poniedziałek, 20 lutego 2017

2016/2017




Czasami dzieje się tak, że nastają trudniejsze momenty w życiu. Takie, gdzie zapał do działania opada, zmęczenie odbiera resztki energii a niepowodzenia i plany, których nie udaje się zrealizować - skutecznie zabierają resztki dobrego nastroju. Taki miałam koniec roku 2016. Gdy jeszcze do tych wszystkich odczuć dołożymy frustracje i trudności w porozumiewaniu się z najbliższą osobą, wtedy jest tego za dużo. Za dużo po prostu i za dużo na raz. 

Po raz pierwszy w moim prawie 6letnim małżeństwie osiągnęłam moment, kiedy nie chciało mi się gadać, rozmawiać, wyjaśniać. Z każdym dniem, z coraz większym zmęczeniem, sytuacja taka stawała się coraz bardziej nie-do-zniesienia a jednocześnie sił i chęci aby usiąść i przewałkować wszystko - coraz mniej. Wiedziałam jednak jedno, że nie ma sensu przeciągać takiego stanu bo nie przyniesie on nic dobrego. Od początku jednym z głównych podstaw naszej relacji była rozmowa i dbanie o to, aby o sobie po prostu nie zapominać, tak więc niemalże zmusiliśmy się aby sprawy rozgrzebać i na nowo poukładać. Aby mimo zmęczenia i innych negatywnych emocji, odnaleźć siebie na nowo i wrócić do dawnych nas. 

Nie było łatwo,ale udało się. Wręcz jak już zaczęliśmy, mam wrażenie, że wszystko poszło sprawnie i po naszemu. Nie obyło się bez irytacji i łez, ale wierzę, że one też były potrzebne. Potrzebne, aby uświadomić sobie pewne sprawy, przypomnieć jakimi chcemy, razem i osobno, być i nie chcieć wracać do innego porządku spraw! W jednej chwili przypomniałam sobie za to tak bardzo kocham i cenię mojego męża. Jak lubię, kiedy zauważa pewne rzeczy. W jaki sposób o nich mówi i jak sprawia, że znowu mi się chce działać. Jak lubię nasz duet i nas jako rodziców. 

Dodatkowym argumentem, aby owe przegadanie spraw nastąpiło byli nasi synowie. Bardzo wierzę, że oni, jak nikt inny, wyczuwają, że w domu dzieje się coś nie tak. A ja tego nie chcę. Nie chcę aby coś nie tak było i nie chcę aby chłopcy mieli nieszczęśliwych rodziców. Więc koniec i basta! Koniec i już! 

Wraz z opisanymi wyżej nastrojami, na blogu również było ciszej. Trochę mi szkoda tego czasu, zwłaszcza, że pokrył on się z czasem fajnego, zwiększonego Waszego zainteresowania tym miejscem, ale trudno. Ta przestrzeń jest moim swoistym pamiętnikiem i dosyć dobrze odzwierciedla momenty życiowe w jakich akurat jestem. I jeśli panuje tu cisza, pojawia się mniej wpisów, zdjęć i mniej nas to zazwyczaj są ku temu powody. Cisza noworoczna jest jednak spowodowana dobrymi rzeczami. Brakiem czasu w pozytywnym tego słowa znaczeniu!!! Mimo, że chwilowo mnie tu mniej to w innych sferach jestem bardzo obecna i bardzo chętnie się z Wami podzielę i poopowiadam o moich aktualnych zajęciach i  zmianach w życiu! 

Dodatkowo, aby nie kończyć taką minorową nutą powiem Wam, że mam się bardzo dobrze. 2017 rok rozpoczął się dobrze i od pierwszych jego dni nie opuszcza mnie przekonanie, że to będzie mój rok! Czuję się bardzo dobrze w miejscu, gdzie teraz jestem i na to co ten nowy rok przyniesie patrze z ogromnym spokojem i entuzjazmem! Bardzo lubię moment, w którym ja i moja rodzina jesteśmy. Każdego dnia zauważam dobre chwile i momenty wzruszeń bardzo mnie rozczulają. Jest mi dobrze. 

Tymczasem bardzo Wam dziękuję, że mimo ciszy wciąż tutaj zaglądacie.  Bardzo mnie to niezmiennie cieszy! 

1 komentarz:

  1. Kochana moja dziewczynko jak ja się cieszę, że jesteś po prostu szczęśliwa. Może czasami tak właśnie musi być, że aby to nasze szczęście w pełni docenić musi czasami coś nieco zaszwankować. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń