Podróżowanie z Ignacym i podróżowanie RPA - Polska i Polska - RPA :)


Wiele osób pytało nas jak Ignacy zniósł tak długą podróż jaką była wyprawa do Polski. Zanim rozwinę temat jakim to podróżnikiem jest nasz synek, słów kilka jak wygląda podróż do i z Polski. Otóż nie ma póki co bezpośredniego połączenia Johannesburg - Warszawa - szkoda! Jeśli lecimy z Bloem w grę wchodzą 3 loty,łącznie z godzinnym lotem krajowym, jeśli z JHB - dwa. 

Koszt podróży jest zmienny - od 1800 pln - tyle było w maju - do ponad trzech tysięcy (mówimy o lotach w dwie strony), średnia cena to ok 2500 pln. Bardzo często pojawiają się oferty na loty łączone, czyli przewoźnik - np. Emirates - ma podpisaną umowę z SA Express i oferuje połączenie z Bloem do Wawy - jako jedną podróż. Ma taka opcja wiele plusów. Otóż limit bagażu obowiązuje taki jak na lot międzynarodowy, zazwyczaj 30 kg podczas gdy na loty krajowe jest 23 :). Oddaje się bagaż w Bloemfontein i odbiera w Warszawie. Dotarcie do Joburga zajmuje godzinę a nie cztery (tyle co autem).  No i cała wyprawa przebiega sprawniej, przynajmniej takie póki co jest moje zdanie,chociaż nie korzystaliśmy (jeszcze) z takiej opcji podróżując z dzieckiem.

Jeśli decydujemy się na lot z Johannesburga, wówczas pozostaje dojazd do JHB autem albo busem, podobnie jeśli dolatujemy do JHB czeka nas jeszcze 4 godziny podróży. Tym razem wybraliśmy taką opcję i przyznaję, że te 4 godziny w aucie wymęczyły nas okropnie, dużo bardziej niż same loty :) Powodów dla jakich nie lecieliśmy z Bloem było wiele, między innymi fakt, że w dzień lotu mieliśmy umówione spotkanie w polskim konsulacie z Pretorii gdzie wyrabialiśmy paszport tymczasowy synkowi. 

Wielu przewoźników oferuje połączenia z RPA do Polski. My korzystamy zawsze z najtańszych opcji i póki co najmilej wspominamy podróżowanie z Qatarem :) Miła obsługa, komfortowe samoloty, dobre jedzenie i korzystne połączenia. W pierwszą stronę w ogóle nie musieliśmy czekać na lotnisku, w drugą mieliśmy kilka godzin oczekiwania. Ignacy spał wtedy na fotelu na lotnisku przez kilka godzin. Co dla nas ważne - przesiadka nie była w środku nocy.


Jeśli macie jakiekolwiek pytania co do podróży do RPA, chętnie na nie odpowiem :) 

A wracając do Iggiego - nasz synek jest wzorowym podróżnikiem. Jest również bardzo towarzyskim chłopcem więc spania w samolocie w ciągu dnia nie było za dużo, za to w nocy budził się tylko na mleko i spał dalej. W trakcie lotu dziennego były zabawy, spacery po samolocie i zaczepianie pasażerów. Ignaś bardzo dobrze reaguje na inne dzieci więc gdy tylko zlokalizował jakieś bobasy, śmiał się do nich i "rozmawiał" :) Mieliśmy też ze sobą zabawki, które jednak nie zajmowały jego uwagi zbyt długo ... Na wszystkie loty mieliśmy zarezerwowane miejsca "z kołyską" czyli gondolą dla dziecka, podczepianą do ściany (zdjęcie powyżej, środkowe, górne). Ignac lubi spać na brzuchu więc kołyska pod tym kątem dobrze się spisała. Obsługa była bardzo pomocna i bez wątpienia uległa urokowi Młodego Człowieka :) Na lotnisku w Doha dostępne są wózki dla dzieci, z których korzystaliśmy (foto powyżej) oraz sporo miejsca "na przeczekanie". Ponieważ nasz czas oczekiwania na kolejny samolot miał miejsce w godzinach 19-23 zależało nam na w miarę cichym i przyciemnionym miejscu. Trudno o takie niestety na lotnisku, które niemalże ocieka złotem i ma za zadanie przyciągać wzrok kolorowością samych butików i ich wystaw ;) Nam się udało. W miarę. Zadomowiliśmy się w "strefie telewizyjnej", obok "strefy ciszy". I tak obok "BBC World" spędziliśmy kilka godzin. Ignacy w tym czasie przespał się trochę a potem spanie dokończył w samolocie.  

Dużo mówi się o starcie i lądowaniu. Że te dwa momenty są trudne dla maluchów. Nasz syn płakał tylko raz, podczas pierwszego z czterech startów. Myślę, że głównie dlatego, że to ja się zestresowałam i za wszelką cenę chciałam go nakarmić - tak jak wszyscy doradzają. Potem już albo zasypiał mi na rękach, na chwilę przed startem, na spokojnie, albo go zajmowaliśmy, zabawialiśmy na różne sposoby i dużo sobie śpiewaliśmy - ta ostatnia forma aktywności zawsze u nas działa :) 


Nieco gorzej ma się sprawa z podróżowaniem autem. Ignacy nie przepada, delikatnie mówiąc, za swoim fotelikiem samochodowym. Dużo cierpliwości i fantazji kosztuje mnie wtedy każda godzina w drodze :)  Liczymy, że wkrótce, kiedy zaopatrzymy się w kolejny fotelik, taki już bardziej "dorosły', sytuacja się poprawi. Inna pozycja siedzenia i większa widoczność, myślę, że to może pomóc! Jeśli macie jakieś konkretne marki/ modele godne polecenia - proszę, dajcie znać, chętnie się poznam Wasze opinie. 

Każde dziecko jest inne ale zachęcam do próbowania i planowania wojaży z maluchem. My podróżujemy sporo i mimo, że czasami jestem bardzo zmęczona po kilku choćby godzinach w aucie, warto! Wychodzimy z założenia że z dzieckiem/ dziećmi można robić bardzo bardzo wiele rzeczy i zwiedzania świata zdecydowanie do tych aktywności należy!

Miłego weekendu!!




Komentarze

  1. Dzielny podróżnik! Ja do domu mam tylko 1500 km i narzekam, że to dużo (niecałe dwie godzinki lotem) , a tu taka wyprawa! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprawa - owszem, ale warto :)

      Pozdrawiam!!!

      Usuń
  2. Moja siostra była z Antkiem teraz na wakacjach na Maderze - 5h lotu. Młody wszystko dzielnie znosił, ale pod koniec podróży już mu się nudziło i robił się marudny. A spać nie chciał wcale, bo za dużo atrakcji :) Przy starcie i lądowaniu też nie narzekał. Więc nic tylko podróżować z takimi Maluchami :) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, Madera, brzmi fajnie :)

      Nie takie wojaże straszne jak się może wydawać.
      Pozdrowienia dla Ciebie, Siostry i Antka!!!

      Uściski!!

      Usuń

Prześlij komentarz