2016/2017




Czasami dzieje się tak, że nastają trudniejsze momenty w życiu. Takie, gdzie zapał do działania opada, zmęczenie odbiera resztki energii a niepowodzenia i plany, których nie udaje się zrealizować - skutecznie zabierają resztki dobrego nastroju. Taki miałam koniec roku 2016. Gdy jeszcze do tych wszystkich odczuć dołożymy frustracje i trudności w porozumiewaniu się z najbliższą osobą, wtedy jest tego za dużo. Za dużo po prostu i za dużo na raz. 

Po raz pierwszy w moim prawie 6letnim małżeństwie osiągnęłam moment, kiedy nie chciało mi się gadać, rozmawiać, wyjaśniać. Z każdym dniem, z coraz większym zmęczeniem, sytuacja taka stawała się coraz bardziej nie-do-zniesienia a jednocześnie sił i chęci aby usiąść i przewałkować wszystko - coraz mniej. Wiedziałam jednak jedno, że nie ma sensu przeciągać takiego stanu bo nie przyniesie on nic dobrego. Od początku jednym z głównych podstaw naszej relacji była rozmowa i dbanie o to, aby o sobie po prostu nie zapominać, tak więc niemalże zmusiliśmy się aby sprawy rozgrzebać i na nowo poukładać. Aby mimo zmęczenia i innych negatywnych emocji, odnaleźć siebie na nowo i wrócić do dawnych nas. 

Nie było łatwo,ale udało się. Wręcz jak już zaczęliśmy, mam wrażenie, że wszystko poszło sprawnie i po naszemu. Nie obyło się bez irytacji i łez, ale wierzę, że one też były potrzebne. Potrzebne, aby uświadomić sobie pewne sprawy, przypomnieć jakimi chcemy, razem i osobno, być i nie chcieć wracać do innego porządku spraw! W jednej chwili przypomniałam sobie za to tak bardzo kocham i cenię mojego męża. Jak lubię, kiedy zauważa pewne rzeczy. W jaki sposób o nich mówi i jak sprawia, że znowu mi się chce działać. Jak lubię nasz duet i nas jako rodziców. 

Dodatkowym argumentem, aby owe przegadanie spraw nastąpiło byli nasi synowie. Bardzo wierzę, że oni, jak nikt inny, wyczuwają, że w domu dzieje się coś nie tak. A ja tego nie chcę. Nie chcę aby coś nie tak było i nie chcę aby chłopcy mieli nieszczęśliwych rodziców. Więc koniec i basta! Koniec i już! 

Wraz z opisanymi wyżej nastrojami, na blogu również było ciszej. Trochę mi szkoda tego czasu, zwłaszcza, że pokrył on się z czasem fajnego, zwiększonego Waszego zainteresowania tym miejscem, ale trudno. Ta przestrzeń jest moim swoistym pamiętnikiem i dosyć dobrze odzwierciedla momenty życiowe w jakich akurat jestem. I jeśli panuje tu cisza, pojawia się mniej wpisów, zdjęć i mniej nas to zazwyczaj są ku temu powody. Cisza noworoczna jest jednak spowodowana dobrymi rzeczami. Brakiem czasu w pozytywnym tego słowa znaczeniu!!! Mimo, że chwilowo mnie tu mniej to w innych sferach jestem bardzo obecna i bardzo chętnie się z Wami podzielę i poopowiadam o moich aktualnych zajęciach i  zmianach w życiu! 

Dodatkowo, aby nie kończyć taką minorową nutą powiem Wam, że mam się bardzo dobrze. 2017 rok rozpoczął się dobrze i od pierwszych jego dni nie opuszcza mnie przekonanie, że to będzie mój rok! Czuję się bardzo dobrze w miejscu, gdzie teraz jestem i na to co ten nowy rok przyniesie patrze z ogromnym spokojem i entuzjazmem! Bardzo lubię moment, w którym ja i moja rodzina jesteśmy. Każdego dnia zauważam dobre chwile i momenty wzruszeń bardzo mnie rozczulają. Jest mi dobrze. 

Tymczasem bardzo Wam dziękuję, że mimo ciszy wciąż tutaj zaglądacie.  Bardzo mnie to niezmiennie cieszy! 

Komentarze

  1. Kochana moja dziewczynko jak ja się cieszę, że jesteś po prostu szczęśliwa. Może czasami tak właśnie musi być, że aby to nasze szczęście w pełni docenić musi czasami coś nieco zaszwankować. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz