Only in Mzansi

Przy okazji statystyk, ooo TU, wspominałam Wam, że jest wiele rzeczy w RPA, których, póki co, nie jestem w stanie zaakceptować. Jedne irytują, inne dziwią a jeszcze inne śmieszą. Część z tych kwestii związana jest z faktem, że przez długie lata panowania apartheidu populacja czarnoskórych nie miała możliwości się kształcić, rozwijać, wykonywać większości prac, przeznaczonych wówczas dla białych.  Przyczyną części z nich jest, moim zdaniem, nieudolne rządzenie krajem jak też brak zorganizowania, inne niż w Europie standardy tu panujące. Opowiem Wam dzisiaj o kilku takich kwestiach. 

RPA to mistrzowski kraj jest chodzi o mnożenie bezsensownych stanowisk pracy. Jeśli mamy dziurę na drodze, którą trzeba załatać, standardem jest, że do obsługi  „tego przedsięwzięcia” zatrudnione są dziesiątki osób. Pierwsza z nich macha chorągiewką na kilkadziesiąt metrów przed ekipą i tym samym ma informować, że coś jest na rzeczy. Tylko że ja nigdy nie wiem, czy owe machanie oznacza, że mogę jechać, czy że mam się niedługo zatrzymać bo jest STOP (czyli ruch wahadłowy). Druga, trzecia i kolejna osoba stoi w odległości kolejnych kilku metrów, nie wiem właściwie po co.. Dalej mamy kogoś kto operuje znakiem „STOP&GO”. Potem grupa co najmniej dziesięciu osób debatuje nad wcześniej wspomnianą dziurą i powiedzmy, że ją naprawia. No i dalej historia się powtarza tyle, że w odwrotnym kierunku… Jeśli ktoś w Polsce chciałby narzekać, że roboty drogowe trwają długo i że ekipa się ociąga, zapraszam. Bardzo szybko można zmienić zdanie :). Podobnie sytuacja wygląda, gdy np. pęknie rura, albo gdy potrzebna jest jakakolwiek inna ekipa. 

Chcąc zaparkować pod sklepem, niemal zawsze znajdzie się pan lub pani parkingowa, który musi pokazać nam odpowiednie, wolne miejsce, jakbyśmy sami nie potrafili dojrzeć :) I bardzo fachowo macha tym samym kierując nas, abyśmy prawidłowo zaparkowali samochód. W praktyce wygląda to tak, że gdyby słuchać tych „specjalistów” można by było zaliczyć niejedną stłuczkę. Po naszym wyjściu z auta nasz pomocnik krzyknie „Ok, mama?!” co ma oznaczać, że już on się zajmie naszym autem, że teraz już fura będzie 100% bezpieczna. Gdy wracamy po np. zakupach, mamy pomoc w przepakowaniu toreb z koszyka do bagażnika i przychodzi pora na kierowanie ruchem przy wyjeżdżaniu. Cały proceder ma na celu danie owej parkingowej osobie kilku randów za „fachową pomoc”. Jeśli nie damy kasy, albo damy za mało możemy spotkać się z irytacją i niesympatyczną reakcją połączoną z wykrzykiwaniem niezbyt pochlebnych wyrażeń w niezrozumiałym języku ( w Bloem najwięcej jest ludzi Sotho, w okolicach Durbanu spotkamy przeważnie Zulusów itp.). Równie bezsensowne jak samo istnienie tych profesji jest dla mnie zachowanie białych mieszkańców RPA ( bo głównie to oni są tymi dającymi pieniądze). Afrykanerzy są przekonani, że jest to niemal ich obowiązek. Są oni bowiem wielkodusznymi ludźmi; chcą pomóc w walce z ogromnym bezrobociem i tak między innymi to wyrażają. Ale czy warto stawiać na ilość zamiast na jakość?

W każdym markecie oprócz kasjera mamy pracownika, który za nas pakuje zakupy to toreb. Na stacji benzynowej tylko podjeżdżamy pod wybrane dystrybutor paliwa i obsługa wszystko robi za nas: nalewa paliwo ale też myje szyby, sprawdza olej, ciśnienie w oponach  i wszystko to za kolejne kilka randów… Samoobsługa jest niedozwolona! I można by tak wymieniać bez końca… 

Na początku myśleliśmy, że wspomniane sytuacje dziwią tylko nas. Ale z czasem przekonaliśmy się, że podobnie reagują wszyscy obcokrajowcy. Ostatnio gościliśmy couchsurfera z Holandii, który od razu zwrócił uwagę na wspomniane kwestie. Podobnie Ewa, która była u nas w marcu.  Rozumiem, że mieszkańcom RPA to nie przeszkadza, jest to dla nich częścią ich kraju, od dawna,; ale ja jednak nie znajduje nie mam w sobie aż tyle empatii aby z całym przekonaniem wspierać owe zawody.

Only in Mzansi*?

to be continued ...

*Mzansi - oznacza RPA w języku Zulusów :)

Komentarze

  1. Ciekawy wpis, bardzo lubię czytać o różnicach kulturowych. Fajnie się o tym dyskutuje, ale trudniej odmienne postawy zrozumieć czy zaakceptować na co dzień, zwłaszcza w tak odmiennej kulturze, z jaką Ty masz styczność. Jestem nowa na Twoim blogu, będę tu zaglądać :)

    Serdecznie pozdrawiam z Francji,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kasiu,

      Dziękuję za odwiedziny i zapraszam na dłużej :)

      Tak, różnice kulturowe to fascynujący temat. Temat rzeka ...

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. O matko jak ja takich nie lubię!!! Jak słyszę "szefowo popilnować" to mnie krew zalewa. Jak jesteśmy w PL to proszę O. żeby z nimi "pogadał" ale cwaniaki już nauczyły języków obcych i się człowiek angielskim nie wybroni, to na szwedzki przeszliśmy hehe. Rozumiem chęć zarobienia itd ale bez przesady. Bo co mam pomyśleć odmawiając? Że porysuje karoserię? że mnie zbluzga? Ciężkie to! W Szwecji "plagą" są somalijczycy którym wszystko się należy ale pracą się nie zhańbią! A spróbuj na takiego spojrzeć i coś powiedzieć!

    ... się uniosłam:))

    Nie jestem w żadnym wypadku rasistką ale tak jak piszesz, są sprawy które ciężko (bardzo ciężko) nam zaakceptować. Co kraj to obyczaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, z niektórymi kwestiami trudno przejść do porządku dziennego.
      Chociaż inaczej jest kiedy mieszka się gdzieś czasowo a inaczej na stałe.
      Gdyby tak chcieć tu zostać na dłuuużej, trzeba by się chyba uodpornić i nie zwracać uwagi na niektóre sprawy...

      Buziak!
      A.

      Usuń
  3. Super post! Ja też lubię czytać o różnicach między krajami, kulturami. Mnie rzuciło do Szwajcarii, która też różni się od Polski, niektóre rzeczy mnie strasznie denerwują a niektóre zachwycają. Czekam na więcej takich postów :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się, żeby było więcej takich postów! Jest jeszcze kilka kwestii do poruszenia:)
      Pozdrawiam!!!

      Usuń

Prześlij komentarz