4 lata w Bloemfontein!

Cztery lata naszego pobytu tutaj minęły tak na prawdę 1 maja, ale jakoś ostatnio dosyć często towarzyszyły mi refleksje i przemyślenia różne na temat zarówno samego miasta jak i naszego w nim mieszkania. 




Od początku Bloem dla wielu nie było i nie jest destynacją oczywistą. Dlaczego tam? Tutaj? Dlaczego nie Joburg, tam się przecież robi kasę, albo chociaż taki kosmopolityczny Kapsztad? Tak widocznie było dla nas pisane. Aby znaleźć się w najzimniejszym niemalże miejscu w RPA, mniej oczywistym, dosyć suchym i ogólnie klimatycznie ekstremalnym. I tutaj rozpocząć naszą przygodę, znaleźć dom i sobie być i żyć. Na początku specyficzny, nazwijmy to konserwatywny klimat tego miasta jak i całego regionu traktowałam jako coś nie do końca pozytywnego. Męczyło mnie takie mało otwarte na nowości podejście. Potem jednak przekonałam się, że taki stan rzeczy może być ogromnym plusem!  Bo dzięki temu wciąż jest przestrzeń do działania, kreowania, do nowych projektów i biznesów (chociaż z tym ostatnim obcokrajowcy nie mają łatwo!).  

Z wielką przyjemnością stwierdzam, że coraz więcej się tu dzieje, kulturalnie, towarzysko, klimatycznie. Powstają coraz to fajniejsze knajpki, lokalne inicjatywy typu bazarki z lokalną, fajną, eko-żywnością. Mimo, że jesteśmy tu już dłuższą chwilę,zaskakuje mnie Bloem różnorodnością swoich mieszkańców. Ostatnio, zupełnym przypadkiem dowiedzieliśmy się, że właścicielkami pensjonatu - dosłownie po sąsiedzku - na tej samej ulicy, 2 minuty spacerem z wózkiem - są dwie panie z Białorusi! Svetlana i Masza. Mama i córka, które przyjechały tutaj 10 lat temu. Ach jak miło poczuć się prawie jak w ojczyźnie :) Do tego Talmira, dziewczyna mniej więcej w moim wieku, z Kazachstanu, która od mieszka tu kilka lat i od jakiegoś czasu produkuje pyszne sery i inne wyroby mleczne. Hitem jest ser typu oscypek! Co jak co ale takich smaczków się na południu afryki nie spodziewałam! 



Oczywiście wraz ze zmianami jakie zachodziły i zachodzą w naszej rodzince - odkrywamy miasto na nowo. Na początku Bloemfontein było po prostu dobrą bazą wypadową do wszelkich wojaży. A podróżowaliśmy, zwłaszcza przez pierwsze dwa lata pobytu sporo... Stopniowo rozwijał się też etap zawiązywania coraz to ciekawszych znajomości.  Wtedy miasto było tłem. Tłem do spotkań przy kawie i imprez ale też to tutaj, w totalnie różnych kręgach poznawaliśmy ludzi! Czasami aż sama się dziwię w jak różnych miejscach przyszło mi poznawać przyszłych znajomych i przyjaciół. 

Teraz, kiedy z oczywistych względów żyjemy nieco bardziej stacjonarnie, mamy szansę odkrywać Bloem pod nieco innym kątem, bardziej skupiać się na tym, co miasto oferuje na bieżąco. I tak też jest bardzo ciekawie. Nienachalnie, ale się dzieje! Markety, markeciki, wiem o nich coraz więcej gdyż do niedawna starałam się bywać regularnie z moją biżuterią i akwarelami. Zima, lato, są na okrągło. Tu wciąż jest przestrzeń na to, co w europie jest już rozkręcone na maksa - np. piwo kraftowe. Podczas gdy w Polsce rewolucja już daaaawno się zaczęła - tutaj, zwłaszcza we Free State, czyli w prowincji gdzie mieszkamy, jest jeszcze dużo do zrobienia w temacie. Jeśli ktoś chce oczywiście, a my chcemy!!! Poczynione są już nawet w tym kierunku pewne kroki o których opowiem za chwilę! Do tego też sieć znajomych, w większości już dosyć dobrze znanych. Takich, z którymi spotykamy się mniej lub bardziej regularnie. Dobrych. Bliskich. Ale też tak jak wspominałam powyżej, są nowi! Równie ciekawi i inspirujący!!! Jest dobrze. Jest nam tutaj dobrze.

Oczywiście można by ponarzekać, a to, że klimat suchy (co daje się we znaki), a to, że do Polski daleko, że nie ma H&Mu i że poczta działa, hmm... różnie, a to, że nikt z Polski nas nie chce odwiedzać i znalazłoby się jeszcze wiele "i" ... ale nie o to chodzi! Bo Bloem to teraz "nasze miejsce" i wszystko wskazuje na to, że jeszcze naszym przez chwilę pozostanie! Bo przecież, "dom twój tam, gdzie serce twoje" :)

Komentarze