teraz, dzięki tym kilku godzinom spędzonym przez syna w szkole, mam szansę naładować akumulatory i potem wszystkie siły przeznaczyć na nasze wspólne popołudnia. Ignacy uwielbia swój żłobek, panie i dzieci. Codziennie rano bierze plecak i czeka aż tata zabierze go autem do szkoły właśnie. Bardzo nas cieszy, że tak chętnie tam przebywa, ładnie zajada szkolne smakołyki i potem, popołudniami ma jeszcze chęci i niespożyte pokłady energii aby robić rewolucję w domu!!



Moją nową fascynacją są druty i coraz bardziej wkręcam się w dzierganie, na razie eksperymentuję z rozmiarami zarówno włoczek jak i drutów, ale powiem Wam, że baaardzo mi się podoba takie tworzenie :) No i można w tle sobie filmy lub seriale pochłaniać! Na pierwszy ogień będą szaliki, bo to przecież zima za pasem, ale jakiś ogromny fajny pled czy kocyk dziecięcy też jest na mojej "to knit" liście. Poza tym doleciała do mnie właśnie paczka z Polandii a w niej sporo półproduktów do moich biżutów, więc z pewnością będę miała co robić stacjonarnie! Jak już coś naprodukuję nowego to dam Wam znać, tymczasem co nieco możecie podejrzeć na moim fb profilu, o TU :) Zapraszam!

No to chyba tak w skrócie o tym co tutaj u nas ostatnio się działo, z grubsza :) Bo mieliśmy też troszkę świętowania, małych i większych rocznic i lokalny Dzień Matki!!  A wszystko to w jesienno - deszczowej atmosferze, krytych butach i warstwach wierzchnich ubraniowych :)

Dobrego dnia!