wtorek, 26 kwietnia 2016

Weekend. Ogród. 18 miesięcy. 27 tygodni. 1050g!


Weekend minął szybko, głównie dlatego, że większą jego część spędziłam na seminarium organizowanym w naszym kościele. Dotyczyło one Duchowości Ignacjańskiej, a że nasz Pierworodny Ignacy, poczułam się zobligowana aby dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Sobota była bardo męcząca i intensywna, więc po powrocie miałam siły tylko na kilka przytulańców z synem i przejrzenie książeczki, za to niedzielne spotkanie skończyło się wcześniej i mieliśmy razem fajne popołudnie! Podczas mojej nieobecności chłopaki dzielnie rządzili razem! Wyglądali na zadowolonych :) Bardzo to dla mnie ważne i ogromnie mnie cieszy, że Mąż mój tak cudownie zajmuje się Ignacym. Tak było od dnia nr 1 i mam nadzieję, że tak zostanie! Wsparcie pierwsza klasa!!! W weekend Syn skończył półtora roku!!! Tak, 18 miesięcy ten bąbel jest już z nami! Hurraa!!! Poza tym zaczynamy 27 tydzień ciąży a wg wczorajszego badania mamy już 1050g! człowieka!!!! Brawo, Synu! Pięknie rośniesz !!! A mnie tym samym serce rośnie :) Ostatnie tygodnie nastraszyły nas nieco zawirowaniami ciążowymi, wczorajsza wizyta lekarska była jednak bardzo pozytywna i w takim nastroju rozpoczęliśmy kolejny tydzień i w podobnym nastawieniu planujemy zaczynać już każdy kolejny!! Ciążowy i nie. Tak więc w 100% optymistycznym i pozytywnym nastawieniu witam Was w nowym tygodniu i życzę, aby był dobry!! Kończy się on przecież rozpoczęciem majówki a dla nas ... 5 rocznicą ślubu!!! Yay!!! Dobrego dnia!

 Miłość do książek trwa!!! Za Traktor Tadka Chrzestnej pięknie dziękujemy !!!



 Mama i Syn. Niedzielna sesja była tylko nasza! A właściwie powinnam napisać - mama i synowie <3


Ostatnimi  czasy moi Panowie mają mega-super sztamę, jak tylko Tata rano bierze do ręki klucz aby otworzyć drzwi - Ignacy biegnie co by przypadkiem Tacie nie przyszło do głowy pojechać (do szkoły) samemu!!! :) Uwielbiam ich!!














I trochę naszej dwójki :) Wkraczamy w III trymestr! Jak ten czas gna!?!

Uściski jesienne dla Was!


piątek, 22 kwietnia 2016

Modowy piątek: sportowo mi!


Dzisiaj, piątkowo, obudziłam się z natchnieniem i weną do umieszczenia posta modowego. Dawno tu takiego nie było. Co jakiś czas pojawiają się wpisy inspiracyjne, są one jednak bardzo zróżnicowane i luźne. Dzisiaj będzie typowo modowo, a właściwie (nie)typowo dresowo :) Uwielbiam wszelki kolor, wzory, nieustannie inspirują mnie afrykańskie klimaty, jednakże ostatnio zauważam u siebie lekki zwrot w nieco bardziej spokojnym kierunku.I u mnie przyszła pora na szarości wszelkiej  maści a w związku z ciążą i poszukiwaniem wygody w stroju, zakochałam się ostatnio w dobrych poczciwych dresikach :) No bo ile można nosić legginsy?? Z całym do nich szacunkiem, czasami trzeba odmiany! Podobają mi się miksy wspomnianych spodni a'la sportowych z elementami takimi jak torby, kardigany,szale, kurtałki, botki czy inne obcasy! Zerknijcie sami :) Zapraszam!





Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Pinteresta :)

środa, 20 kwietnia 2016

Zielono mi czyli moje pierwsze domowe pesto!!! Pyszota :)



Dzisiaj zielono! A wszystko za sprawą pesto, które to popełniłam jakiś czas temu! W ogrodzie, który przez miesiące trwał jakby w hibernacji i nic a nic nie chciało rosnąć - teraz - na chwilę przed zimą wybujało nam tu i ówdzie co nieco zieleniny. Są tony szpinaku, za którym, hmm... , nie przepadam, w końcu ogórasy i papryczki ale też ogrom bazylii! Co by ją jakoś spożytkować zabrałam się za przygotowanie pesto. Nie miałam orzeszków pinii ale za to znalazłam torbę nerkowców, lekko osolonych, i mówię Wam, wyszło pesto jak marzenie!!! Korzystałam z inspiracji blogowych, jak zawsze zresztą :) Tym razem czerpałam z przepisów: KLIK, KLIK :) A właściwie głównie z tego pierwszego! 


Ponieważ miałam bardzo dużo liści - podwoiłam (w stosunku do proporcji z linka) pozostałe składniki i tak w skład mojego sosu wchodziły: 
  • dużo świeżych liści bazylii ( jak widać na zdjęciu powyżej)
  • 1 szklanka oliwy z oliwek
  • 1 szklanka orzechów nerkowców
  • 1 szklanka sera twardego, dojrzewającego typy parmezan
  • czosnek - kilka ząbków plus płatki 
  • sól i pieprz do smaku

Wszystko miksujemy i zajadamy z ulubionym makaronem!


Mówię Wam, palce lizać!!!!

wtorek, 19 kwietnia 2016

Jesienny veld czyli nasze prywatne afrykańskie stepy, krok od domu :)


Mamy tak cudowną namiastkę afrykańskich stepów tuż za domem a tak rzadko tam bywamy, zdecydowanie za rzadko! Długie i gorące lato nie sprzyja, ale za to teraz - jesiennie - pora jest idealna! Wybraliśmy się tam zatem ostatnio i piękno kolorów, zachód słońca i spokój po raz kolejny nas zachwycił :) To tam też częściowo mieliśmy naszą brzuszkową sesję kiedy oczekiwaliśmy na Ignaca! Sentyment do miejsca i scenerii pozostanie na zawsze :)

































Dobrego dnia!


piątek, 15 kwietnia 2016

Książka na wolne popołudnie i/lub kawałek nocy - Paula Hawkings - "Dziewczyna z pociągu".

Źródło: KLIK

Wspominałam kiedyś zapewne, że mam tak, że często czytam zrywami. Najpierw pochłaniam kilka książek w kilka dni a potem przez kolejny tydzień lub trzy - trudno mi się zabrać za lekturę. Od czasu do czasu zdarzają się też czytadła przeznaczone po przeczytania "na raz" i "Dziewczyna z pociągu" do tej kategorii zdecydowanie się zalicza! Nie jest to ani super zaletą ale też nic w tym złego, moim zdaniem. Czasami warto apotkać takie czytadło na swojej drodze i dać się wciągnąć historii. Ta opowieść jest nieco tajemnicza, zagadkowa, jakby thrillerowa i bez wątpienia trzyma w napięciu. A zakończenie? musicie ocenić sami !!!


środa, 13 kwietnia 2016

Popołudnie w ogrodzie botanicznym i garść refleksji.


Dzisiaj zabieram Was do lokalnego obgordu botanicznego. Bylismy tu już na łamach tego bloga kilkukrotnie na przestrzeni tych kilku lat tutaj (jak to poważnie brzmi, kilku lat :P) Ostatnio wybraliśmy się tam w ubiegłym tygodniu i spędziliśmy z synem bardzo miłe i przyjemne popołudnie. A może to było już dwa tygodnie temu? Ostatnio jakoś czas mi przyspiesza .. W każdym razie popołudnie jesienne, z ciepłym słońcem i złotawymi barwami. Pooglądaliśmy ptaki, któych Ignacy jest miłośnikiem, pospacerowaliśmy, poprzytulaliśmy a niektórzy zjedli tonę ciasteczek w międzyczasie :) Dobry czas. Nie ma to jak wyszaleć się na powietrzu tuż przed wieczorną kąpielą, ach, jak dobrze się potem śpi !!!



Ostrość niektórych zdjęć pozostawia nieco do życzenia, ale i tak je bardzo lubię, oddają klimat tego popołudnia :) 



 ^^^ Takie nasze grupowe, trzyosobowe kadry :)


Uwielbiamy nasz wózek, całą naszą rodziną. Ignacy przede wszystkim. Zastanawiam się więc jak zareaguje kiedy pewnego dnia przyjdzie czas dzielenia wózka z młodszym bratem!?! Rozważaliśmy różne opcje wózkowe w związku z nadchodzącymi zmianami. Niektórzy polecają wózki podwójne, ale póki co, zamówiłam jedynie nowe pokrowce i ramę do naszej fury, tak więc nie będzie można wozić dwóch chłopaków jednocześnie, ale zmiana ram będzie bardzo prosta i mam nadzieję, przynajmniej na początku się sprawdzi! A potem zobaczymy. Bloem to nie jest spacerowe miasto i jakoś nie widzę naszych kilometrowych wędrówek jako częstego zajęcia więc póki co nie inwestujemy w "twin pram" :) 




Nasz miniony weeekend przybrał dosyć niespodziewany obrót. W piątek wieczorem musieliśmy jechać do szpitala i zostać tam do niedzieli, na obserwacji. Wszystko się dobrze pod kątem ciąży zakończyło i lekarz uspokoił nas, że młody człowiek, który razem ze mną zaczął 25ty tydzień wspólnej podróży - ma się dobrze, to jednak tych kilka godzin stresu przeplatanego strachem i próbami opanowania tych emocji i uspokojenia się, mocno nas wymęczył. Szpitale zawsze działają nam mnie bardzo wyczerpująco, wróciłam więc z niego zmęczona i słabsza niż przed. Ale chyba najtrudniejsza jest kwestia emocjonalna. No bo dopiero po fakcie zazwyczaj dociera do człowieka, co tak właściwie się stało, jak mogło się zakończyć no i ogólny rollercoaster daje o sobie znać. Tak więc te kilka minionych dni upływają mi na ogólnym osłabieniu i nieco większej niż zwykle tkliwości. W piątek czeka mnie market i mimo, że zawsze bardzo cieszą mnie takie wydarzenia i możliwość spotkania z potencjalnymi klientami, to teraz jakoś trudno mi się skupić na przygotowaniach. Ech, weź zrozum kobietę w ciąży, kiedy ja sama nie potrafię siebie samej zrozumieć czasami, emocje to dosyć skomplikowany osobnik :)







Piękny zachód słońca i na koniec naszych przytulańców odrobina :) :) :)

piątek, 8 kwietnia 2016

Everydaylife on Eddie de Beer: Jesienne aktualności, refleksje i zmiany.



Tydzień, który już prawie dobiega końca i wkracza w weekendowy etap - uraczył nas ogromną ilością deszczu! Padało od wtorku do teraz, niemalże non stop! I super, wszyscy tu bardzo na deszczyk czekaliśmy. razem z potokiem wody opadło nam full liści z naszej przydomowej śliwy i zapanował iście zimowy chłód! Brr! Wczoraj po raz pierwszy w tym sezonie rozpaliliśmy w kominku! Pewnie jeszcze ciepłe dni wrócą, no bo w końcu dopiero kwiecień, ale i tak poczucie, że lato odeszło w tym roku bezpowrotnie - jest! Ale wiecie co, na prawdę nie mam nic przeciwko możliwości narzucenia płaszcza, swetra czy krytych butów. Tutaj jesień i wiosna trwa zawsze zaledwie chwilę więc korzystam z tych momentów zanim zrobi się na prawdę zimowo zimno. 

Tydzień minął pracowicie, wręcz wczoraj opadłam z sił stwierdzając, że jednak nieco za dużo sobie poplanowałam. Ale tak to bywa, zorientować się po fakcie. Tak więc dzisiejszy poranek spędziłam na spokojnie, regenerując siły i nabierając mocy na weekend. Samopoczucie nasze też już ogólne lepsze więc szkoda by się teraz przemęczać i znowu pochorować.. Moi panowie bardzo szybko doszli do siebie, mnie zajęło to chwilkę i wciąż jeszcze walczę z kaszlem i zablokowanym nosem. Może jednak wspomniany deszcz coś tu zaradzi ( bo spory tu udział suchego lokalnego powietrza!). 

Z ciążowych historii - mamy się we dwoje dobrze. Rośniemy i codziennie komunikujemy za pomocą uroczych kopniaków! Ma facet krzepę, mówię Wam, zwłaszcza kiedy kładę się do łóżka i mam zamiar smacznie zasnąć - ON się aktuwuje :) Faaajny czas. Nie opuszcza mnie też zgaga, wiernie towarzyszy mi każdego dnia, uparty zawodnik! Brrr!!!

Ze zmian ostatnich tygodni - nasz Ignacy wkroczył w zdecydowanie nowy etap rozwojowy. Doświadczamy very-tantrum-stage. Syn nie czekając aż mama zaczai o co mu chodzi, w sekundę się baaardzo denerwuje, płacze i kładzie na podłodze. Nie jestem wystarczająco szybko kumata jak widać :) Wiem, że ten etap jest normalny i wręcz pożądany, sama tego jednak świadomość nie ułatwia sprawy. Kilka dni upłynęło nam na duuużej ilości płaczu i w moim odczuciu, jako jedna z większych lekcji cierpliwości dla mnie. Wczoraj jednak zauważyliśmy minimalną poprawę, może Potomek zdaje sobie powoli sprawę, że nie jest to najlepsza technika i jakoś średnio na rodziców działa. OBY! Bardzo budujące wciąż jest dla mnie obserwowanie jak niezwykła więź ma miejsce pomiędzy Ojcem a Synem. Ignacy wpatrzony w Tatę jak w obrazek. Nie ma mowy, aby Jasiek wyszedł z domu gdzieś bez niego :) Chodzi nasz Krasnoludek za Tatą krok w krok. Lubię ich obserwować! Oj lubię! Aaach, wielką zmianą też jest dorobienie się kolejnego zęba :) Na górze ma ich Ignacy już 8 (na dole zresztą też!) Niezły wynik, prawda??

Zanim zalała nas fala deszczu spędziliśmy też jedno fajne popołudnie w ogrodzie botanicznym ( o tym planuję umieścić osobny wpis), dużo czasu upływało nam na zabawie w piaskownicy i na spacerowaniu :) A podczas pobytu Ignacego w szkole - ja oddałam się wirowi działań biznesowych. I tak moje produkty mam już w 3 punktach w mieście i planuję kolejny. Bardzo bym chciała aby te współprace się ułożyły i kiedy #babynr2ontheway przyjdzie na świat, będę mogła tylko co jakiś czas "dowozić towar" :) Trochę z moich nowości znajdziecie min. TU i TU :) Trzymajcie kciuki za działania moje !!!



No i jesień mamy.. prawie jak europejską tylko mało jeszcze złotą!