Maria Nurowska

"Innego życia nie będzie"

Rzadko mam tak, że bohaterowie nie wzbudzają mojej sympatii a jedynie (albo aż) współczucie... Rzadko wpadają mi w ręce książki, które tak jak ta pokazują polskość, ale w negatywnym niestety znaczeniu. Brak wiary w siebie, gburowatość, brak tolerancji i zrozumienia dla innych...

Maria Nurowska ma niesamowity dar sprawiania, że człowiek czuje się, jakby przeniósł się kilkadziesiąt lat wstecz; okoliczności, otoczenie, dialogi - nie spotkałam się w ostatnim czasie z książką, gdzie język przyciągałby jak magnes tak jak tu:)

 Oto próbki:

Pół roku nie ma, jak tu przyjechałam. Teraz będę miała lepszą pracę. Pensja wyższa, może starczy, żeby jakiś własny kąt wynająć, bo przy ludziach mieszkać jakoś krępująco. Człowiek nie wie, czy może wejść do łazienki coś sobie przeprać, czy się będą krzywili, że wodę się wylewa i światło pali. Zapłacone mają, ale pewnie myślą, że więcej mogli policzyć.
Ojciec spytał, czy już ten, co miał przyjechać, przyjechał. To mu powiedziałam, że jeszcze nie. Ciągle sama siedzę i nic nie robię, ale pensja mi idzie. Jeszcze tam o paru sprawach pogadaliśmy, a potem wyłuszczył swoje. Chodziło o to, że Zdzicho od Machów z wojska wrócił i z wódką był u rodziców. Żenić by się chciał ze mną. Ojciec niby to obojętnie mówi, ale wiedziałam, czego jego serce pragnie, jakiej mojej odpowiedzi. Nie mogłam tak mówić, jak on chciał. Jak już raz się zdecydowałam ze wsi pójść, to wracać nie będę. Taka już jestem, nigdy się za siebie nie oglądam, żeby tam nie wiem co.

Co go wtedy napadło, żeby zboczyć z drogi i wstąpić na tę cholerną plebanię. To był błąd. Duży błąd. W ogóle nie powinien był się z Wandą żenić, ale w końcu jak się miało te dwadzieścia parę lat, robiło się głupstwa. No i palnął głupstwo. Mamusia miała sto procent racji: to małżeństwo było bez sensu od początku do końca. Mamusia wszystko umiała przewidzieć, raz tylko trochę przesadziła, ale można ją było zrozumieć. Chodziło o przyszłość jedynego syna. To chyba naturalne, że się starała.

Nota wydawcy:

Była bardzo ładna, głupia i wpatrzona w niego jak w obrazek. Taką zobaczył ją któregoś dnia, gdy tuż po wojnie objął urząd szczecińskiego wojewody. On, Stefan, miał raptem dwadzieścia cztery lata, skórzaną kurtkę i nadopiekuńczą matkę. Ona, Wanda - o pięć lat młodsza - była jego sekretarką. Wkrótce została żoną i urodziła mu dwóch synów. Jednak matka Stefana robiła wszystko, by rozbić to małżeństwo. Kiedy tego dopięła, zabrała do siebie starszego wnuka i powiedziała mu, że Wanda nie żyje. Teraz Stefan jest już stary. Z trudem wchodzi na trzecie piętro. Po zmianie ustroju jest nikim. Pewnego dnia dostaje przesyłkę pocztową z kilkoma zeszytami. Są to sekretne dzienniki, które Wanda prowadziła przez całe życie; chciała, by po jej śmierci trafiły do jego rąk. Za kilka dni z Ameryki przyleci jego drugi syn z jej trumną. W oczekiwaniu na to spotkanie Stefan czyta zapiski żony. I odnajduje utracone człowieczeństwo. Wzruszająca, oparta na faktach opowieść o miłości, której źli ludzie i zły czas nie dali rozkwitnąć. O gorzkim romansie z komunizmem.

A Wy lubicie książki Nurowskiej?

Komentarze

  1. lubimy, lubimy...ale chyba sie przyjadlam jej ksiazkami, bo tej jakos nie moglam skonczyc, a moze odrzucilo mnie tym razem przez ta negatywnosc.... ciesze sie, ze to byl traf w dziesiatke! ciekawe, czy polubisz Jagielskiego? pozdrowka z Kapsztadu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania! Jagielski WYMIATA!! Jestem pod wielkim wrażeniem!!!
      Dzięki Ci Dobra Kobieto za polecenie tak zacnej lektury :)
      p.s. Nurowska dobra od czasu do czasu, nie mogłabym czytać jej książek jedna po drugiej chyba...
      Pozdrowienia z Bloem :)

      Usuń
  2. A ja się zastanawiałam, czy kupić... Lubię Nurowską, ale jakoś nie miałam przekonania do tej pozycji.
    Notkę biorę pod uwagę.
    Pozdrawiam
    Lucy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz