Komu w drogę ... temu POLSKA!



Poniższego posta napisałam lub też raczej pisać zaczęłam w samolocie, potem w Doha, podczas postoju a potem, kiedy już miałam posta umieszczać, skończył nam się internet lotniskowy, Franek się obudził i post pozostał w wersji roboczej. Tak więc z chwilowym opóźnieniem, jest, mimo, że trochę poniewczasie :) Czasami zdarza mi się pisać coś i potem nie publikować i po czasie nie ma sensu wracać do tych zapisków, tym razem jednak umieszczam!


Jesteśmy w drodze. W drodze do Polski. Ostatnie dni, tygodnie wręcz, były bardzo intensywne. Dużo przygotowań, spraw do załatwienia, dokumentów do zebrania i projektów do sfinalizowania - ale w końcu się udało!

Jesteśmy w trakcie podróży, którą rozpoczęliśmy w poniedziałek wyprawą do Pretorii i ambasady RP, która w Pretorii się mieści. Wyrabialiśmy tam Franciszkowi paszport tymczasowy, na podstawie którego podróżuje z nami do Polski.
Wszystko przebiegło sprawnie i już o 11 we wtorek byliśmy gotowi zacząć nasze wakacje. Bo ten wyjazd do Polski, mimo,że czeka nas dużo spraw formalnych do sfinalizowania, takich jak nowe paszporty, pesel dla Franka, wizy i inne akty urodzenia, mamy zamiar spędzić urlopowo. Jasiek na wyprawę do Polski „trzymał” caly swój tegoroczny urlop i od stycznia nigdzie, choćby na tydzień, nie bylismy! Fakt, że ciążowo nie byl to najłatwiejszy czas i okres ten nie sprzyjał wojażom, ale zgodnie stwierdziliśmy, że 9 miesięcy bez choćby chwili na zmianę otoczenia, to stanowczo za długo!!!

Teraz lot, potem spędzamy chwilę w Wawie i jeszcze we czwartek jedziemy na nasz wschód, do rodziców. Tam będzie nasza baza na cały ten ponad miesięczny pobyt. Zamierzamy wyskoczyć na chwilę to tu (Lublin) to tam (Wawa), ale prawdopodobnie większość czasu spędzimy w okolicach Białej Podlaskiej.

Ta cała wyprawa to ogromne dla mnie wyzwanie. Trochę przeraża mnie myśl tej doby niemalże w samolocie bez choćby kawałka normalnego snu. Nic tak bardzo nie obniża mojego nastroju, nasila irytację oraz skutecznie pozbawia mnie cierpliwości jak brak snu i wszystkie tego skutki. Z Franiem już zaczęliśmy się na prawdę fajnie nocnie dogadywać i bywały dni, kiedy noce wypadały dużo lepiej niż dni – lepiej w kontekście choćby chwili rutyny, jakiegoś ułożenia dnia – i teraz mam poczucie, że trzeba będzie budować ten porządek od nowa.

No, ale nie będę krakać :) Na szczęście jesteśmy w tym biznesie we dwoje z Jaśkiem plus w Polsce będzie rodzina i dziadkowie, którzy już nie mogą się doczekać poznania Franka i zobaczenia znowu Ignacka, no i jest laktator, i mam nadzieję, że taka kombinacja będzie sprzyjała i odespaniu podróży i regeneracji i odpoczynkowi! Trzymajcie kciuki!!!

Podczas pobytu w Polsce będziemy też chrzcili naszego małego chłopca! Będzie to okazją do spotkania w rodzinnym gronie i wspólnej celebracji. To ważne dla nas wydarzenie. Bardzo się cieszę na tego 1go października! Chrzest odbędzie się w tym samym kościółku, gdzie braliśmy ślub i chrzciliśmy Ignacego.

Trochę planów zatem mamy!

Podczas naszego pobytu w PL odbędzie się też premiera książki pt. "Tam mieszkam", o której wspominałam Wam już na łamach bloga (o TU) :) W temacie książki - zaglądajcie do Agnesss in Africa, lada moment pojawi się konkursik, małe giveaway, gdzie wygrać będzie można naszą książkę :) Stay tuned i życzcie nam snu nieco na drugi lot, który już za chwilę!!!

update:


Jesteśmy już u rodziców, na Podlasiu, pobyt zaczęliśmy od okropnej grypy żołądkowej, z której wydobrzeliśmy dopiero dzisiaj. Drugi lot minął znacznie lepiej niż pierwszy! Udało nam się przespać 2-3 godziny, wszystkim! Duży sukces! W Wawie sprawy udało się sprawnie załatwić - podobnie jak pierwsze kroki do rozwiązania naszych formalnych spraw! Pierwszy weekend za nami i za chwilę zaczynamy nowy tydzień! Dobrego wieczoru Kochani i do następnego!


Komentarze

Prześlij komentarz