Zjednoczonych łopot flag - okiem mężczyzny - Chicago



Dzisiejszy post to kolejna osłona z cyklu ... okiem mężczyzny ... 
Jasiek, małżonek mój, opowie Wam o jego amerykańskiej przygodzie. Zapraszam!!! 
Na początku tego roku dostałem zaproszenie na konferencję do Chicago. Organizatorzy poprosili mnie abym wygłosił 20-minutowy wykład. Jest to dosyć duże wyróżnienie, ponieważ zazwyczaj trzeba zaaplikować o takie wystąpienie jako że zawsze jest bardzo  wielu chętnych.
Bardzo się więc ucieszyłem, to ekscytujące wystąpić przed gremium osób które są specjalistami w danej dziedzinie chemii; trzeba się wtedy porządnie przygotować, profesjonalnie wygłosić wykład, inaczej można łatwo polec na pytaniach które padają z sali. Nieczęsto też zdarza się okazja do przemawiania na dużej konferencji; zwykle można poćwiczyć na studentach macierzystej uczelni przy okazji wygłaszania referatu dotyczącego własnych badań. No i nigdy nie byłem jeszcze w Stanach. Zatem – okazja do praktyki i nauki!
Postanowiłem zaaplikować do organizatorów konferencji o przyznanie tzw. ‘grantu  konferencyjnego’ który umożliwiłby mi przyjazd do Chicago. Po dość długim oczekiwaniu dostałem odpowiedz że mogą mi dorzucić $200. Hmmm, pomyślałem, nie pokryje to nawet wpisowego. Nie tracąc nadziei, złożyłem podanie o podobny grant do południowoafrykańskiej fundacji na rzecz nauki (NRF). Zaaplikowałem o R34800 i… dostałem cała sumę! Pokryła ona przeloty do USA, transport na terenie Chicago, opłatę konferencyjną, koszty wizy oraz zakwaterowanie. Nawet zostało parę randów - te trzeba będzie zwrócić. Dodatkowo powiedzieli mi, że nie mają problemu z tym w jaki sposób dotrę na konferencję, jakimi liniami czy połączeniami. Dlatego zdecydowałem się polecieć przez Polskę (Bloemfontein – Johannesburg – Doha – Warszawa – Zurych – Chicago) i zostać parę dni w kraju. Po naradzie rodzinnej postanowiliśmy zresztą przyjechać do Polski wszyscy, ja w międzyczasie pojechałem do Stanów, potem przyjechałem do żony i spędziliśmy resztę czasu wszyscy razem.
A Stany? To faktycznie inny świat. I naprawdę wszystko jest większe – od jezior przez budynki po hamburgery. Warto było zobaczyć, przekonać się na własnej skórze. Spotkałem paru Polaków żyjących tam od lat. Dziwili się, jak można pojechać żyć do RPA a nie do USA.
Po konferencji zatrzymałem się u couchsurfera, Hindus z pochodzenia. W latach 80 przebywał jako ambasador Indii w Polsce. Ha, nie ma to jak pogadać przy śniadaniu z ambasadorem. Uczestniczyłem w spotkaniu zorganizowanym przez Brendena, założyciela projektu OneGlobeCitizen. Zapraszał do udziału w swoim niedawno rozpoczętym projekcie: www.oneglobecitizen.com
Uciąłem sobie miła pogawędkę z Jackiem, bratem ciotecznym Jerzego Popiełuszki.
Jak zamożne jest Chicago, pokazuje również moje spotkanie z bezdomnym żebrzącym obok hotelu w którym odbywała się konferencja. Był wieczór, wyszedłem z wykładów i bezskutecznie próbowałem odpalić na wietrze cygaro. Nagle z prawej strony mojej twarzy pojawiła się pomocna ręka z zapalona zapalniczką. Należała do George’a, lokalnego bezdomnego. Zapytał jak się mam i czy nie kopsnąłbym mu piątaka. Grzecznie odmówiłem. Powiedział beztrosko że nie ma problemu bo i tak już dziś zebrał swoją trzydziestodolarową dniówkę. Zapytał czy możemy więc po prostu chwilę pogadać. Staliśmy wiec przed Hiltonem, ja z cygarem, on wyciągnął swoje Marlboro. Pogadaliśmy o życiu. Żona od niego odeszła bo sporo pił, ale cieszy się że może widywać dzieci – niedługo kończą szkołę i jest z nich bardzo dumny. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego bezdomnego – pogodny, otwarty, trzeźwy, porządnie ubrany, w butach Nike ;) Potem ruszyliśmy, każdy w swoja stronę…
Byłem też na sobotnim clubbingu z lokalsem. Najpierw stand-up comedy w osiedlowym teatrze, potem zabrał mnie do najlepszego baru w mieście. Dość powiedzieć, ze obaj musieliśmy założyć garnitury. Kiedy postawiłem kolejkę i musiałem zapłacić $35, to powiedziałem wprost ze mnie nie stać na dalsza popijawę. Powiedział że nie ma problemu, on stawia. Clubbing zakończyliśmy o świcie. Tego wieczoru Vishal wydal $250.
Wiec tak, w Chicago żyje się szybko i z rozmachem. Kto wie, może w przyszłości Stany znajdą się na naszej mapie życia ...


‘Honor the Fallen’ – iluminacja z okazji święta narodowego obchodzonego w ostatni poniedziałek maja; w tym roku 25 maja 2015.





















Ściana hostelu w którym nocowałem.

Żywca można się napić, wrócić myślami do podnóża Babiej Góry. $10 sześciopak 




A jakby ktoś nie za bardzo za Żywcem przepadał, to zawsze wódeczka. Co prawda już od dawna nie produkowana w kraju, ale za to z rodowodem




Inny polski akcent!




Jezioro Michigan; jakby pożeglować na północ to już prosto do Kanady ..







Komentarze