Faworrrki :)

Zawsze wydawało mi się, że zrobienie faworków to niesamowicie trudna sprawa, zarezerwowana tylko dla Mamy :) Z dzieciństwa pamiętam, że nie było to Jej ulubione zajęcie, gdyż my zjadaliśmy całą produkcję, zanim Mama skończyła smażyć :) Moją działką było posypywanie cukrem pudrem :D

Tu, w dalekim kraju, nie raz i nie dwa miałam smaka na te osobliwe ciacha a jak nieopatrznie zajrzałam TU i TAM to już całkowicie straciłam głowę i niezwłocznie postanowiłam zadziałać sama! Okazało się to nie takie trudne a efekt, hmm .... pychota!!!

Przepis bardzo przystępny, nawet sformułowanie "mąka do wgniecenia" bardzo mnie nie przeraziło, chociaż zazwyczaj wystrzegam się takich wskazówek w przepisach  :)



Polecam i smacznego!!!

Komentarze

  1. Mniam wygldają apetycznie^^ Ja też zawsze pałaszowałam całą produkcję.Dzisiaj to ja będę produkowac pączki i faworki;-) W ciąganiu produkcji pomoże mi mój Luby i mama ;-) Rolę się odwróciły ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. takiej wersji jeszcze nie znałam! wyglądają świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moją działką była od zawsze konsumpcja ;))
    Fajnie jest się powyżywać na cieście - ładnie napowietrzone przez bicie, a ile frajdy dla duszy, że wyskakują z człowieka złe emocje :D

    OdpowiedzUsuń
  4. o mniam !!! no to mi narobiłaś smaka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja niestety miałam zakaz wchodzenia do kuchni, żeby mamie nie przeszkadzać:( za to teraz zamęczam moje dzieci, żeby wiedziały co do czego w tej kuchni i nie chodziły głodne...i wiedziały co to znaczy "mąki do wgniecenia" :)
    pozdrawiam i zostaję tu na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no i narobiłaś mi smaka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny - polecam spróbować! Ja przybieram się już do drugiej tury :)

    home, me&more - zapraszam na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz