MY POTTERY ADVENTURE part 2

Dzisiaj kolejna odsłona moich ceramiczno-glinianych wyczynów. Talerz fikuśny, ale co najważniejsze własnoręcznie ulepiony ;)


Nie należę do najbardziej cierpliwych osób na świecie i lubię widzieć efekty swojej pracy szybko, najlepiej "na już" :) Garncarstwo zdecydowanie do tych ekspresowych zajęć nie należy i nie wiedzieć czemu - w ogóle mi to nie przeszkadza!!! Tutaj proces tworzenia jest długi ale za to niezwykle relaksujący. Sposobów jest wiele. Na pewno słyszeliście o "kole" jako narzędziu do produkcji garnków, wazonów czy misek, owszem, chociaż ja jeszcze tej metody nie próbowałam. Istnieje też inny sposób. Otóż wybierasz kawałek gliny, wyrabiasz go jak ciasto, potem jest on rozwałkowywany do odpowiedniej grubości i wtedy zaczyna się to, co najciekawsze! Wycinasz, przycinasz, formujesz - zależnie od projektu. Kolejny etap to schnięcie gliny i pieczenie - wypalanie (w specjalnym piecu w bardzo wysokiej temperaturze - ok 1000 °C). Potem przychodzi czas na malowanie, wydrapywanie wzorów i co tam jeszcze dusza zapragnie! Potem produkt po raz kolejny wędruje do pieca i voila! Czasami albo często, to zależy od tego, czy chcemy np. talerza używać w domu - musi być on jeszcze pokryty glazurą (wtedy efekt jest bardziej błyszczący). I potem możemy się cieszyć naszym dziełem w domu!

Jak do tej pory każdy mój produkt jest w ciągłym użyciu!
























Wcześniejsza odsłona mojej pottery adventure i wazony TU

p.s. Część naszyjników ze zdjęcia znajdziecie TU,  idealne dla małych i dużych elegantek :)
      Wkrótce będzie ich więcej !!

Komentarze

  1. Jest naprawdę cudny. Zawsze marzyłam o ceramice, ale nie było mi dane:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za późno aby spróbować!

      Pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz